Z pamiętnika Zatroskanej Obywatelki II

REKLAMA

Na lewo pień, na prawo pień, a środkiem wióry lecą…

Dziś swą zatroskaną głowę pochylam nad setkami drzew, które w ostatnich dniach zostały poddane masowej egzekucji, możliwej dzięki nowym przepisom, które weszły w życie z dniem 1 stycznia 2017 roku. Zmieniona została ustawa o ochronie przyrody i zmieniona została przez Ministerstwo Ochrony Środowiska, na czele którego stoi minister Szyszko. Ach, jak to kuriozalnie brzmi. Ministerstwo, które ma za zadanie chronić, zezwala na niszczenie. Nowe przepisy znoszą obowiązek uzyskania zezwolenia na wycinkę drzew i krzewów. Minister tłumaczy to prawem własności – ten, kto drzewo posadził, ma prawo wyciąć je. Co prawda, nie dotyczy to działalności gospodarczej i chroni drzewa, które są pomnikami przyrody oraz siedliskami ptaków, ale sprawia, że wycinka drzew stała się czymś w rodzaju samowolki i prędzej czy później zacznie się naginanie sytuacji, w której będzie można z tego prawa skorzystać, by osiągnąć własny cel.

Już w ubiegłym roku minister  Szyszko wydał wyrok na Puszczę Białowieską, nie zważając na protesty ekologów i ludzi, dla których puszcza jest czymś w rodzaju świętości, ostatnią pozostałością lasów, które przed wiekami porastały Europę. Miejscem niemal magicznym, które kształtowało się siłami natury, bez ingerencji człowieka, w którym czas niemal zatrzymał się, dając je we władanie roślinom i zwierzętom. Puszcza żyła swoim życiem przez całe wieki, przetrwała dwie wojny światowe, aż nadeszły czasy, w których o jej zasoby upomniał się  człowiek, niemający najwyraźniej zielonego pojęcia o tym, jak ważne jest utrzymanie naturalnej skarbnicy przyrody dla naszego zdrowia, dla naszej przyszłości, dla przyszłości kolejnych pokoleń. Swoją decyzję o masowej wycince drzew usprawiedliwia koniecznością walki z kornikiem, lecz prawda jest taka, że minister Szyszko wiele razy podkreślał, że Puszcza Białowieska to miliony marnujących się złotych. Na razie trwa walka o ten ostatni zachowany las nizinny na naszym kontynencie. Z całym jego pięknem, z jego dzikością i zjawiskami natury, które za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat będziemy mogli oglądać jedynie na archiwalnych filmach, jeśli nie powstrzymamy zagłady naszego naturalnego środowiska.

Nowe przepisy weszły w życie, a wraz z nimi w ruch poszły piły, rozdzierając swym dźwiękiem budzącą się do życia na wiosnę przyrodę. Z całej Polski napływają informacje o masowej wycince drzew i krzewów. Warszawa, Gdańsk, Suwałki, Elbląg, Toruń, Świnoujście, Poznań, Łódź, Wrocław, Kraków, Katowice… Sygnały płyną z większych i mniejszych miejscowości. Ludzie są zaskoczeni nie tylko masową wycinką, ale również szybkością, z jaką jest przeprowadzana. Jeszcze poprzedniego dnia gdzieś na skwerku rosły drzewa, dziś razi on betonową pustką i pozostałymi po drzewach pniami, które za chwile zostaną wyrwane z korzeniami. Zatroskani obywatele zgłaszają to do urzędów, lecz urzędnicy rozkładają bezradnie ręce. Równie bezradnie ręce rozkładają leśnicy. Prawo zezwala na wycinkę drzew, człowiek z niego korzysta, jakby musiał się spieszyć w obawie, że przepisy znów się zmienią i znów konieczne będzie zezwolenie.

Nikt nie zastanawia się nad tym, że zniszczenia te będą nieodwracalne. Minister Szyszko, co prawda, mówi, że ludzie drzewa wycinają, ale też sadzą nowe. Ile jednak takie drzewo potrzebuje lat, by wyrosnąć? Nie trwa to rok, nie trwa i pięć lat. Drzewa rosną przez dziesiątki lat, by osiągnąć rozmiar, umożliwiający człowiekowi schronienie się w jego cieniu w upalne dni, by wiatr mógł szumieć w ich rozłożystych konarach. Dziś znikają w zastraszającym tempie, zmieniając naszą rzeczywistość. Rzeczywistość, w której coraz częściej musimy zmagać się ze smogiem. Drzewa to życie, to zieleń, ciesząca oczy, to ucieczka przed betonowymi blokowiskami. Drzewa to życiodajny tlen, bez którego człowiek nie będzie w stanie przetrwać. Bez drzew wyginie wiele gatunków ptaków i owadów. Czy jako ludzie mamy prawo wyłącznie do niszczenia? Czy niszcząc naturę, nie mamy świadomości, że niszczmy również siebie? I to wszystko w ramach legalnego rzekomo prawa!

Ustawa została skierowana do sądu, ale co to teraz da? Zanim zostanie rozpatrzona, znikną setki drzew, pozostawiając po sobie tylko wspomnienie i poczucie, że szkody, które zostały wyrządzone, są tak naprawdę nieodwracalne. Pod ciosami siekier i przy dźwiękach mechanicznych pił, w chmurze unoszących się trocin, giną wieloletnie drzewa, które pamiętają odległe czasy i dla wielu osób stanowiły element ich codzienności. I tylko nie będzie nikogo, kto odczyta apel poległych drzew, dzięki głupim przepisom ministra z ramienia Prawa i Sprawiedliwości.

Print Friendly, PDF & Email

REKLAMA

Tarot dla Ciebie

5 Komentarze

  1. Logika tej strony – kobieta może sobie dokonywać aborcji no bo to jej ciało itd. itd., mimo że tym sposobem zabija człowieka, noworodka, ale ja, który posadziłem 20 drzew na swojej posesji nie mogę ściąć żadnego tak?

      • Prawackie? A co to znaczy panie Wiesławie?
        Moja logika jest uważam normalna, prawidłowa. Jako człowiek powinienem mieć prawo do decydowania o sobie i tym co moje. Więc jak sobie zasadziłem drzewo to mam prawo do jego ścięcia. Nawet jeśli sobie go nie zasadziłem to mam prawo do wszystkiego co znajduje się na mojej posesji gdyż posesja jest moja, dbam o nią, żyję na niej itd itd. To samo tyczy się kobiety – winna mieć ona prawo do decydowania o swoim ciele.
        Ale dla pana to jest debilne. Jeśli to się nazywa „prawackie” myślenie to dobrze wiedzieć 🙂 Polecam myśleć samodzielnie panie Wiesławie.

        • Wam katolicko-narodowym oszołomom wydaje się, że kobieta wstaje rano i leci sobie zrobić aborcję w przerwie pomiędzy manicure i fryzjerem (w sumie jak bym był kobietą zapłodnioną przez takiego debila, to poważnie bym się zastanawiał nad aborcją – to jest ironia, uwaga gryzie). I to jest właśnie prawactwo, czyli zlepek poglądów katolickich, narodowych doprawionych sosem z Korwina. Takich ludzi poznaje się już po jednym zdaniu przez nich wypowiedzianym. Porównywanie drzew i kobiet jest symptomatyczne.
          Jeśli ktoś widzi kobietę jako debilne stworzenie, która łyka EllaONE jak tik-taki i robi sobie aborcję dla poprawienia humoru, to jest po prostu kretynem. Porównując ją do drzewa również.
          Lasy i drzewa ze względu na ich niebagatelną rolę w ekosystemie należą do wszystkich, niezależnie od tego na czyjej działce rosną. Zrozumieli to dawno temu nasi przodkowie, gdy zobaczyli, jakie spustoszenia robi wycinanie lasów. Czasem warto poczytać nie tylko dzieła zebrane Korwina i wytyczne Kowalskiego. Dziś skorumpowany minister tylnymi drzwiami przeforsował ustawę, która dała już teraz zatrważające efekty. I to tyle.

          • A jakie są te efekty już widoczne? 🙂 Pan mnie chyba z kimś pomylił. Polityką zbytnio się nie interesuje toteż daje mi to taki plus, że jestem obiektywny. Sądząc po pana wypowiedzi nie jest pan obiektywny wcale i to sprawia, że jest pan głęboko zakorzeniony w błędzie.
            Dzieł Korwina i Kowalskiego nie znam, znam jednak literaturę klasyczną w której nie ma nic o ochronie drzew a wręcz przeciwnie. Nie wiem jakie ma pan „dzieła” na myśli – proszę wskazać.
            Natomiast co do ekosystemu – proszę napisać ile pan drzew zasadził?
            Mieszkam na wsi i zasadziłem łącznie już pewnie ze 100 drzew. Czy ktoś wspomniał, że przyczyniam się do ratunku ekosystemu? Nie. Zasadziłem te drzewa choć nie musiałem, a skoro są zasadzone przeze mnie, mam prawo do ich wycinki. Nikt mi tego nie może zabronić. Zawsze wycinałem. To jest dar natury dla człowieka i należy z tego korzystać. Jeździ pan samochodem? Proszę zatem zaprzestać jeździć samochodem skoro tak martwi się pan o ekosystem a zacząć sadzić drzewa 🙂
            Co do kobiet – proszę czytać ze zrozumieniem. Nie porównuję kobiet do drzew jak pan to ujął. Absolutnie nie. Kobiety są najcenniejsze na tym swiecie i trzeba o nie dbać. Nie wiem na jakiej podstawie tworzy pan taki tok rozumowania 😉

Komentowanie jest wyłączone.