Trzódka

REKLAMA

Do pisania postu zabierałam się wczoraj trzy razy. Ale co można napisać, jeśli w ciągu dwóch dni wszystko kręci się wokół wizyty Donalda Trumpa? Oczywiście, żenady było sporo, ale obawiałam się, że jeśli jeszcze ja będę nawijać o tej spektakularnej wizycie, to czytelnicy obrzygają komputery. A poza tym chciałam złapać jakiś dystans do tego wydarzenia, bo wczoraj wszystkie telewizje pokazywały przesłodzony obrazek z bajki dla grzecznych dzieci.

Muszę przyznać, że Donald Trump zaskoczył mnie pozytywnie. Wyraźnie poddał się dyplomatycznej obróbce wizerunkowej. No przynajmniej się nie ślinił, ani nie pluł podczas przemówienia, co charakteryzowało go podczas kampanii wyborczej. Poza tym, potraktował Polskę poważnie i trzeba przyznać że był do wizyty bardzo dobrze przygotowany. Doskonale wiedział, jaki mamy w tej chwili rząd, w kierunku jakiego ustroju powoli, acz nieustannie zmierzamy i w które struny uderzyć, by rzucić Polaków na kolana. Wiedział, że na spotkanie z nim przyjdzie klasyczna kościelna trzódka, której wystarczy zagrać na kościelną i narodową nutę, by zatańczyła pokornie i z zadowoleniem. Tak więc, Donald Trump Polski nie zlekceważył, a to może być uznane za prawdziwy sukces.

Nie zlekceważył nas, bo przede wszystkim potrzebował naładować własne akumulatory, które wyczerpały się podczas ostatniej wizyty w Europie, gdzie został dość chłodno przyjęty. Ale przede wszystkim, chciał udowodnić Amerykanom, że mimo afer i cichych podszeptów o establishmencie, są takie miejsca na świecie, gdzie ludzie wiwatują na jego widok i są szczęśliwi móc go wysłuchać. I w tym sensie był to seks z obustronnym orgazmem, bo i prezydent Trump i PIS zaspokoili swoje nadszarpnięte ostatnio potrzeby akceptacji. Nawet prezydent Duda miał dobry dzień, bo mógł w tej wizycie grać pierwsze skrzypce, a Donald Trump nie poniżył go wcześniejszym spotkaniem z prezesem. Nie było też połajanek na temat przestrzegania zasad demokracji, które Duda otrzymał od Obamy. W końcu przecież, w USA, które tak kochamy, wreszcie wszystko wróciło do normy. Nie ma już zagrożenia dla cywilizacji białego człowieka, bo na fotelu prezydenta zasiadła, jak pan bóg przykazał, biała, rasistowska i seksistowska świnia i w dodatku ta świnia kocha Polaków. Czy PIS sobie mógł wyobrazić lepszy scenariusz?

W zasadzie, można by uznać tę wizytę za dyplomatyczny sukces, w końcu, nie zależnie od nazwiska i twarzy, odwiedził nas prezydent USA, a urząd trzeba szanować. Szkoda tylko, że ten nasz wyjątkowy przyjaciel nie wspomniał ani o zniesieniu wiz dla Polaków, ani o stałym pobycie amerykańskiej armii na terenie Polski, o co tak bardzo podobno zabiegamy. A nasz, czołgający się przed obliczem Trumpa, Duda zwany prezydentem, na wszelki wypadek o to nie pytał, bo ewentualna odmowa mogłaby połozyć się cieniem na kreowanym sukcesie.

Nie ulega wątpliwości, że na tej wizycie dużo więcej zyskał sam Trump. Polacy, słysząc trzy magiczne słowa, bóg honor i Ojczyzna, nie tylko że padli na kolana przed Donaldem Trumpem. Miałam wrażenie, że leżą na twarzy i biją czołem ukłony. Ja często nawiązuję do słynnego zdania wypowiedzianego przez Radka Sikorskiego o murzyńskości w naturze Polaków, której najlepszy przykład mieliśmy wczoraj. Nie obchodzi nas, jakim sukinsynem jest Donald Trump. Ważne jest, że jest prezydentem bardzo znaczącego kraju. I to już jest powód, by bić mu pokłony na kolanach i traktować, jak pół boga. Państwo PIS było wczoraj tak szczęśliwe, że kupiło by nie tylko najdroższy gaz na świecie. Podejrzewam, że gdyby Donald Trump chciał im sprzedał własne gówno, to też by kupili i byli szczęśliwi i też by fetowali wielki sukces.

Ale, Drodzy Państwo, nie zabierajmy im tego. Niech się trzoda ucieszy. Niech ma swoje 5 minut. W końcu każdy z nas ma takich przyjaciół, na jakich zasługuje. Nikt nie chce się już z PISem przyjaźnić, a w takiej sytuacji, nawet taki Trump jest ważny.

Osobiście jestem bardzo zadowolona, że Donald Trump nie zaszczycił osobistym spotkaniem Lecha Wałęsy, bo w końcu czym by prezydent USA mógł Panu Wałęsie zaimponować: Ilością odepchniętych żon, ilością poniżonych kobiet, ilością roztrwonionych rodzinnych pieniędzy??? To nie jest człowiek z bajki Lecha Wałęsy. O nic w życiu nie musiał walczyć. Wszystko miał podane na tacy. Takim ludziom, jak Wałęsa mógłby co najwyżej wyczyścić lakierki.

Wszystko to jakoś przetrwaliśmy, a teraz będziemy musieli przez 2 lata, albo i więcej słuchać, jaki to ogromny zaszczyt spotkał Polskę, bo się do niej Donald Trump pofatygował. Bo jeśli się nie ma żadnych dyplomatycznych sukcesów, a partia PIS ich nie ma, to trzeba nawet taki dość wątpliwy sukces pielęgnować.

Ja jestem w stanie to zaakceptować, chociaż prawdziwym sukcesem byłoby przyjęcie z podobnymi honorami prezydenta Francji, Macrona, najlepiej jeszcze z jego piękną małżonką. Ale takiego cudu dyplomacja PISowska nie dokona. Woli iść łatwą drogą.

Te ostatnie dwa dni byłyby całkiem zwyczajne, gdyby PIS, jak zawsze nie urządził nam komunistycznego spektaklu, gdyby chciał prezydentowi pokazać prawdziwe oblicze Polaków. Ale zawsze lepiej zwieść trzódkę z prowincji, dać jej w ręce chorągiewki i nauczyć, trzech haseł do powtarzania. Nauczyć, kiedy trzeba klaskać, a na kogo trzeba buczeć. Trzoda, jak to trzoda, zadanie wyuczone wykonała. Ale, ponieważ patriotyzm nie jest domeną tych ludzi, pozostawiła po sobie prawdziwy chlew, śmieci, butelki i białe czerwone w koszach lub zdeptane na ulicach. Zadanie wykonane, wycieczka do Warszawy na koszt podatnika odbyta, kasa, za agresywne zachowanie wobec opozycji odebrana. Można spokojnie wrócić do picia piwa pod sklepem, a w niedzielę iść do kościoła i usłyszeć bóg zapłać.

Taki mi się wydaje nudny, ten mój wpis dzisiejszy. Bo o czym tu pisać, Polacy. O tym, że zwiezione zewsząd bydło gwizdało i wyło na widok opozycji i wtedy, gdy padło nazwisko Lecha Wałęsy?

Mam nadzieje Polacy, że im to oddacie z nawiązką już 10 lipca pod Pałacem. Gwiżdżcie i buczcie głośno. Skoro tylko taki poziom dyskusji ta władza rozumie.
Każdą PISowska podłość odkładamy do złotego pudełeczka i ją oddamy z nawiązką.

Ktoś powie, że ta wizyta podniosła prestiż Polski na arenie międzynarodowej. I nawet by mogło nas wkurzać, że tak źle rządzą, a ciągle los im sprzyja. Ale tak naprawdę wizyta akurat tego prezydenta USA pokazała tylko, jak bardzo jesteśmy pogrążeni w rozpaczy i zdesperowani. Z cywilizowanego świata mało kto nam już został. Tylko facet o wątpliwej reputacji, także moralnej, który poprzez nie do końca legalne działania służb, został prezydentem oraz kilku przywódców krajów post komunistycznych, którzy robią dobra minę do złej gry, a za plecami Polski układają się z Unią Europejską lub Putinem. Ta wizyta sama w sobie nie jest porażką dyplomatyczną, ona tylko obraz tej porażki dyplomatycznej podkreśla.

Zdjęcie: kadr z TVN24, jak Krystyna Pawłowicz dyryguje tłumem spontanicznie zwiezionym setkami autokarów na koszt rządu. (przypis red.)

Trzódka
8/3.9

Print Friendly, PDF & Email

REKLAMA

2 Komentarze

Komentowanie jest wyłączone.