W ostępach

REKLAMA

Z dala od grodów królewskich, z dala od szlaków bitych na południowych rubieżach Pospolitej Rzeczy mieszkał rycerz szlachetny, człek wielkiej mądrości, znany z dobrej rady i rozsądku. A że dla swej gromadki kmieci był jako ociec surowy i karzącej ręki nie żałował, to go Oćcem Wielkim nazywali nie tylko kmiecie, ale i rycerze z sąsiedztwa. On to jako pierwszy karczmę założył i Żyda wszetecznego sprowadził, aby mu okowitę pędził i chłopom w tej karczmie sprzedawał. A Żyd mu czopowe płacił, zatem majątek Oćca wzrastał z każdym wypitym antałkiem trunku.
Dobrze żył ów Ociec Wielki w swoich ostępach, chłopi karnie pańszczyznę odrabiali, Ociec rósł w siłę, a rodzina żyła dostatniej. Jedno tylko snu mu odejmowało i dnie zatruwało gorzkim afektem. Ociec był poplecznikiem Jarosława zwanego Wygnańcem, a w kraju wciąż rządził Bronisław Uzurpator.

Ale stokroć gorszy był palatyn jego, Donaldus z Pułtuska. Donaldus ów drogi bite w całym kraju wytyczał, a do ich budowy chłopów szlachcicom pod przymusem zabierał, a co okrutniejsze jeszcze płacił im za robociznę monetą królewską do ręki. Kmieciom się we łbach od tego przewracało i niejednego trzeba było obuszkiem potraktować, żeby mu oleum do głowy napłynęło z powrotem. A tam gdzie drogi bite gotowe były, tam karety poborców podatkowych łacno docierały. I płać biedny człeku pogłówne za całą swoją wieś i podymne ode dworu, i targowe od sprzedanych wieprzków…
Siedział więc rycerz szlachetny Ociec Wielki i z kamratami swymi wspominał dobre, acz krótkie czasy rządów poczciwego króla Jarosława. Pogłówne jeno było i to przez kmieciów płacone. Dróg bitych wcale, bo i po co, a rycerz na zagrodzie równy był wojewodzie.
– Waszmościowie wypijmy – rzekł – za zdrowie Jarosława króla naszego prawowitego.
– A wypijmy – wrzasnęli chórem waszmościowie. Tym głośniejszym, że dzban okowity sam właściciel karczmy im postawił na ławę.
– I na pohybel uzurpatorowi – zachrypiał rycerz Stanisław zwany Piętą.

Złośliwi po cichu mawiali, iże przydomek rycerza Stanisława pochodził od jego skłonnosci pokazywania pięt wrogowi na polu bitwy. Azali nikt naprawdę tego nie wiedział, bo bitew żadnych od dawna już nie było.
– Mówcie rycerzu Stanisławie – przerwał toasty Ociec – co tam w stolicy. Są jakieś nadzieje na odzyskanie władzy?
– W stolicy – rozpoczął opowieść szlachetnie urodzony Stanisław – sporo się dzieje. Król Jarosław zwołał wiec protestacyjny i zebrał szlachty blisko pięćset szabel na podgrodziu. A muszę waszmościom powiedzieć, że hałas był ogromny i straszny, gdy rycerstwo szablami trzaskało po przemówieniu króla Jarosława. A mówił król rzeczy mądre i dobre, że rządy uzurpatora się kończą i bliski jest czas gdy prawowity władca na tronie w królewskim zamku siędzie.
– Niestety waszmościowie, smutne że pospólstwo szydzi z naszego króla prawowitego – smutno czknął na koniec rycerz Stanisław.
– Nierządne królestwo i zginienia bliskie – wybełkotał rycerz Rajmundus, nim się pod ławę zwalił.
Inni tylko pokiwali głowami, zatroskani ojczyzny nieszczęsnej losem.

* * *

Nie minęło wiele zim, a król Jarosław uzurpatora pokonawszy, władzę na tronie bratowym znów objął. Jednako nie tak jak sobie wszyscy wyobrażali. Za na tronie posadził Jędrzeja z Dudowa, szlachetkę młodego i nieco przygłupiego, jak twierdzili niektórzy. Jędrzej z Dudowa obwołał się Królem Niezłomnym, tron żelazny kazał sobie przygotować, ale tak poza tym to się do rządzenia nie mieszał. Chadzał sobie tu i tam, to jakiegoś dziecka pogłaskał, to leśne ruchadło podszczypnął, a osobliwie pracowicie wszelkie dekreta podpisywał, które mu Jarosław ze swego pałacu podsyłał. Tak zapamiętale piórem gęsim robił, że trzy służebne białogłowy na zadkach swym autografem naznaczył, gdy pałacowe posadzki szorowały.
Tako to szły w królestwie sprawy. Najsampierw Jarosław kazał swej służce Beacie z Szydłowa, co to ją naznaczył na herolda, ogłosić, że każdy kmieć na dziatki dostanie korzec owsa i dzbanek okowity. Ale tylko na drugie i następne. Bo słusznie dumał wielki Jarosław, że jak na każde, to ludzie tylko po jednym potomku mieć będą, a kto bedzie wówczas królewszczyznę odrabiać, kto będzie dziesięcinę płacił? Nie przewidział jednak, że kmieć to szczwane bydlę i coś złego zawsze wymyśli. Tako i kmiecie masowo zaczęli te pierwsze darmowe dzieciska oddawać na służbę królewską i nic nie pomogło. Zakazy ani nakazy. Co ranek z tuzin przywiązanych do częstokołu dziatków służba pałacowa znajdowała.
Na domiar złego opór jakiś w kraju się zrobił przeciw rządom dobrego władcy Jarosława, który nawet z korony po bracie zrezygnował dla dobra swego narodu. Po lasach się kryło to wraże plemię. Totalna opozycyja. Tuskowe plemię zdradzieckie. Toteż nakazał Jarosław paladynowi Janowi z Szyszkowa nająć drwali i wyrżnąć wszystkie lasy. I tym sprytnym sposobem opozycyji się pozbyć…

Niestety ciąg dalszy nastąpi.

Print Friendly, PDF & Email

REKLAMA

Czytaj, oglądaj, słuchaj.

1 Komentarz

  1. A w Puszczy, co to ją szybko wycięto, żyła szlachetna Krystyna z Pawlowiców, zwana Prawobogatą, bo to i prawo potrafiła po swojemu objaśnić, i błyskotek drogich był u niej dostatek. Panną ci ona była już nieco leciwą, za to okrutnie brzydką, aleć i pyskatą nad wyraz. Panna owa pasjami lubiła konsumować sałatki wszelakie, takoż pożywiała się onymi w każdem miejscu i o każdej porze, co też czasem na sromotę ją wystawiało. Nic sobie z tego nie robiąca szła przez życie jako taran jakowy cięzki, bo i waga była u niej słuszna.Ulubiła ci sobie ona władykę Jarosława sercem swem niewieściem całem, nie dla jego chłopskich przewag jakowych, bo tych był w całości pozbawion, jeno dla jego szatańskiej chytrości i złośliwości zgoła czartowskiej. Czeladź owej panny jako i dworacy Jarosława wielkie snuli marzenia o mezaliansie pary takowej, z której to potomek by się nadzwyczajny narodził, co ród Polan ku przyszłości świetlanej zdolen by był poprowadzić i dać jem nie jeno Trójmorze we władanie ale i terytoria szersze, od Pacyfika do Atlantyka i z powrotem. Ambaras atoli pojawił się był taki, że panna jakoweś klimakterium, czy coś w tem rodzaju już zaliczyła a kawaler z męskością całkiem jest na bakier. I tak to kolejny raz Polanie musieli porzucić marzenia o świetlanej przyszłości rodu swojego.

Komentowanie jest wyłączone.