Krajobraz po bitwie

REKLAMA

Krajobraz po bitwie

Sejmowa galopada w celu przepchnięcia niekonstytucyjnych ustaw dotyczących sądów powszechnych, Krajowej Rady Sądownictwa, a wreszcie Sądu Najwyższego, wzbudziły społeczny sprzeciw o dawno nie notowanym natężeniu. Propagandowe wysiłki rządu, które skupiły się jak zwykle na tym, by w rządowych mediach określać protestujących jako ubeckie wdowy, komunistyczne upiory i świnie oderwane od koryta, tym razem trafiły jak kulą w płot. Młodzi ludzie, którzy tym razem wyszli na ulice, szyderczo wyśmiewali nieporadność pisowskiej propagandy, niosąc na przykład tablice z napisami w rodzaju: ubecka wdowa, rocznik 1995. Paweł Szefernaker, odpowiedzialny za komunikację internetową władzy, natychmiast urządził konferencję prasową, uruchomiono też kampanię medialną opisującą tzw. astroturfing, jako wytłumaczenie masowości protestów. Jednak było to nadal robienie durnia z suwerena, który tym razem okazał się dość odporny na pisowską manipulację.

Nieoficjalne przecieki z komitetu centralnego, czyli z siedziby prezesa na Nowogrodzkiej, mówią, że Kaczyński był wyjątkowo wściekły na Szefernakera. Internetowa armia trolli zawiodła, jak nigdy przedtem od 2015 roku. Szczególnie, że od tego czasu znacznie wzrosło znaczenie facebookowych grup skupiających przeciwników PiS. Skupiają one setki tysięcy ludzi, którzy wobec dezinformacji rządowych mediów i kłamstw pisowskiej propagandy, przestają być bezsilni. Transmitują protesty, filmują zachowania władzy, dokumentują przekręty, podają prawdziwe informacje np. o tym, co dzieje się w Puszczy Białowieskiej. To musi być dla władzy irytujące.

Podjęto więc działania, które kilka dni temu opisałem tutaj, jako nierówną walkę demokratycznego protestu z władzą, która dysponuje wielkimi środkami. Jadnak ta historia może mieć drugie dno. Zaobserwowano bowiem ogromną aktywność rozmaitych działań, które ostatnio były prowadzone z numerów IP z puli przypisanej Rosji. Nieraz mówiło się o kampanii dezinformacyjnej prowadzonej przez tzw. trolli Putina, jednak teraz nabiera to nowego znaczenia, ponieważ ostatnie działania przeciw opozycji w Polsce być może prowadzono z zagranicy. Czy to oznacza, że decydenci polscy blisko współpracują z rosyjskimi trollami? Czy wykorzystują ich? Jeśli tak, to na jakiej zasadzie prowadzona jest taka współpraca? A być może to armia trolli zwana potocznie Szefernaker kohorten jest manipulowana lub de facto zarządzana przez rosyjskie ośrodki prowadzące wojnę internetową? Badanie śladów działalności kilkunastu najaktywniejszych trolli wyrzuconych dzięki mobilizacji społecznej z Facebooka wskazuje, że te konta miały swoje odpowiedniki na rosyjskim VKontakte, łącznie z użytymi danymi i zdjęciami. Dziś po wygranej z trudem bitwie z prorządowymi trollami, istnieją niestety obawy, że w antypisowskich grupach, nawet wśród administratorów mogą istnieć wtyki, pracujące dla jakiegoś bliżej nie zdefiniowanego ośrodka.

Gdy przypomnimy sobie głośną książkę Tomasza Piątka o wielce podejrzanych związkach Antoniego Macierewicza, pojęcie „rosyjskiego łącznika” przestaje być tak fantastyczne, jak się wcześniej wydawało. Można bardzo poważnie zastanawiać się, czy to faktycznie Kaczyński z „tylnego siedzenia” decyduje o polskiej polityce dzisiaj? A może jest jeszcze jedno tylne siedzenie, z którego poczynaniami zarówno Kaczyńskiego, jak i rządu, kieruje Putin?

Print Friendly, PDF & Email

REKLAMA

Czytaj, oglądaj, słuchaj.