The Day when Freedom was born

REKLAMA

Zwykła niedziela w zwykłym kraju. Pogoda jest kiepska. Pada deszcz i koresponduje to z naszymi nastrojami dziś. W pamięci mamy dzień, który dał nam nadzieję na lepsze życie, na wolność i demokrację. Dziś ta nadzieja gaśnie. Nie zdaliśmy egzaminu.
Niekiedy patrząc na świat wokół mnie mam wrażenie, że to – co pamiętam z przeszłości – to nie mogło być rzeczywiste, że to był jakiś koszmarny sen, a przecież było tak naprawdę. Życie w kraju szarym, brzydkim i biednym za żelazną kurtyną, w kraju, z którego nie można wyjechać, a co najwyżej uciec.
Dwadzieścia osiem lat temu była niedziela. Odbywały się wybory, pierwsze wybory w moim życiu, które miały sens. Wybieraliśmy demokratycznie senat i częściowo demokratycznie sejm. To był pierwszy – symboliczny – dzień naszej demokracji. Miałem nadzieję i świadomość, że odtąd zmieni się wszystko. Powiedziałem sobie, że mogę nawet do końca życia jeść suchy chleb, byleby tylko żyć w kraju, w którym obowiązuje prawo, a nie „widzimisię” jakiegoś towarzysza sekretarza.
Przez te wszystkie lata bywały trudne chwile. Czasem faktycznie było ciężko, bardzo. Do dziś wiele aspektów rzeczywistości złości i boli. Może kiedyś też o tym napiszę, ale nie dzisiaj. Jednak nigdy nie opuściła mnie nadzieja. Czułem, że mam wreszcie wpływ na swoje życie, że coś ode mnie zależy. Nie wszystko potoczyło się tak, jak bym chciał, nie wszystkie oczekiwania się spełniły, ale mogę mieć swoje plany, marzenia i do nich dążyć.
Dziś jest to święto demokracji i wolności, święto, które szczególnie ważne powinno być dla młodych, bo ich życie stało się pełne możliwości. To święto powinno być ważne także dla starszych, bo oni pamiętają niewolę. To dziś powinny pojawić się flagi na ulicach miast, bo dziś jest dzień, w którym narodziła się wolność.
Jednak rok temu wszystko się zmieniło. Dziś dominuje narracja garstki sfrustrowanych zazdrośników, powtarzana przez hordy młodych, niedouczonych imbecylów, że to była zdrada, że nasi bohaterowie to agenci, że dopiero teraz odzyskujemy niepodległość i wstajemy z kolan. Demokracja, która nam się śniła latami jak piękny kolorowy motyl, okazała się też nietrwała jak kolorowe skrzydła motyla. Dziś „dobra zmiana” ją dobija, a za dwa lata być może urządzi jej ostateczny pogrzeb. Zamiast ciepłej wody z kranu będziemy mieli zimny prysznic.
Miałem to szczęście, że żyłem ćwierć wieku w demokratycznym kraju, czy wasze dzieci i wnuki będą mieć tę szansę? Mało prawdopodobne.

Print Friendly, PDF & Email

REKLAMA

Czytaj, oglądaj, słuchaj.

2 Komentarze

  1. Mam kilka koni. Chciałbym kupić łąkę, w demokratycznym kraju, demokratyczny rząd zabrania mi tego ponieważ nie jestem rolnikiem…..ani księdzem. Kafka by tego lepiej nie wymyślił.

Komentowanie jest wyłączone.