Jeszcze nie ucichły echa złośliwego rechotu historii po publikacji maili, które w dwuznacznym świetle stawiały Krzysztofa Skórzyńskiego – dziennikarza TVN24 – a mamy następną ciekawostkę. Skórzyński najpierw zarzekał się, że maila od Dworczyka to nawet nie czytał. Potem jednak okazało się, że nie tylko czytał pocztę od ministra, ale i odpisywał. Kolejną zabawną historią są urodziny dziennikarza Roberta Mazurka.
Z opublikowanych przez Fakt zdjęć wynika, że Mazurek na dużą imprezę zaprosił polityków wszystkich prawie opcji. I tak spotkali się Borys Budka z byłym ministrem Szumowskim i wiceministrem Januszem Cieszyńskim. Kosiniak-Kamysz wpadł z żoną. Wicepremier Gliński nie tak dawno teatralnie w RMF rzucał mikrofonem i wychodził w trakcie wywiadu, obecność na urodzinach świadczy jednak, że to tylko taka zabawa była. Pal diabli, że w tym czasie Banaś przemawiał do pustej sali sejmowej. Ale jak pomyślimy sobie, że niegdyś Bodnar przemawiał do pustej sali, a politycy wszystkich opcji mogli być również na jakiejś imprezce, to się niemiło robi.
Czego jeszcze tydzień wcześniej nie wiedzieliśmy
„Gazeta Wyborcza” publikuje taki cykl o tym, czego jeszcze tydzień wcześniej nie wiedzieliśmy. Chodzi oczywiście o nowe odkrycia naukowe. W polityce też są sprawy, o jakich nie wiedzieliśmy. A dziś wiemy. A przynajmniej się domyślamy. Dlaczego dziennikarze tak niechętnie mówią o mailowej aferze Dworczyka? O przeciekach, które w normalnym kraju zniszczyłyby układ władzy. Dlaczego politykom opozycji zadają uparcie debilne pytania o ulicę Lecha Kaczyńskiego w Warszawie? Dlaczego pozwalają politykom obozu rządzącego kłamać w żywe oczy? No przecież kumplom pod górkę robić nie będą!
Mamy protestować? Wyjść na ulicę? Iść na demonstrację? Doczekać się spraw w sądzie, spałowania przez policję, może połamanych rąk czy nóg? A politycy rządu i opozycji będą się wspólnie bawić na imprezach u znanych dziennikarzy? W takt Mazurka? Powiedzmy to wyraźnie. Nie pije się wódki ze zdrajcami ojczyzny. Jeśli się mówi, że Szumowski to przestępca, a potem się imprezuje wspólnie „w takt Mazurka”, to coś tu nie gra. I tylko Robert Górski może mieć dobre wyjaśnienie swej obecności. Powie, że zbierał materiały do kolejnej edycji „Ucha prezesa”. I właśnie dlatego tak milusio żartował sobie z Suskim.


Czyli oni się w Sejmie kłócą na pokaz, a za parawanem mogą się nawet dogadać? To w sumie wyjaśnia nieudolność jednej i drugiej ekipy w rozliczaniu poprzedników. Kruk krukowi oka nie wykole.
Tak to mniej więcej wygląda.

Dyduch i Kwiatkowski – lewica też była u Mazurka. Dyduch ma pamiątkę, bo sfotografowano go, jak sika pod drzewem.
Wszystko to jest jedną wielką chujnią. A wniosek z tego płynie jeden: niech każdy kto potrafi liczyć, liczy na siebie. Bo ludzie ze świata mediów i polityki i tak mają was w dupie.