Madrygał o pasiakach cz. 2/2

REKLAMA

Zanim przejdziemy do drugiej części, krótki program artystyczny:

 

Teatr omalże narodowy przedstawia Śpiewogry Polskie – na rodzimych gajach i bukowinach zbudowane, na ruczajach wyklętych, na kurhanach powstańczych, na piotrowiczach antylewackich; tym razem z gościnnym udziałem Hawańskiego Teatru Rewolucyjnego im. Ojca Narodu Fidela Castro. Niezwykle ciepłego barytonu użycza dyrektor teatru towarzysz Carlos Manuel de Céspedes José Miguel Gómez Mario García Menocal:

ŚPIEWOGRA VII

Miejsce akcji: Dom dla psychicznie i nerwowo chorych imienia profesor Marioli Filiżanki w Mamrocinach Wschodnich.

Osoby:
Ja – nie metaforyczne „ja”, nie eksperyment pijanych norweskich dramaturgów w depresji, obnażających „ego” i „id”, po prostu ja: – J
Pacjent Tomasz Kowalski, ze względów na wymogi RODO zwany „P” – P
Dyrektor przybytku – D

Miejsce akcji: poczekalnia w zakładzie, prawe skrzydło budynku, lekko chorzy, wizyty wtorek 12.30 – 16.30, piątek po uprzednim umówieniu się w następującą po nim sobotę

P: Dzień dobry, miałby pan poczęstować fajką?
J: No nie palę, wie pan.
P:Szkoda. To na robaki dobre. Pan na kogoś czeka?
J: Na dyrektora. Kupuje ode mnie armaturę.
P: Acha. No, każdy tak mówi. Armaturę… We wzorek z czasów Napoleona?
J: No co pan…
P: Juliusza Cezara?
J: Pan pensjonariusz?
P: No. Jak pan zgadł?
J: Po Napoleonie. I piżamie.
P: No tak, no tak… Ale wie pan, ja z tych nerwowych. Nie wariat.
J: Rozumie się.
P: No. Nas tu więcej normalnych, wiesz pan? Tylko nerwy zszargane. Tu czasem niektórzy na krótko wpadają – ogród tu piękny, warsztaty metalurgiczne, pielęgniarki i pielęgniarze czuli… Taki restart wie pan.
J: No tak, restart. Restart, tak, rozumiem. Pan się nie śpieszy z powrotem?
P: A czemu? Tu spokój jest. Pamiętasz pan: nerwowo chorzy. Nawet „Wiadomości” nam nie wolno oglądać. To po tym, jak jeden kolega, który tu trafia dla podleczenia nerwów przed każdymi wyborami – troszeczkę narozrabiał.
J: O? A co zrobił?
P: No coś tam z parówkami, puszkami z piwem, jakiś model samolotu robił… No i po telewizorze. Wisz pan, telewizor kosi brzózki, jak trawę. Ten stary oczywiście, z kineskopem, co tu był. Ten nowy to nawet by latał, bo lekki jest. Kolega nam raport pokazał.
J: O?
P: No. To w ogóle łebski facet jest. To pan armaturę sprzedajesz?
J: No. Łazienkową.
P: I pan dzisiaj wychodzisz stąd?
J: Mam nadzieję. Jak dyrektor krany kupi.
P: A chcesz się pan przysłużyć krajowi? Ale to poważne jest – tak lub nie, być albo nie być, to może zaważyć na przyszłości kraju, a może nawet świata.
J: Taaaaak?
P: No. Pomóż pan, bądź człowiek, ojczyzna wzywa, a ja, ehm, na razie nie mogę… Wyjść…
J: To jak mógłbym pomóc?
P: Trzeba byka.
J: Byka. No tak. Mogę spytać?
P: Proszę, nie krępuj się pan.
J: Takiego byka od krowy? Bydło znaczy? Z kółkiem w nosie i racicami?
P: Yhm. Ale jaja musi mieć wisz pan. Nie żodyn tam wałach.
J: To znowu zapytam, jak się pan nie obrazi… A po co?
P: Dobra, ale pan teraz jesteś w sprzysiężeniu i ani mru mru pałom. Ten kolega, co tu jest przed każdymi wyborami, naprawdę wiele może. Zdziwiłbyś się pan, w jakich on komisjach zasiadał…
J: No i? Na cholerę mu byk?!
P: Czekaj pan, czekaj, cierpliwości. On mówi, że sprawy idą w dobrym kierunku, ale za wolno. Trzeba przyśpieszyć. Wisz pan, heglowska logika dziejów.
J: Co?
P: No, dziejów logika, nie bądź pan dziecko. A żeby zmienić coś naprawdę, trzeba być na szczycie. I – panie, jaki ten kolega ma potencjał! Jak on mówi, to jakby sam Napoleon… Cezar… ech, no, niegłupio gada. Wszystko rozumie i widzi na trzy kroki naprzód. I on mówi, że szef jest niezły, ale za miętki. A tu trzeba z grubej rury panie, spiski tępić i agenturę, co toczy ten kraj. No jak nie, jak tak. Z agenturą daleko nie zajdziemy. No i on wymyślił, że usuniemy szefa, a on wskoczy na jego miejsce.
J: Mówisz pan?
P: No jasne. A tu trzeba ludzi zdecydowanych i kompetentnych. Ja na przykład będę w tych nowych rządach ministrem finansów.
J: Bo?
P: Znam liczbę pi do dwudziestu ośmiu miejsc po przecinku. Co prawda tylko w czasie ataków, ale mam je stosunkowo często. Ale słuchaj, człowieku, każdy, kto się przysłuży sprawie, może być KIMŚ.
J: Ale byk? Na cholerę byk?
P: Szefa trzeba jakoś usunąć.
J: Morderstwo?!
P: Eeeee… i nie w afekcie. On rodeo lubi. Mamy tu takiego jednego Stefanka, „Piękny” go nazywamy. Jak on by wjechał Prezesowi do gabinetu na byku, to by Prezesowi serce nie wytrzymało, uwierz pan. Nago musi wjechać.
J: Coś pan sugeruje?!
P: No coś pan? Stefanek paskudny jest raczej. To byk ma zadziałać, wisz pan.
J: Rozumiem.
P: No i?
J: Noooo… to niby ma ręce i nogi, ale…
P: Załatwiasz pan tego byka, czy nie? To jest szansa dla pana. Dla kraju. Dla nas wszystkich.
J: Ok, ok, załatwię.
P: Słowo?
J: Jak boni dydy.
P: Dobra, pukaj pan z tym bykiem w rynnę w prawym skrzydle trzecie okna od wschodu Księżyca, ok?
J: Ok. O, dyrektor idzie. Pan wybaczy.
P: Ciiiii, rozumie się… Hasło: „Żyrafy wchodzą do szafy”.
J: O. To znam.
P: No. Oni też i dlatego to jest sprytne. Pa. I ciiiii…
J: Do widzenia.

**

D: Pan z firmy budowlanej?
J: Tak, przepraszam za spóźnienie, ale korki dzisiaj straszne.
D: Nie szkodzi, nie szkodzi… Tyle pracy, że jak pan widzi, i tak mogłem się urwać dopiero teraz.
J: Dużo pracy? Ciężkie przypadki? Mnie się zdaje, że nawet te lekkie dziwne strasznie. Tu taki jeden mi mówił przed chwilą dziwaczne rzeczy… Nie do wiary wprost, jak bredził.
D: No, taka specyfika zawodu, wie pan. Różni pacjenci się zdarzają.
J: Pewnie, pewnie.
D: Ale niektórzy na krawędzi. Normalniejsi, wie pan. Tylko nerwy leczą.
J: Tak?
D: No. Mamy takiego jednego pacjenta, przed wyborami się każdymi podlecza.
J: A. To ciekawe.
D: No i nie uwierzy pan – proszę zachować dyskrecję – od niego wiem, że będę ministrem zdrowia.

KURTYNA

 

ŚPIEWOGRA VIII

– Dzień dobry Państwu, naszym gościem jest dziś profesor socjologii Jerzy Próbka – Malinowski. Znany z prac, które wytyczyły milowe kroki we współczesnej socjologii, jak choćby „Metodologia pojęcia grupy w kontekście seksu grupowego”, czy „Rozedrganie służb specjalnych jako wstępny warunek ożywczego rozwibrowania państwa”. Znany także z tego, że jest posłem obecnej kadencji. Witam pana na naszej skromnej antenie.

– Dzień dobry Państwu, dzień dobry panu.

– No właśnie. Być może dobry, a mimo to, że jeszcze się nie skończył, pojawiają się liczne spekulacje, że to niezbyt dobry dzień dla pańskiej partii. Ten gest posłanki Lichockiej…

– Aaaaa, wiedziałem, że pan do tego nawiąże. Że pan zapyta. Przede wszystkim, panie redaktorze, nie demonizujmy, nie demonizujmy. Tu się robi jakiś teatr, taki jakiś cyrk z przygodnego, przypadkowego, rzekłbym, incydentu. Jako socjolog wiem, ile zmiennych – czasem naprawdę błahych – ma wpływ na procesy społeczne. I bardzo mnie boli to, że czasem doprawdy tak nieistotny faktor wpływa na rzeczy istotnie dla kraju i bieżącego nurtu poli…

– Ale, panie profesorze – wychodzi na to, że to nie było takie nieistotne. Kamery zarejestrowały coś, co opozycja zechce wykorzystać w kampanii wyborczej w czasie wyborów prezydenckich. Co więcej – ten gest może narzucić narrację tym wyb…

– Nie, nie, i jeszcze raz nie, panie redaktorze. Bo to – i cóż wielkiego się stało? Żyjemy w czasach postmodernizmu, wielu przewartościowań, kształtowania się nowych mitów społecznych. To fakt, że kto chce zdziałać dobro wśród szerokich grup społecznych – musi je porwać, zaangażować, wciągnąć w wielkie projekty. Nasza partia to potrafi. I wobec ogromu projektu reform – pojedyncze incydenty w rodzaju tego, o którym mówimy, albo nie mają znaczenia, albo mają znaczenie wręcz pozytywne. Są możliwością przekucia państwowotwórczej i patriotycznej teorii w praktykę. Bo, jeśli pan redaktor chciałby zauważyć – gest, który początkowo jest pejoratywny, w świetle złożonych warunków geopolitycznych, a także – sensu stricto – historiozoficznych, staje się nagle wyzwaniem wobec panoszącego się postmodernizmu i zdziczenia obyczajów. Bo co tym gestem pokazała posłanka Lichocka? Że jej zależy. Że walczy o prawdę, że walczy o dobro. Że sprawa, w którą się wszyscy zaangażowaliśmy, wymaga odwagi cywilnej, zdecydowania, czasem – przepraszam, że to powiem – nutki przekory, takiej, jak ten gest. Bo, kto ma rację, kto ma dziejową rację i wolę jej przeforsowania – nie może się lękać działań zdecydowanych, działań czasem, ehem, na krawędzi – ale usprawiedliwianych powagą sprawy, które reprezentują!

– No tak, ale sędzia Żurek, na proteście, też pokazał zwolennikom nowej KRS fucka…

– No co pan mówi?! Nieeee, no to już chamstwo!

KURTYNA

 

Uwaga, uwaga! A teraz, dla odprężenia, przerywnik artystyczno – humorystyczny. Oto rebusik, z którego odczytać można nazwisko pewnego prominentnego polityka PiS, płci, powiedzmy, nadobnej. W ostatnim czasie niestety w Parlamencie Europejskim. Szkoda – tyle jeszcze dobrego do zreformowania w kraju!

A zatem – do dzieła!

 

 

 

 

 

 

 

Wszyscy, którzy odgadli rebusik, mogą liczyć na nagrodę. Tym razem to nie uśmiech kierownika. To uśmiech samego Prezesa! Wiem, wiem – niebotyczna niespodzianka!
Uwaga, Achtung, Wnimanje! Osoby, które rebusika NIE ODGADŁY, proszone są o nieodbieranie nagrody poprzez skuteczne zamknięcie oczu i przewinięcie strony. Standardy moralne, które dały o sobie ostatnio w naszym kraju znać; tak wśród elit, jak i w szerokich masach społeczeństwa, gwarantują, że nikt oszukiwał nie będzie, prawda?

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wracając do rzeczy poważnych, czyli naszej pieśni klawisza na głosy, oto część druga i ostatnia

Madrygału o pasiakach

Paranoja jakaś, ciągłe podejrzenia,
A przecież są prawi oraz sprawiedliwi.
Na co więc lewactwu ciągłe dochodzenia?
Nie czytali nazwy? Czegóż podejrzliwi?!

Radzi by to karać za głowę na karku,
Każdy tą zawiścią byłby się załamał,
Prześwietla premiera tabun niedowiarków,
A czy Morawiecki kiedykolwiek skłamał?

Ktoś wam bronił ziemi nakupić,
Za to go w więzieniu zobaczyć chcieliście?
Nie trzeba być gapciem, bo to przecie głupie!
Czy to jego wina, że nie kupiliście?!

Wręcz przeciwnie, patrzcie, oto potwarz gaszę:
Wielokrotne przebicie, to boża opieka,
Nad tymi transakcjami świętości zapaszek.
I ty kup od Kościoła, nie marudź, nie zwlekaj.

Interesy już czyste zapachem kadzidła.
Palmy ruski węgiel, nim wszystko smog trzaśnie;
Czyńmy Ziemię powolną, choć mocno już zbrzydła –
Bogobojny patriota i temu przyklaśnie.

Teraz praworządność ludowa króluje,
Dym przecież nieba na stałe nie skala.
Przyłębska też niewinna i prawo szanuje,
No chyba, że kotlety Wodzowi przypala…

Gdy marszałkowie są z dobrej zmiany,
Co jest i prawe i oczywiste,
To tych marszałków też nie wsadzamy,
Bo tu się liczą intencje czyste.

To są poważne w państwie persony,
Muszą polatać, pomieszkać w willi;
Stres tak wygłuszać wciąż mikrofony,
Więc im patriota nieba przychyli.

Służba dla państwa nigdy nie drużba,
Czasem potrzebna czysta koszula,
Łzy syntetyczne, gdy zła jest wróżba,
Słusznie samolot marszałkom hula.

To się dwóch pensji w Sejmie nie bierze?
A oto świadek, o bardzo proszę:
Że nasz Karczewski nie wiedział, szczerze;
Grodzki łapówki wziął cztery grosze.

A takich świadków, to ja szanuję!
Za nich Kamiński ma iść za kraty?
Tylko pięć tysi każdy kosztuje,
To gospodarność, nie żadne straty!

A tanio liczą, bo ideowi,
Przez telewizję już wychowani.
Tak ideolo moralnie zdrowi,
Przez Jacka w ciemny lud sformowani.

Na tę maszynkę znów się wywali,
Ze dwa miliardy z dobrym okładem,
Ale przed ciupą Jacka ocali,
Że jest nietanie strzykanie jadem,
(I disco-polo pcha na estradę)

Niczemu winien ten poczciwina,
Choć obraz mamy znowu coś w paski;
To opozycji totalnej wina,
Że budzą paski takie niesnaski.

Ta opozycja ciągle ujada,
A co tam biedny Kurski sam może?
Przecież on za to nie odpowiada,
Że biegać mogą wariaci z nożem?

Nikt im oglądać pasków nie każe,
Sami się na nich wieszają, zbójcy,
W Samoobronie, odarci z marzeń,
Lubo seryjni jak samobójcy.

Ma telewizja swoje zadania,
To pewien Joseph rzekł już u źródła,
Po tysiąc razy do powtarzania –
Lecz żeby za to aż iść do pudła?

Bo telewizja lepsza jest taka,
Co propagandę daje i plucie;
Inne pokażą przecież Owsiaka:
A to dopiero jakie zepsucie!

Nie wszystko musi wiedzieć suweren,
Gdy informacja obraz zamąca,
Niech zapewnienie starczy mu szczere,
Że wciąż reforma jest triumfująca!

Oj, trzy miliony jakieś z PCK
Na kampanijne idą zaliczki?
Holecka ani chwili nie zwleka:
Zalewska nie wie, co ośmiorniczki!

Były dla Syrii jakieś plecaki,
Co je buchnęła cnotliwa Kępa?
Patrzcie, zegarek Nowaka jaki!
Łykaj publiko, łykaj – boś tępa!

Gdy się pokątnie jednak dowiesz,
Bo są i media niepatriotyczne:
Get Back, dwie wieże, Srebrna – cóż powiesz?
Bingo! Są Tuska winy rozliczne!

To chyba jasne, że sprawiedliwość
Po słusznej stronie, tak jak i prawo;
Rzeczywistości zwykła uczciwość
Popsuty dowód na płytkach. Brawo!

Zatem wyroków, co nam przeciwko
Po prostu wcale nie drukujemy,
Bo są wyroki takie fałszywką:
Przed kamerami chętnie je drzemy.

To my jesteśmy uczciwa władza!
To my o winach rozstrzygniemy!
Że w dupie mamy sądy – nas wsadzać?!
Nie! To my sądy wsadzać będziemy!

Na to już mamy nowe więzienia,
Co je nam stawiał doktór od wojny;
Że za tę kwotę wiele ich nie ma?
Niechże nie będzie lud niespokojny!

Bowiem najlepsze tam spacerniaki
I tory przeszkód za te miliony;
Wkład w więziennictwo nie byle JAKI,
Więc za cóż miałby być uwięziony?

Liczne te szefy państwowych spółek,
Wcześniej zdobywszy szlify partyjne,
Na dobro Polski wybitnie czułe:
To dla idei typy misyjne.

Ludzie obajtki opowiadają,
Że to dla forsy stołki objęli;
I że te firmy podupadają…
Bzdura! Się jeszcze z partią trza dzielić!

Wszystko to razem przecie niemało
I może rodzić różne frustracje,
Iż to się ponoć będzie wsadzało
Ludzi, co czynią dobro i rację.

A to, co widać – wierzchołek góry,
Który już świadczy jacyśmy fajni,
RODO zadziałać musi raz wtóry,
Resztę należy szybko utajnić.

Tak, drogi ludu! Masz cudną władzę!
Takiej nie miałeś. Ani tak lubej.
Ja tajemnicy teraz nie zdradzę:
Żeś pińcet dostał, to morda w kubeł!

Pegasus szemrze na złączach miło,
Ja wsadzać władzy teraz nie radzę…
Po trzech dekadach nowe wróciło…
… bo ciebie, ludu, posadzą władze!

No!

**

Już odrosła pewna brzózka,
Łza nostalgii w oku pluska,
Na mych oczach ciągle łuska:
Za co wsadzać chciano Tuska

Print Friendly, PDF & Email

REKLAMA

Czytaj, oglądaj, słuchaj.