God bless President of Poland!

REKLAMA

Można śmiało powiedzieć, że miniony tydzień należał do prezydenta Andrzeja Dudy. Można nawet powiedzieć, że prezydent zaczął tydzień z przytupem i zakończył go z przytupem. A zaczęło się zupełnie niewinnie…

W poniedziałkowy poranek prezydent zjawił się w Żaganiu, by uczestniczyć w inauguracji szkoleń oddziałów polskich i amerykańskiej brygady pancernej, która – po licznych perypetiach na naszych drogach, ku uldze uczestników ruchu drogowego – dotarła na miejsce stacjonowania.  Prezydent wyraził nadzieję, że amerykańska obecność na polskiej ziemi umocni więzi transatlantyckie i sojusz ze Stanami Zjednoczonymi. Swoje przemówienie zakończył słowami: God bless Poland, God bless America, God bless American soldiers! Amerykanie poczuli się jak w domu. Potem nastąpiła wymiana pamiątkowych statuetek i uścisków dłoni, po której rozpoczęły się pokazowe manewry, rzecz jasna zakończone sukcesem „naszych”. Polacy poczuli się bezpieczni, zapominając, że amerykańcy żołnierze niezbyt dobrze radzą sobie na naszych drogach. Prezydent, niczym japoński turysta, strzelił sobie kilka pamiątkowych fotek na czołgu i z czołgiem w tle, po czym opuścił koszary i udał się do żagańskiego pałacu, gdzie miał spotkać się z mieszkańcami miasta. Przed pałacem czekał na niego niewielki tłum tych, którzy jeszcze nie odkryli w swoich sercach miłości do prezydenta, o czym świadczyły trzymane przez nich transparenty i okrzyki: Andrzej Duda, to się nie uda! Tu jednak przyznać trzeba, że po tylu miesiącach prezydent nieco uodpornił się na tych mniej wylewnych wobec niego, głównie z racji tego, że władza rządząca nie uznaje ich za suwerena. Polska może i ma te 38 milionów ludzi, ale suwerenem jest tylko niespełna 6.

W głównej sali pałacowej na prezydenta czekało około sto osób, zapewne odpowiednio wyselekcjonowanych, a nad ich głowami powiewały biało-czerwone flagi. Żagański zespół ludowy wykonał „W lesie pod borem”, a potem… potem prezydent przemówił. I to jak przemówił! Przemówił jako prezydent wszystkich Polaków, bo przecież takim obiecywał być w kampanii wyborczej… zaraz, zaraz… Warto przytoczyć słowa przemówienia, ponieważ są one godne zapamiętania i utrwalenia sobie raz na zawsze w głowach, że prezydentem można być z nazwy, ale niekoniecznie jest się nim w działaniu.

Chcemy prowadzić i prowadzimy taką politykę, która jest ukierunkowana na zwykłego człowieka. Rozwiązania, które wprowadzamy, są wprowadzane ku niezadowoleniu wielu elit, może niejasno artykułowanych, ale za to my jesteśmy atakowani. Chcę państwu powiedzieć jedno: ten program będzie zrealizowany z żelazną konsekwencją. I nie zostanie zatrzymany przez żaden jazgot i żadne demonstracje – powiedział Andrzej Duda. A słowa te odbiły się szerokim echem po pałacowych salach, zagłuszane gromkimi brawami. Prezydent, widząc, że znajduje się w przychylnym dla siebie otoczeniu, poprosił zebranych o wsparcie: Mam nadzieję, że państwo przyjedziecie, albo zbierzecie i pokażecie swoją postawą, że właśnie takiej polityki chcecie! A zebrani zapewnili go zgodnym: Przyjedziemy! Przyjedziemy! I równie gromko zapewnili, że dadzą radę.

W czwartek prezydent przypomniał o sobie, ćwierkając na Twitterze i oznajmiając: W mojej opinii poczęcie następuje z chwilą zapłodnienia, a więc zarodek jest już dzieckiem i w tym zakresie ma swoją podmiotowość.

Kolejny tydzień prezydentury Andrzej Duda zakończył wizytą w programie Jana Pospieszalskiego, w którym poruszony został temat konwencji antyprzemocowej. Już od jakiegoś czasu chodzą pogłoski, że polski rząd zamierza wycofać się z przyjętej przez poprzedni parlament konwencji, ponieważ godzi ona w polskie zwyczaje i polską religię. Tak, tak, w Polsce można mówić o religii, która coraz bardziej oddala się od wartości chrześcijańskich, a zaczyna być nasza, rodzina, ksenofobiczna wobec wszystkiego, co istnieje poza granicami kraju. Prezydent wyraził się całkiem jasno i dobitnie: konwencji antyprzemocowej w Polsce nie powinno się stosować. Na pewno z jego opinią zgodzą się te osoby, które od lat muszą zmagać się z przemocą domową. I nie chodzi tu wyłącznie o kobiety, ponieważ problem przemocy domowej dotyczy również dzieci.

Prezydent Andrzej Duda po raz kolejny udowodnił, że nie zdołał odciąć się od partii, z której łona wygramolił się na polityczny świat. Udowodnił, że pępowina, jaka łączy go z prezesem, ma się całkiem dobrze i wcale nie została odcięta… Nie chcę bardziej pastwić się nad człowiekiem, który chyba wyłącznie przez przypadek został prezydentem, bo ładnie prezentował się w garniturze. Polska została skazana na prezydenturę pozbawioną jakiekolwiek charyzmy, przepełnioną nienawiścią do myślących inaczej niż zwolennicy partii rządzącej, choć ja tu bym jeszcze dodała, że z wielu słów prezydenta wyłania się również pogarda dla tych, którzy tworzą opozycję. I dla polityków, i dla normalnych ludzi. Mamy prezydenta, który nie potrafi jednoczyć, a jedynie pogłębia podział w społeczeństwie. Mamy prezydenta, który klęczy na pokaz przy każdej okazji, a tak naprawdę nie rozumie, czym jest prawdziwa wiara i to, co powinno się z nią wiązać. Bo nie na klęczeniu opiera się wartość człowieka. Zapewne to piękny obrazek dla zagorzałych polskich katolików, lecz to klęczenie jest przykrywką dla uwidaczniającej się coraz bardziej pychy, zawiści i arogancji.

God bless President of Poland! God bless Poles, by w końcu otworzyli oczy i za cztery lata wybrali mądrzej.

Print Friendly, PDF & Email

REKLAMA

Tarot dla Ciebie

5 Komentarze

  1. Brawo. Świetne podsumowanie.
    Pani Doroto, na końcu mógłby się ukazać film taki, jak ten z reklamy „pracuj.pl”
    Pan prezydent odsłaniałby portret (swój oczywiście) i mówił: „i kto został prezydentem tygodnia? Ja! Znowu ja!” No i te gesty rzecz jasna…
    Pozdrawiam i życzę następnych świetnych tekstów.

Komentowanie jest wyłączone.