Święta miłości kochanej ojczyzny?

REKLAMA

Grudniowa pogoda jest dobrą zachęta do zwiedzania muzeów. Nie wieje, nie pada i jest ciepło, cicho, spokojnie. Kilka lat temu nieśpiesznie syciłem swe oczy malarstwem dawnych epok w kopenhaskim Muzeum Sztuki. Warto tam zajrzeć i poświęcić dzień na obejrzenie zgromadzonych tam kolekcji. Jednak napiszę o tym innym razem. Zmęczone moje nogi poprosiły mnie o chwilę wytchnienia, więc przysiadłem na chwilę. I właśnie wtedy zobaczyłem coś, co zostało tam umieszczone ni z gruszki nie z pietruszki, pasowało jak pięść do nosa, jak kwiatek do kożucha, jak wół do karety, jednym słowem ni w kij ni w oko. Zauważyłeś drogi czytelniku, jakie bogactwo porównań można wyrazić w naszym języku? A to wyszło tak samo, potoczyście i bez zastanowienia. Oczywiście to była moja pierwsza myśl. Co te napisy robią tutaj zawieszone nad obrazami z kolekcji malarstwa duńskiego z XIX wieku? Po chwili jednak zacząłem się zastanawiać.

Często łapię się na tym, że krytykuję mój własny kraj. Ale czy naprawdę myślę, że to takie złe miejsce? Czy po prostu boję się brzmieć jak nacjonalista?

Jaki jest mój kraj? Czy krytykując go, uważam, że jest złym miejscem do życia? Czy krytykuję, bo jest gorszy niż inne? Bo chcę się wydać światowy, nowoczesny? A może wręcz przeciwnie, za mało się różni od innych? Warto się zastanowić nad tym napisem – pomyślałem – ale zaraz przeczytałem następny tuż obok.

Często łapię się na tym, że bronię swojego własnego kraju. Ale czy naprawdę myślę, że to takie dobre miejsce? Czy po prostu wierząc w to, dorastałem?

No właśnie. Może po prostu wydaje mi się, że mój własny kraj jest taki wspaniały, tak mnie tylko wychowano, że nie potrafię zobaczyć jego wad? Może brakuje mi obiektywizmu i dystansu? Jaki jest mój kraj?
Myślę, że ktoś bardzo mądrze zawiesił te napisy właśnie w miejscu, gdy w połowie wystawy wielu zwiedzających poczuje zmęczenie. Przysiądą, popatrzą, pomyślą. Zastanowią się.
Mając przed sobą oba te napisy, warto czasem pomyśleć, jaki jest nasz stosunek do własnego kraju i dlaczego taki jest. Nasz polski patriotyzm wykuwał się przez wieki niewoli, przez tragiczne powstania i – rzec by można – rośnie jak bluszcz wokół cmentarnego krzyża. Zabrakło w nim etosu codziennej pracy, solidarności w codziennym dobrym i złym losie, uczciwości w płaceniu podatków, radości wzrostu i bogacenia się. Nasz polski patriotyzm musi dziś dojrzeć i zmienić się. Nauczyć się czegoś od innych patriotyzmów. Dostosować się do współczesnego świata, w którym nie umieranie, ale życie jest wartością.
Jednak bądźmy pewni, że my też mamy coś do zaoferowania innym, oni też mogą się od nas czegoś nauczyć, ale uczmy ich własnym życiem, własnym przykładem, a nie nadętymi sloganami bez pokrycia.
Tak sobie pomyślałem, dlaczego Duńczycy, którzy raczej nie pozwalają na nadmierną obecność angielskiego w sferze publicznej, powiesili dwa takie napisy w muzeum nad obrazami dziewiętnastowiecznych mistrzów?

Te rozważania powstały już pięć lat temu i opublikowane zostały na moim prywatnym blogu. Dziś, gdy władza z każdej strony epatuje nas obchodami święta tzw. żołnierzy wyklętych, gdy propaguje się patriotyzm w wersji dziewiętnastowiecznej, może należałoby się zastanowić, jaki naprawdę powinien być patriotyzm.

Print Friendly, PDF & Email

REKLAMA

Tarot dla Ciebie