Dajmy im wolne w niedzielę

REKLAMA

Zupełnie nie rozumiem tego wielkiego krzyku o pracę supermarketów w niedziele. Prawdą jest, że w większości europejskich krajów sklepy w niedziele są pozamykane. Ale nie wynika to z jakiegoś bardzo rygorystycznego zakazu. Najczęściej jest tak, że sklepy dzielą się dyżurami i zawsze kilka marketów w danym mieście jest otwartych. Ale nikt nie zabrania otwierać sklepików prywatnych, sklepów z pamiątkami, chińskich marketów. Kiedy nadchodzi sezon turystyczny, większość supermarketów pracuje na okrągło, a nawet w codzienny dzień wydłużają się godziny otwarcia. To się nazywa prawo rynku.

Nie rozumiem też tego argumentu, że wyrównuje się prawa pracowników zatrudnionych w handlu, względem innych. A co z dyżurami w policji, w szpitalach, w służbie więziennej, w kontroli granicznej, w energetyce, straży pożarnej itd., itd., ale przede wszystkim w zakładach produkcyjnych pracujących w ruchu ciągłym. Nie ma takiej możliwości, by wszyscy, sprawiedliwie mieli niedzielę wolną i wykorzystywali ją dla boga, cokolwiek by to miało znaczyć, i dla rodziny. W ogóle, wycieranie sobie gęby bogiem w takim przypadku jest kolejnym przegięciem. Tam, gdzie wchodzi w grę ekonomia, nie ma miejsca dla boga. W kraju, który ma zdrowe prawa pracownicze i właściwą kontrolą respektowania tych praw( np. prawdziwe, a nie polityczne, jak obecna Solidarność, związki zawodowe), nie powinno być żadnego problemu z wprowadzeniem rozwiązań, które były by przyjazne i pracownikom supermarketów i klientom. Słysząc to, co mówi Piotr Duda i inni zwolennicy zamykania sklepów w niedzielę, zaczynam podejrzewać, że Polska w tej chwili naprawdę jest państwem teoretycznym, gdzie proste problemy nie dadzą się rozwiązać w cywilizowany sposób.

Podam kilka znanych mi przykładów z Europy. Zakład produkcyjny w ruchu ciągłym, w którym pracuje moja córka ( Belgia), zatrudnia pracowników w systemie pięciodniowego tygodnia pracy na 3 zmiany. Na weekendy zatrudnia dodatkową brygadę, ludzi, którzy pracują wyłącznie w soboty i niedziele. Zgodnie z prawem pracy, za te godziny otrzymują wynagrodzenie o 100% wyższe, niż w normalny dzień roboczy. Jeśli to jest sobota i niedziela w nocy, to są to jeszcze lepiej płatne godziny. Pracownicy ci, najczęściej kobiety, zarabiają porównywana pensję, co zwykli pracownicy, natomiast cały roboczy tydzień mogą poświęcić rodzinie, odprowadzić dzieci do szkoły ugotować obiad, prowadzić zwyczajne życie. Zakład pracuje, ludzie są zadowoleni, nie muszą zatrudniać opiekunek do dzieci, bo w soboty i niedziele jest w domu partner, lub ktoś inny z rodziny, który przyjmuje obowiązki.

U nas w Hiszpanii, duże zakłady pracujące w ruchu ciągłym (Cuétara)zatrudniają brygady nocne. Są to osoby, którym taka praca w nocy odpowiada z różnych powodów, najczęściej z powodu obowiązków wobec dzieci. Oczywiście ma też znaczenie czynnik ekonomiczny, bo praca w nocy jest lepiej opłacana.

Zawsze można wprowadzić taki system zatrudnienia, by nie był on uciążliwy dla pracownika i był dostosowany do jego potrzeb. Można zatrudnić więcej osób, które zastępowały by pracowników w niedziele. Można zatrudnić więcej pracowników i zamiast zamykać sklepy w co drugą niedziele, niech by każdy pracownik miał co druga niedziele wolną. Wszystko to wymaga tylko dobrej organizacji, stosownego do ilości godzin nadliczbowych wynagrodzenia i kontroli instytucji do tego powołanych. Słuchając przewodniczącego Solidarności i kościelnych krzykaczy, a także wielu polityków PISu, mam wrażenie, że urzędnicy w Polsce totalnie nie dają sobie rady z egzekwowaniem prawa pracy. Słysze, że ludzie w supermarketach pracują po kilkanaście godzin na dobę za najniższą krajową. A gdzie w takim momencie jest INSPEKCJA PRACY i związki zawodowe? Gdzie w tym momencie jest Piotr Duda z tą atrapą Solidarności? Od czego wy państwo szanowni jesteście?

Z tego, co pamiętam, prawo pracy mówi wyraźnie, ile godzin stanowi normalny tydzień pracy. Wszystko ponad to, to nadgodziny! Są one płatne 50% czy 100% więcej, niż etat. Dlaczego, skoro ci pracownicy tak wiele godzin pracują za to niskie wynagrodzenie, to znaczy, że nie mają uczciwie płaconych nadgodzin.

Władza się chwali, że nie ma w tej chwili w Polsce jakiegoś bardzo wysokiego bezrobocia. Przeciętny pracownik nie musi się obawiać wyrzucenia na bruk za egzekwowanie swych praw. Do cholery, dlaczego więc nadgodziny nie są dobrowolne, dla tych, którzy potrzebują więcej zarobić? Przecież to są podstawowe prawa, których respektowanie powinno być sprawdzane przez urzędników.

A wtedy, jeśli jeden czy drugi supermarket nie będzie w stanie prawa przestrzegać, musi sobie znaleźć inny kraj, gdzie jest dozwolony wyzysk.

Pracownik, bez zdrowo funkcjonującego państwa, jest raczej bezradny wobec pracodawcy/wyzyskiwacza. Ale po to są związki zawodowe i odpowiednie urzędy, by pracownika wspierać i go bronić. Niestety, to wymaga trochę więcej wysiłku od Rządu, niż zakaz handlu. Skoro te instytucje tego nie robią, to są teoretyczne, nie spełniają swego podstawowego zadania.

Dla mnie ten pomysł z zamykaniem sklepów jest po prostu kuriozalny i wymierzony przeciwko obywatelom, którzy często w dzień codzienny nie mają czasu na robienie zakupów. Robią je w pospiechu i stresie. Tylko w niedziele mają dość czasu, by przy okazji zakupów zjeść z rodzina obiad w restauracji, czy pójść z dziećmi do kina. To tam ludzie zaspokajają swoje potrzeby związane z obcowaniem z rodziną. Pozostając w domu, kobieta w kuchni, dziecko siedzi na komputerze, a ojciec po dwóch piwach na kanapie naprawia podwozie chrapaniem.

Ten pomysł to uległość państwa wobec kościoła. Pomysł totalnie ideologiczny, pozbawiony jakiejkolwiek realnej troski o obywatela, czy pracownika. Jeśli już tak się nasza kochana władza o Polaków martwi, proponuję zamknąć na stałe wszystkie zakłady pracy, bo przecież nikt z nas tak naprawdę pracować nie lubi, wszystkim wypłacić godne zasiłki socjalne. No i ustanowić ze trzy obowiązkowe msze święte w tygodniu, by było gdzie te lekko zdobyte pieniądze zanosić. Szokującym jest, że władza nie rozumie, iż w życiu nie chodzi o to by nie pracować. Praca jest darem, jest przywilejem i zaszczytem, którego wiele ludzi na świecie nie dostępuje i którego pragnie.

Nieudolność państwa PIS wychodzi ze wszystkich stron, chociaż myślę, że nie mało za uszami mają wszystkie poprzednie rządy.

Najbardziej rozbawił mnie w programie fakty po faktach przedstawiciel Solidarności i zwolennik tej zmiany, Alfred Bujara, który stwierdził, że w żadnym wypadku nie wpłynie ta reforma na zwalnianie pracowników, bo na dzień dzisiejszy, w handlu brakuje ponad 150 tysiecy pracowników. No cóż, zawsze trzeba brać przykład z państw lepiej rozwiniętych i bogatszych. Wiesz człowieku, co zrobiła Angela Merkel, kiedy brakowało w Niemczech pracowników? Tak, tak, otworzyła granice dla emigrantów. Nie sądzę, by przeciętny uciekinier z Syrii, był za głupi, nawet nie znając języka, by nie mógł wykonywać pracy w magazynach, przy sprzątaniu, układaniu na półkach towarów i innych prostych prac pod kontrolą wykwalifikowanego pracownika. Z mojego doświadczenia wynika, że ci ludzie dość szybko uczą się zarówno pracy, jak i języka, a często mówią po angielsku ( warunek tylko, by Polak tez mówił).

Władza cały czas głośno krzyczy o walce z obcym kapitałem, który wyprowadza pieniądze z Polski. Jednocześnie sprowadza do Polski kolejny obcy bank. W kolejce stoją już 2 następne: AS Inbank i holenderski MUFG Bank Europe.

Rząd i PIS robi wielkie larum, ale tak naprawdę nic nie robi, by te obce supermarkety ucywilizować, czyli poddać kontroli i dostosować do polskiego prawa. Można by nawet pokusić się o stwierdzenie, że sieci supermarketów działają u nas, jak mafia, jak państwo w państwie. Zamykanie ich na dwie niedziele w miesiącu niczego nie zmieni, nie zmusi ich do przestrzegania praw pracowniczych. Nie ma nic złego w obcych marketach w Polsce. W każdym kraju są zagraniczne sieci, dzięki którym mamy towary z całego świata. Np. w hiszpańskim Aldim, niemieckie parówki lub śledzie. A przypomnijmy sobie, jak było 15 lat temu…Czy znalibyśmy w ogóle pojęcie supermarketu, gdyby nie LIDL, TESCO, REAL, AUCHAN itd.?

Wiem, że Pan Kaczyński tęskni bardzo za krainą swojego dzieciństwa, za osiedlowym sklepem Społem, towarem spod lady dla lepszego sortu i rasy panów i zagranicznymi towarami tylko za dolary w PEWEXIE. Ale my, Polacy, powinniśmy docenić tę wolność, której kiedyś żeśmy nie mieli. Wolność do kupowanie co chcemy, kiedy chcemy i gdzie chcemy. A skoro już chcemy być tacy sprawiedliwi, to zamknijmy na niedzielę także szpitale, posterunki policji, teatry i kina. Przecież każdemu się dzień dla boga i rodziny należy. Ale z tym bogiem to byłabym ostrożna. Bo pierwsze powinny zostać zamknięte w niedziele kościoły. W końcu to ich pracownicy najbardziej ubolewają nad pracą w niedziele. Dajmy im więc wolne skoro tego pragną.


Obrazek do artykułu pochodzi z blogu autorki.

Dajmy im wolne w niedzielę
4/5

Print Friendly, PDF & Email

REKLAMA