Towarzysz Isiewicz cz. VI

REKLAMA

Akt I cz. VI

 

Ach jest! Już przybył! Dreszcz po obecnych,
U drzwi gromowcy hardo stanęli.
Pogromca zdrady i spisków niecnych;
Genialny znawca czerni i bieli.

Alfa, Omega, punkt odniesienia,
I Dobrej Zmiany ciągła podnieta.
Blask Odeń bije nie do zniesienia
Oto jest Partii Pierwszy Sekretarz!

Wyrywa salę, rzekłbyś, z marazmu
I frenetyczne dostaje brawa.
Niektóry działacz doznał orgazmu:
Sekretarz Pierwszy będzie przemawiał!

To ten, co prawo ma w swojej pieczy
I, jak cukierki, zaszczyt rozdaje;
Ten, co uczciwe uczyni rzeczy.
Ten, co kraj nim jest – a on jest krajem.

Da prezydentów – tychże obala,
Historia żywa – historia wzniosła.
Zwykłego posła niezwykła skala:
Oby Giganta ziemia uniosła!

Jak zrozumieją kiedyś potomni
(Skroń Mu już srebrzy godna siwizna),
Że choć tak Srebrny, to taki skromny…
Kto na wielkości się wtedy wyzna?

Siła geniuszu, to boska siła;
Bywa kapryśna – lecz hojna taka,
Więc kiedy Wodza nam obdarzyła,
Nieco zostało i dla bliźniaka.

Dzieci lepszego to były sortu
I wyróżniała je kindersztuba;
Nie, jak komusze dzieci resortów.
A nawet filmu to była chluba.
(A w jaki sposób role dostali,
Pytać by mogli ludzie, co mali)

Z dawna świadomy swej przyszłej roli –
Zbawcy – aż wdzięczność czują narody,
Skalać komuną się nie pozwolił:
Dbał, by komunizm nie czynił szkody.

Głównie to Jemu. Bo próby męstwa,
Zbyt na to drogie, by za nie płacić.
Byłby to objaw przecie szaleństwa
Przyszłego Wodza tak łatwo stracić.

(Jak w inny sposób, drogi łaskawco,
Emerytalnym mógłby być Zbawcą?
Zresztą nieprawda, bo sam pamięta,
Że stały sobie chyba esbeki,
A On tak spojrzał, że mieli w piętach,
Kiedy był wchodził do biblioteki.)

Trzeba pamiętać o zagrożeniach
I czystość duszy trza mieć na względzie.
Potyczkę z diabłem w klęskę zamienia,
Gdy diabeł twoją duszę posiędzie.

Ze złem sam kontakt – i już skalani.
Wszak chcesz zachować moralną klasę?
Popatrz, jak oni są ubabrani,
Kiedy zaczęli walkę przed czasem.

Wszystko agenty, byłe komuchy;
Albo lewactwo albo kontakty,
Człowiek wymiotne miewa odruchy
Kiedy o KORze kojarzy fakty.

Zatem Isiewicz pełen podziwu
Dla strategicznej Prezesa myśli:
Do opozycji nie lgnął aktywu
I nową Polskę czysty nam kryśli.

Byli bliźniacy wszak nieskalani.
Marksizm – leninizm by w doktoratach –
W sercu przaśnymi zaś kołtunami,
Marksizm – zwyczajna carom obiata.

Kiedy potrzeba jest polityczna,
Wypada jakoś przeszłość poprawić.
Tu – polityka jest historyczna,
Która – nie ucząc – świetnie nas bawi.

Niepokalany i jest bez grzechu,
Choćby za Gierka był komunistą
(Nie ten przez płoty skakał był Lechu),
Ważne, że teraz jest pislamistą.

Tamten – to agent, element wrogi,
I stalinistą był jego wujek.
Widać w esbecji zbyt zbity w ciemię,
Bo się do Partii nie zapisuje.

(Isiewicz powie wam też to śmiele,
Że słusznie czujna była milicja,
Byli to zdrajcy i wichrzyciele,
A nie prawdziwa zaś opozycja.

Jakieś lewaki i jakieś Żydy,
Za forsę zgniłą si-aj-ej siane.
To nosiciele przyszłej ohydy,
Jewropejczyki jakieś zasrane)

Czas historyczne poprawić role.
Etos bliźniaczy – to czyste ręce.
Jeden nie siedział przy pewnym stole,
Drugi nie bawił zaś w Magdalence…

Historia nieraz troszkę nawali –
To nic dziwnego, że sprzątać trzeba.
Gdy elektryka wypromowali,
Nie chciał chłopakom uchylić nieba.

Żadnej wdzięczności od prezydenta!
I jeszcze prostak! Jakieś „zderzaki”.
Trzeba więc zrobić z niego agenta
I spalić kukłę wśród prawej klaki.

A wystarczyło zwykłe „dziękuję”,
Choć raz ukorzyć się przede Wodzem.
Nienawiść czystą Isiewicz czuje
Że wciąż wałęsa się gdzieś ten zbrodzień!

Nie dość, że piękny socjalizm zgubił,
Że chwałę za to przez lata zbierał;
To jeszcze życiem swoim się chlubił,
To jeszcze z Wodzem samym zadzierał!

A potem spiski i nocne zmiany;
Wziął, niczym swoją, „wojnę na górze”.
Patriotów krzywda wręcz nieprzebrana,
Gdy rosło nowe lewe odnóże.

Po to historii piękna naprawa,
Wsparta reformą znów edukacji:
Dla obiektywnej prawdy – są prawa:
Przez subiektywne kłamstwa – do racji.

Wielka historii jest waga nauk,
Odpowiedzialność ciąży na rządzie:
Reformę zrobić gronu i ciału –
Niech młodzież SŁUSZNĄ wiedzę posiądzie.

Chronić dzieciątka przed deprawacją,
Lewacką naukę w prawą odmienić.
W Europę strzelim kontrreformacją:
Przedni to podstęp – lekko spóźnieni.

Już to wybornie książki się palą,
Tańczą nad ogniem – co ich nie znają;
Z zaciętą gębą kanon ustalą:
Telegazetę tylko czytają.

Już to w Olsztynie dyrektor szkoły,
Usunie książkę, gdzie jest ślimaczek:
Nie będą dzieci psuć nam pierdoły
(No bo ślimaczek jest obojnaczek.)

By nie narażać młodych na świństwa,
Program zmieniony zaraz zostanie,
Gwarant czystego dzieciąt dzieciństwa –
To rozmnażanie przez pączkowanie.

Będą też lekcje o ewolucji;
W którą naprawdę Lech skakał stronę.
I ewolucja dla rewolucji:
W dni siedem fakty będą zmienione.

By to osiągnąć, mus reformować
(Pisma okólne i załączniki),
Reform wciąż sypać, a nie żałować
(A w jednej klasie ze trzy roczniki.)

Do załączników znów pisma inne,
A w nich wyjątków podkatalogi;
Pani Zalewskiej służby uczynne,
Kleją reformy w pośpiechu srogim.

(Ach, oczekiwań te miłe dreszcze,
Bo to się nie raz odmieni jeszcze.)

Reformą słodko tak obłąkani…
Kto stoi, ten się cofa. Przy czym,
Tu będą wszyscy testowani.
My nie cofamy się przed niczym!

(Może z wyjątkiem tylko zadania:
Nauczycielom podwyżek dania.)

I to jest wszystko świetna koncepcja;
Tam nazad zmiany i niewiadome,
Ta papierowa reform incepcja –
Na piękny efekt to obliczone.

Że ministerstwo to edukacji,
Dzieci i młodzież przygotowuje,
Jak żyć w chaosie i biurokracji:
Naukę praktyczną cudnie stosuje.

W kraju praktyka przecież codzienna,
Dać fundamenty na klej i sznurek:
O tym jest wiedza niezwykle cenna,
Życie im przyszłe organizuje.

Jakże to pięknie jest porobione!
Rzuca minister coś w wentylator –
Lekcje religii nie zagrożone –
To sobie lagę rząd kładzie na to.

Dobrze niepewność w ludziach zaszczepić
I Elbanowskim już nie chce się;
Do czego tu się można przyczepić,
Skoro nie widać – do czego nie?!

Żeby minister nie zaściskali,
Pochwał nie piali ludzie weseli,
Uczniowie aby nie całowali,
Jedzie Zalewska też do Brukseli.

Przykro, że postać tak ukochana,
Wiedząca, co tam w młodzieży gra,
Odchodzi, reform orką sterana…
Kto uwrażliwi na PCK?!

Taka nadzieja, że będą inni,
Którzy nie zejdą z tego pułapu.
Partii posłuszni, Partii uczynni:
Trzeba Historii dodać make-up’u.

(Ach, może wreszcie na ścianach zobaczę
Mural, jak to Prezes przez płot stoczni skacze!)

Wielce subtelna to dialektyka,
Gdy kto niewprawny, może poranić;
Niech jej ignorant lepiej nie tyka,
Bo to niełatwo rządzić masami.

 

cdn. 🙂

 

Towarzysz Isiewicz cz. VI
2/3.5

Print Friendly, PDF & Email

REKLAMA

Tarot dla Ciebie