Towarzysz Isiewicz cz. XI

REKLAMA

Akt II, cz. 3

Biskupio klasyczna miejscowość,
Bram straszą koślawe ułomki.
Kościółek, remiza – i nowość:
Biedronka. Gdzieniegdzie zaś domki.

W remizie tłum spory zebranych
Posłanki z Warszawy już szuka.
Choć może nie aż nieprzebrany,
To prawie, jak u Martyniuka.

Gdy weszła – owacją witają,
Ksiądz proboszcz uśmiecha się słodko.
Goździki i róże wręczają.
>>Poczynaj, na Boga, idiotko.<<

Pomyśli lecz głośno nie powie,
Co samo się przez się rozumie.
Nawykiem, co ma go z kościoła,
Policzy pogłowie w tym tłumie.

Isiewicz fachowo zagaja,
Że zaszczyt, że gość taki – splendor.
Życzliwie przybyłych nastraja:
Żałować przybycia nie będą…

Posłance z usteczek wyfrunie,
Żarciątko, jak ptaszek frywolny.
Lecz pod ciężarem swym runie,
By pojąć mógł chłop małorolny.

A potem natchniona oracja;
Sezonu atrakcja to główna:
Nie dziwi obecnych owacja.
I Zenon się wszak z tym nie równa!

Choć ludność w miasteczku uboga,
Wesoła od tego gadania:
Wskazano albowiem jej wroga,
Co być jej szczęśliwą zabrania.

Lecz aby osłodzić minusy,
Przyniosła posłanka morowa
Najnowsze z budżetu nam plusy,
Że 500,- , to przy nich się chowa.

I to jest faktyczna odnowa,
Cudownie się stoi i leży.
To piękne, jak Polska Ludowa.
Bo dobrym się w końcu należy!

Nie jakimś układom i sitwom,
Nie jakimś z obczyzny odmieńcom –
Bo Prezes jest dzięki modlitwom –
Nie Ukraińcom i Niemcom!

A skoro lud serca odsłania,
Trza kuć je, póki gorące:
„Czy są może jakieś pytania?
Czy wątpliwości gryzące?”

„Miejscowy jestem, Stanisław Żet,
Znają mnie tutaj wszystkie sąsiady.
Gdym się dowiedział, przybiegłem wnet –
Że z samą poseł będą narady.

Czemu Polakom tyle zabrano?
Kiedy od koryt oderwą pyski?
Kiedy to Żydy rządzić przestaną?
Kiedy złodziejów wsadzicie wszystkich?”

Usiadł i sprawdza szybko w smartfonie,
Bo znaleźć spisek zawsze jest komu.
Znalazł i dziarsko zaciera dłonie:
Że ta posłanka – Pawlowitz z domu.

„Jestem Bożena, przyjezdna, z Jasła;
Ja swą Ojczyznę kocham nad życie,
A tego Tuska w gębę bym trzasła –
To kiedy zdrajcę w tiurmę wsadzicie?

(Zdrada normalna u tego Tuska:
Woli raz Niemca, a raz zaś Ruska.)

Bo także samo mię się wydaje,
(Może pan Ziobro wyrazi troskę?)
Że on nasz Niemcom darmo sprzedaje,
Czego to nie ma nań kary boskiej?!”

„Jestem z miejscowej intyligiencji.
I chciałam spytać – czy to moralne:
Diety poselskie im bez karencji,
Choć w opozycji siedzą totalnej?”

„Ja chciałem spytać łaskawej Pani,
Jest wyngiel na wsi – groszek i grys,
Czy będzie wojna lub zmiana granic
Bo to przed wojną wyngiel był tyz?”

Wstaje nieśmiały pan rzemieślnik,
W ręce ma kartkę przepoconą,
Na której drżącą dłonią skreślił
Przemowę, nieco pokręconą.

Z „bezprzykładnymi atakami”,
Że „wysadzili, bolszewiki”,
Że „kamieniarstwo z tradycjami”
Może postawić trzy pomniki.
(Czyby poselska zatem głowa
Zechciała coś tu obstalować?)

A potem wstaje starsza pani:
„Jestem z aktywu wiadomych rodzin.
Trzeba pokazać tych wszystkich drani,
Co nam, patriotom, wciąż pragną szkodzić!

Prężny kolektyw nasz modlitewny.
Przeto i na noc i dniem błagamy,
Aby zabierał w nicość Pan Gniewny,
Jako Geremek został zabrany.”

Z kolei występ wątłej chudziny,
Lat osiemnaście, cały dziobaty.
By jadł brokułki i witaminy,
Jeszcze zmartwieniem mamy i taty.

Że to do dziewczyn nie ma śmiałości,
A wciąż otacza go podniet mrowie,
Jest do Dmowskiego w wielkiej miłości:
Sprawy Narodu wielki spiskowiec.

„Jestem Wszechpolak, Ziemowit Er.
Czy nie podziela Pani mej racji,
Że jest propolskich za mało sfer?
Jeden minister od cyfryzacji?!

Choć na początek dobre i to,
Ale za mało wciąż się staramy.
Żeby o Polskę Polakom szło!
A ciągle cyfry arabskie mamy!”

„Roman z Podwalnej. Ja mam pytanie,
Jak długo jeszcze hucpa ta będzie?
To może pani poseł jest w stanie
Pomóc, bo gad ten plecy ma wszędzie.

Mam ja sąsiada, co się buduje,
Ostatnio firmę zamknął ze stratą.
Widok z posesji mojej rujnuje.
Ciekawe, skąd ma pieniążki na to?”

„Kiedy wyjdziemy z parszywej Unii?
Wciąż zabierają, a nic nie dają.
Za mało jeszcze nakradli óni?
Najlepsze soki z nas wysysają!”

„Jadwiga En. Też mam pytanie.
O tę Europę i inne takie:
Zanim posadę Cygan dostanie
Może obsadzić da się swojakiem?

Zdolna ma córcia jest, co się zowie
I kierowniczką sklepu już była,
Europosłowi na asystentkę
By się przydała – czysta i miła.

A kiedy tylko trochę przysiądzie,
To się w trymiga nauczy szprechać.
Wy miejsca pracy Polakom brońcie,
Ona już teraz mogłaby jechać.”

„Ja to się znam, Pani Jadwigo,
Bo w telewizji jest mój bratanek.
Szkoda to pytać, bo się wymigo,
Tam je już wszystko porozdzielane.”

„Jeszcze Jadwiga. Ja chciałam prosić,
Ażeby listy gończe wydano,
Na tych, co Unii lecą donosić,
Aż Tajmermansa na nas nasłano.

Z nazwiska widać już, że poganin
Że też dożyłam ja takich czasów,
Jakieś murzyny, łaskawa Pani
Idą mię tutaj, zamiast do lasu.

Imperialistom służące męty
Kolektyw słusznie potępić chce.
Wrogie dla kraju to elementy,
My tym kapusiom mówimy – nie!

Zresztą Tusk Donald i ta Waltzowa,
Niby są z Polski na stanowiskach,
Ale kolejna to przecież zmowa –
Bo czy to aby polskie nazwiska?!

I prezydenta nam obrażajo,
Za nic tym mendom jest wola ludu.
Pewnie srebrniki za to dostajo,
Za niemoralne to pranie brudów.”

„Pani pomoże, jak matce matka!
Znaczy… kobieta kobiecie… znaczy.
Synciowi memu grożą trzy latka:
Adwokat mówi, że się zobaczy…

I za co, pani?! Dobre dzieciaki,
Nie jakieś łajzy, czy markomany.
Co tam nabroją?! Młode chłopaki,
Schludnie przycięci, w szelki ubrani.

A obcy jeden raz, koło szynku.
Mocno, wie pani, w ciemnym odcieniu,
Jakby u siebie łaził tu w rynku…
… a chłopcy tera siedzą w więzieniu.

Bo na ich pięciu z nożem się rzucił.
A wie to pani, co w takim siedzi?
To go klepali, by się ocucił –
Widzieli z okien wszyscy sąsiedzi.

No i się potem tak okazało,
Że oklepali byli lekarza!
Ciapaty, to się poznać nie dało…
Kto wiedział, że się taki przydarza?

A teraz siedzą – ja pytam: za co?!
Pani posłanka się ulituje!
Za co tym sędziom cholernym płacą,
Że się Polaków wszędzie sekuje?”

„Byłem żołnierzem, jam starej daty.
To skąd się wzięły te liberały?!
To niemożliwe było przed laty,
Ażeby z piórkiem w dupie biegały.

Bo bez porządku będzie bałagan,
Bo – proszę Panią – rozkaz, to rozkaz
Bez dyscypliny Ojczyzna słaba,
Już się generał kiedyś tak troskał!

Kto te porządki takie ustalił?!
Że każdy gadać może, co myśli…
Radiów, gazetów pozakładali
No i anarchia z nieładem wyśli.”

„Tu kiedyś, Pani, fabryka stała.
Sznurek robiła, że aż furczało,
Ciągle zamówień z Bułgarii miała.
I komu, Pani, to przeszkadzało?

To ja się pytam: jest logistyka?
Sznurka już może tyle nie trzeba…
Kiedy otwarta będzie fabryka?
Bo przecie ludziom potrzeba chleba?”

„Mieszkała u nas jedna dziewczyna.
Przecież to chujnia, że się wyrażę.
Ma ślub z Arabem, już mają syna.
Dlaczego tego się nie zakaże?!”

„A mię sąsiadka mówiła, Pani,
Naszprycowani z puszką co roku,
Że Owsiak kradnie z połowę danin
I się ciupciają tak na widoku.

Chciałam zapytać, czy to jest prawda,
Co mi pod Bogiem mówiła potem,
Do jego sprzętu kroplówki dają
Z marychą, haszem i kompotem?

Pani to pewnie z Warszawy śledzi,
Jako posłanka, jako patriotka.
To czemu Owsiak jeszcze nie siedzi,
Co dzieci złego ma jeszcze spotkać?!”

Patrzy Isiewicz z miną radosną,
Dumny, że robi wrażenie teren.
Czuje, że serce i portfel rosną,
Bo tak wybujał ślicznie suweren.

cdn. 🙂

 

Towarzysz Isiewicz cz. XI
1/5

Print Friendly, PDF & Email

REKLAMA

Tarot dla Ciebie

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*


*