Puszka Pandory*

REKLAMA

10 grudnia odbyła się osiemdziesiąta miesięcznica katastrofy smoleńskiej. Od 80 miesięcy Prawo i Sprawiedliwość każdego dziesiątego dnia każdego miesiąca żeruje na najniższych ludzkich emocjach, wykorzystując do tego tragedię ponad 90 rodzin. Wbrew ludzkiemu rozsądkowi, wbrew jakimkolwiek zasadom moralnym, wbrew godnemu poszanowaniu pamięci tych, którzy zginęli 10 kwietnia 2010 roku. 10 dnia każdego miesiąca Jarosław Kaczyński staje na drabince i wygłasza orędzie do swoich zwolenników, które nie ma nic wspólnego z pamięcią o jego bracie i innych ofiarach lotu PLF 101. Od 80 miesięcy słyszymy to samo. Jesteśmy coraz bliżej odkrycia prawdy o Smoleńsku, winni muszą zostać ukarani, musimy walczyć, jeszcze ostatecznie nie zwyciężyliśmy. Zmieniają się pory roku, zmieniły się okoliczności – wszak PiS doszedł do władzy – lecz repertuar argumentów prezesa pozostaje niezmienny. Jakby od 80 miesięcy utknął w swoim hermetycznie zamkniętym świecie – świecie urojeń i obłędu.

Tym razem niezwykle podniosły dla zwolenników PiS nastrój 80 miesięcznicy został zakłócony. Okazuje się, że w kraju nad Wisłą suweren nie jest zgodny odnośnie tego, co dzieje się pod rządami PiS i kilkanaście osób, należących do ruchu „Obywatele RP”, postanowiło zablokować obchody miesięcznicy pod Pałacem Prezydenckim poprzez legalne zajęcie miejsca, w którym tradycyjnie stawiana jest drabinka prezesa, tym samym uniemożliwiając Jarosławowi Kaczyńskiemu wygłoszenie orędzia do prawdziwych Polaków. Tylko prawdziwy Polak jest w stanie wędrować krętymi ścieżkami, jakimi podążają myśli prezesa. Gorszy sort nie potrafi ich zrozumieć z racji swojej „gorszości”. Protest został zgłoszony do władz miasta i wieczorem, 9 grudnia, pod Pałacem Prezydenckim rozpoczęła się okupacja. Rankiem 10 grudnia na miejscu pojawiła się również policja, która rozdzieliła przeciwników i zwolenników partii rządzącej. Upamiętniający katastrofę smoleńską, z modlitwą i pieśnią na ustach, złożyli wieńce na placu i ustawili krzyż z zapalonych zniczy, który został otoczony kordonem policjantów. Doszło do wymiany „kurtuazyjnych” powitań między przeciwnymi stronami. Kilkadziesiąt minut później legalna manifestacja została w sposób niezwykle subtelny wypchnięta przez rządowe siły porządkowe pod pretekstem sprawdzenia, czy nie ma ładunków wybuchowych. Oczywiście, odbyło się to w trosce o dobro manifestujących, których, nie daj Boże, mogły pogryźć psy.

Tego dnia wieczorem Jarosław Kaczyński stanął na drabince i odśpiewał swój hymn nienawiści. Głosy, skandujące jego imię, mieszały się z gwizdami i buczeniem przeciwników smoleńskiego szaleństwa.

13 grudnia obchodziliśmy rocznicę kolejnego historycznego wydarzenia w dziejach naszego narodu – 35 rocznicę wprowadzenia Stanu Wojennego. Tego dnia, w 81 miastach w kraju i kilkunastu poza jego granicami, odbyły się manifestacje przeciwników rządu pod hasłem „Stop dewastacji Polski”. W Warszawie ulicami miasta ruszył marsz, organizowany przez Komitet Obrony Demokracji. Marsz pamięci i sprzeciwu. Rząd zorganizował również swoją manifestację, która miała upamiętniać tych, którzy zginęli 35 lat temu, lecz po chwili tłum zgodnie skandował jedno imię. Jarosław! Jarosław! Jarosław! Imię człowieka, który nawet nie może poszczycić się tym, że był internowany w Stanie Wojennym. Gdyby ktoś puścił nagranie z tych manifestacji w zwolnionym tempie zauważyłby coś, co sprawiło, że poczułam przerażenie. Mam tu na myśli wyraz twarzy uczestników obu manifestacji. Choć w przeciwnikach obecnej władzy narasta gniew na to, co dzieje się na naszych oczach, ich twarze są pogodne, przyjazne. Na twarzach zwolenników rządu widać coś, co można uznać na jakieś uniesienie – często na ich transparentach są odniesienia do Boga, Jezusa – Chrystusa Polski – ale w rzeczywistości ich twarze wykrzywia nienawiść. Nienawiść do tych, którzy mają bezczelność mieć inne poglądy niż oni. Jest to chyba najgorsza odmiana nienawiści – nienawiść do rodaka.

Zastanawiam się, ku czemu to zmierza. Nadal szukam odpowiedzi na pytanie „Quo vadis, Polsko?”, choć podświadomie byłabym w stanie odpowiedzieć na nie. Nadal zastanawiam się, w którym momencie na naszą polską ziemię padło ziarno nienawiści i rozrosło się tak, że dziś mamy nie tylko podzielony naród, ale coraz większą pogardę, coraz większą agresję wśród tych, którzy stoją po stronie obecnej władzy. W którym momencie Jarosław Kaczyński otworzył puszkę Pandory, zatruwając nasz naród swym jadem i obsesjami? Czy impulsem stała się śmierć brata? Czy nastąpiło to wcześniej, kiedy jako premier musiał podać swój rząd do dymisji i ogłosić wcześniejsze wybory, które ostatecznie jego partia przegrała, inaugurując tym samym ośmioletnie pasmo porażek? Czy faktycznie tak bardzo nienawidzi nas, Polaków, że bez większych skrupułów rzucił kość niezgody, dzieląc nas na prawdziwych patriotów i tych, którzy nie potrafią dopasować się do jego wizji rzeczywistości?

Patrząc dziś na maszerujących przeciwników rządu, z pieśniami na ustach, które można skojarzyć z pieśniami rewolucyjnymi, które wręcz werżnęły się mi w pamięć i dogłębnie poruszyły moje serce, i na ich kontr manifestantów, wykrzykujących przepełnione nienawiścią hasła, których znaczenia najwyraźniej nie rozumieją, przez chwilę poczułam grozę. Niewiele brakuje, by Polacy skoczyli sobie do gardeł, rozpoczynając wojnę domową. Brakuje tylko iskry zapalnej… Jakiegoś hasła rzuconego przez prezesa i nawołującego do rozgromienia przeciwników… Jeszcze kilku miesięcznic podsycających nienawiść zwolenników PiS do reszty narodu… Kogoś, kto pierwszy rzuci kostkę brukową lub strzeli w manifestujący tłum? Kogoś, za kim ruszy bezmyślny i bezwolny tłum na zasadzie stada baranów, idących na rzeź?

Wiem, że puszka Pandory została już otworzona. Nasz naród, który może poszczycić się tym, że przetrwał lata rozbiorów Polski i podniósł się po nich jako jedność, tym, że przetrwał okupację i odrodził się jako jedność, tym, że stał się jednością przeciwko narzuconemu komunizmowi i obalił go, tym razem dał się podzielić od środka. Powstała przepaść, którą trudno będzie nam zasypać. Po jednej stronie stoją ci, którzy widzą, że w naszej ojczyźnie dzieje się źle. Po drugiej – ci, którzy najwyraźniej mają wypaczony obraz rzeczywistości, bo po obaleniu komunizmu w 1989 roku, a więc po 27 latach demokracji, nadal krzyczą „Precz z komuną!”. W przepaści na dobre rozgościł się człowiek, który nie wiadomo czym się kieruje niszcząc naród od środka, i swoimi pulchnymi łapkami pogłębia tę dziurę, jakby nie widząc, że wydobywa się z niej wyłącznie destrukcja, wyjaławiająca Polskę. Naród, zamiast się jednoczyć, by stawić opór, utknął w dziwnej rzeczywistości, która najwyraźniej zmierza do kultu jednostki i maksymalnego ograniczenia wolności. Warto pamiętać, że na czele władzy w państwach reżimowych stoją ludzie mierni, pozbawieni zasad moralnych, sumienia, którzy jedynie w niszczeniu widzą swoją siłę.

A może to nie puszka Pandory została otwarta? Może Jarosław Kaczyński jest Pandorem Polski XXI wieku…

*źródło niekończących się nieszczęść, trudności, kłopotów, utrapień.

Print Friendly, PDF & Email

REKLAMA

Tarot dla Ciebie

2 Komentarze

  1. Obawiam się, że cała ta sytuacja zakończy się kryterium ulicznym. I obawiam się, że zginą ludzie. Już teraz widać, że Jarek nie cofnie się przed niczym. To jest jakieś szaleństwo, może próba przerzucenia odpowiedzialności za śmierć brata na innych. W końcu nie będzie musiał zmierzyć się ze swoją odpowiedzialnością, przerzucił ją na tych”innych”.
    Za ich pierwszych rządów powiedziałem przyjacielowi, że nie ma takiego skurwysyństwa którego by nie popełnili w imię odnowy moralnej. Nadal się sprawdza.

  2. Dzisiejsze wydarzenia w sejmie, próba ocenzurowania mediów w sejmie, bunt opozycji i wściekłość kaczego dyktatorka, wskazują, że to się może zakończyć na ulicy. Ci co 11 listopada szli w brunatnym marszu i krzyczeli, że : „na drzewach zamiast liści będą wisieć komuniści”, nie wiedzieli chyba jacy to mogą okazać się komuniści. 😉

Komentowanie jest wyłączone.