Partyzanci

REKLAMA

Metoda walki partyzanckiej stosowana była od dawna i zwykle podyktowana była koniecznością. Wróg zajmował terytorium kraju i dlatego jedynie małe oddziały partyzanckie, mające oparcie w miejscowej ludności, mogły podejmować działania przeciw wrogiej armii. Partyzanci nie stawali do wielkich bitew, a jedynie staczali niewielkie potyczki z niewielkimi oddziałami, wprowadzając zamieszanie, przerywając komunikację, siejąc strach wśród wroga. Im lepiej potrafili pojawiać się i błyskawicznie znikać, tym większe były ich szanse i skuteczność. Przykładów takiej walki w historii jest wiele, ale skupmy się na kilku znanych z polskiej historii.

Pierwszy znany przypadek prowadzenia walki przy wsparciu małych oddziałów stworzonych z lokalnej ludności to czasy Bolesława Chrobrego i jego wojny z Cesarstwem Niemieckim. Gdy Polska znalazła się pod okupację w czasach tzw. Potopu Szwedzkiego, również spore znaczenie zyskała walka partyzancka. Były to oddziały często powstające samorzutnie i tworzone przez miejscowych chłopów, którzy byli doprowadzeni do rozpaczy okrucieństwem i bezwzględnością najeźdźców. Atutami partyzantów były przede wszystkim gęste lasy, których w Polsce przez długie wieki nie brakowało oraz poparcie ludności, która małe oddziały zaopatrywała w żywność i dawała schronienie. Do pewnego momentu w historii nie było też istotnej przewagi w uzbrojeniu. Regularne wojska najeźdźców zawsze były lepiej uzbrojone, ale podczas małych potyczek w gęstwinie leśnej pancerz i miecz miały mniejsze znaczenie niż dobrze naostrzony oszczep lub widły. W nieco późniejszych czasach broń palna nie była wciąż na tyle skuteczna by zapewnić regularnemu wojsku przewagę nad partyzantami, jeśli ci nie stawali do regularnej bitwy.

Jednak warunkiem podstawowym było zawsze poparcie ludności miejscowej. Po raz pierwszy walka partyzancka nie stała się podwaliną sukcesu podczas Powstania Styczniowego. Przyczyny tego stanu rzeczy są skomplikowane i wymagają dokładniejszej analizy, ale faktem stało się, że ze względu na rosyjskie represje, a także postawę szlachty przez wiele poprzednich stuleci, chłopi nie popierali oddziałów partyzanckich. Zdarzało się, że donosili o ruchach wojsk partyzanckich, pomagali raczej pod przymusem i powstańcy nie mogli im ufać. Nie bez znaczenia była też zmiana taktyki walki w wieku XIX. Broń stała się nieco doskonalsza i lżejsza, pozwalająca na prowadzenie obław na oddziały partyzanckie. Powstanie Styczniowe przyniosło stronie polskim ogromne straty ludzkie spotęgowane potem represjami rosyjskimi.

Mówiąc o partyzantach najczęściej myślimy o Drugiej Wojnie Światowej i tajnych oddziałach wojskowych walczących przeciwko hitlerowskiemu okupantowi. Warto jednak pamiętać, że podczas tej okupacji Polacy, w tym dowództwo podziemnego państwa, zdawali sobie sprawę, że Niemcy dążą do wyniszczenia narodu, dlatego też łatwiej było się godzić z ofiarami wśród ludności. Ponadto sytuacja Polski która okupowana była przez jednego wroga, a ze wschodu nadchodził następny, który w pewnym sensie tylko przypadkiem był po tej samej stronie barykady, była politycznie bardzo trudna. Uważano, że Polacy muszą działać, by przeciwstawić się między innymi rosyjskiej propagandzie mówiącej o współpracy z okupantem.
Trzeba jednak pamiętać, że koszty walki partyzanckiej były ogromne. Już wówczas jakość broni palnej miała ogromne znaczenie. Niemcy dysponowali bronią maszynową, partyzanci byli znacznie gorzej uzbrojeni. Koszty słynnych akcji przeciw niemieckiemu okupantowi były ogromne. Nie mówiąc o Powstaniu Warszawskim, które kosztowało ponad 200 tysięcy ofiar wśród ludności cywilnej, trzeba pamiętać, że każda akcja była pyrrusowym zwycięstwem. Zamach na Kutscherę to 4 zabitych i dwóch rannych z 12 osób biorących w nim udział. Ponad 1/3 strat. Do tego zabito 300 zakładników dzień po zamachu. Gdy dodamy do tego ludzi aresztowanych i zamordowanych w kolejnych dniach, a także straty wśród samych konspiratorów w wyniku odwetu niemieckiego, liczba ofiar jeszcze się podwoi. Akcja pod Arsenałem mająca na celu uwolnienie „Rudego” skończyła się rozstrzelaniem 140 więźniów w odwecie, a w samej akcji zginęło kilku jej uczestników.
Niezależnie od oceny determinacji, poświęcenia, odwagi i patriotyzmu tysięcy młodych ludzi, prawie żadna z partyzanckich akcji nie była sukcesem w znaczeniu militarnym.

Dziś Antoni Macierewicz, zamiast wzmacniać siłę i skuteczność polskiej armii, tworzy partyzanckie pospolite ruszenie. Współczesna armia, dysponuje nowoczesnymi środkami transportu, które zapewniają też osłonę przed lekką bronią palną. Jest szybka i przemieszcza się w sposób nieznany nawet jeszcze w okresie Drugiej Wojny Światowej. Nie tylko broń ma znaczenie. Armia dysponuje też skutecznymi środkami wykrywania przeciwnika posługując się wywiadem satelitarnym, detektorami podczerwieni, detektorami ruchu.

Będziemy mieli granatniki, miny drony. Nauczymy lekką piechotę walczyć z czołgami, wykorzystując teren. Naszym największym wrogiem nie są siły specjalne, tylko siły ciężkie. (Wiesław Kukuła , szef Wojsk Obrony Terytorialnej)

Warto podkreślić, że od czasów ostatniej wojny zmalała w sposób istotny ilość lasów, a sporą część lasów dzikich zastąpiły lasy sadzone, w których równe szeregi sosen stanowią kiepską ochronę dla partyzantów. Uzbrojeni w lekką broń partyzanci nie będą żadnym przeciwnikiem dla regularnej armii, tym bardziej, że stracą element zaskoczenia, który był wielką siłą partyzantów w poprzednich wiekach. Dzisiejsza wieś również nie będzie oparciem dla partyzantów, nie ma dziś setek tysięcy drobnotowarowych gospodarstw, które gromadzą żywność na własne potrzeby i w których zawsze się znajdzie samodzielnie wypiekany chleb, jajka, kury i gęsi lub prosięta. Współcześni partyzanci poumierają z głodu bez regularnych dostaw. Gdy spojrzymy na świat współczesny od jasno widać, że partyzantka może odnosić sukcesy jedynie tam gdzie wciąż jest drobnotowarowa gospodarka na terenach wiejskich i do tego warunki naturalne sprzyjają partyzantom – brak dróg, gęste lasy tropikalne lub niedostępne góry. Gdy spojrzymy na historię Europy to jedną z najskuteczniejszych metod stał się terror, a nie partyzantka. Irlandzka Armia Republikańska nie tworzyła partyzantki, a dokonywała zamachów na bezbronną ludność cywilną. Ginęli zwykle niewinni ludzie, zamachy na własnym terenie powodują z kolei, że giną „swoi”. Terroryzm trudno nazwać metodą militarnie skuteczną.

Pomysł Macierewicza na Wojska Obrony Terytorialnej jest dobrym pomysłem dyktatorskiej władzy na walkę z opozycją, która jest bezbronna, ale w przypadku wojny z przeciwnikiem zewnętrznym będzie to rzeź kompletnie nieprzygotowanego pospolitego ruszenia. Antoni Macierewicz powinien nie tylko trafić pod Trybunał Stanu, powinien stanąć również przed sądem wojskowym, bo to – co robi – jest zdradą.

Oceń artykuł
Print Friendly, PDF & Email