Danse macabre – Postscriptum

REKLAMA

Mam świadomość, że temat Smoleńska będzie nam, obywatelom Polski, towarzyszył jeszcze przez wiele lat i zawsze będzie kładł się cieniem na wydarzeniach w naszym kraju, ale pisząc tydzień temu o czekających nas ekshumacjach ofiar katastrofy lotniczej z 10 kwietnia 2010 roku, nie sądziłam, że tak szybko będę musiała odnieść się do niej ponownie. Niby nic się nie zmieniło… Nadal żyjemy w rzeczywistości, która przerasta normalnego człowieka. Wielu z nas stopniowo obojętnieje na to, co się dzieje, przyzwyczaja się, wychodząc z założenia, że nie ma czegoś, w czym w tej chwili PiS potrafiłby nas zaskoczyć. Wewnętrznie sprzeciwiamy się temu, ale nie ma wśród nas lidera, który pociągnąłby za sobą tłumy. Życie toczy się własnym tempem, danse macabre trwa i najwyraźniej ma się całkiem dobrze. My, zwykli ludzie, z racji bycia Polakami, jesteśmy wciągani w niego niemal automatycznie, lecz nikt tak naprawdę nie jest w stanie wczuć się w to, co przeżywają aktualnie rodziny tych, którzy zginęli pod Smoleńskiem i którzy nie chcą, aby groby ich bliskich zostały zbezczeszczone ekshumacją, będącą kaprysem partii rządzącej.

Można powiedzieć, że danse macabre tak bardzo wrosło w naszą codzienność, że nic nowego nie da się już o nim powiedzieć. Wszyscy doskonale zdają sobie sprawę z tego, że nikt ani nic – poza chyba apokalipsą – nie powstrzyma władzy przed rozgrzebywaniem mogił wyłącznie po to, by szukać dowodów na to, co jest tylko teorią, stworzoną przez chore umysły. W ostatnich dniach pojawił się jednak nowy głos w kwestii ekshumacji – głos Pani Krystyny Łuczak-Surówki, żony po oficerze BOR-u, który zginął na służbie 10 kwietnia 2010 roku, kobiety, która walczy o to, by jej mąż spoczywał w spokoju. W wywiadzie, jakiego udzieliła „Faktom po Faktach” zobaczyłam kobietę, złamaną tą całą sytuacją. Kobietę, która ma świadomość, że z racji tragedii, jakiej doświadczyła przez laty, nie jest kimś wyjątkowym, bo przecież nie ona jedna straciła męża. Kobietę, która nie chce litości dla siebie, ale woła o taką litość dla swojego męża. Kobietę, która była szkalowana za wywiad, jakiego udzieliła tuż po katastrofie i która na mogile męża odnajdywała kartki z obrażającymi ją wiadomościami. Tak, zwolennicy PiS (nie wierzę, że takie karteczki byłyby w stanie podrzucać osoby, które nie są głosicielami religii smoleńskiej) mają w sobie tyle miłosierdzia i empatii, że nie potrafili nawet uszanować ani czyjegoś grobu, ani żałoby. Pani Łuczak przez wiele lat w ciszy pochylała się nad śmiercią męża, nie krzyczała, nie płakała, nie pokazywała się w świetle kamer. Jako kobieta wiem, że nie zapomni, ale wiem też, że chciałaby już zyskać poczucie spokoju i chciałaby, aby jej życie stało się w miarę normalne, bez wyczekiwania na kolejne pomysły władzy, bez listów z prokuratury, które dostaje co tydzień, bez czekania na dzień ekshumacji ciała męża. Władza nie pozwala jej o tym zapomnieć i nie potrafi wsłuchać się w cierpienie kobiety, z którą życie i tak obeszło się dość okrutnie. Jej mąż zginął na służbie, pełniąc obowiązki zawodowe jako oficer BOR.

Gdzieś po przeciwnej stronie stanęła inna wdowa smoleńska – Pani Gosiewska, która zażądała od państwa polskiego 5 milionów odszkodowania za śmierć męża i dodatkowych rent dla dzieci. Suma ogromna dla zwykłego obywatela, wyliczona w oparciu o założenie, że mąż jeszcze przez wiele lat udzielałby się w polityce, a jego przedwczesna śmierć uniemożliwiła mu wspinanie się po kolejnych szczeblach kariery politycznej, co z kolei obniżyło standard życia rodziny. Pani Gosiewska nie dopuszcza do siebie myśli, że mąż mógłby albo umrzeć śmiercią naturalną albo po prostu zniknąć ze sceny politycznej po przegranych wyborach i wcale nie musiałoby to być dwadzieścia lat kariery jako posła czy europosła, bo takie były plany. Pani Gosiewska przeliczyła wszystko dokładnie i doszła do wniosku, że straciła więcej niż do tej pory dostała od państwa. A skoro straciła, to musi to zostać wyrównane. Jej mąż zginął podczas wyjazdu, związanego z obchodami rocznicy zbrodni na polskich jeńcach w Katyniu – wizyty dobrowolnej, nie mieszczącej się w ramach obowiązków posła Rzeczypospolitej Polskiej.

Najwyraźniej każda strata ma swoje oblicze. Jedna chce spokoju dla siebie i zmarłego męża, druga przelicza swój „ból” na złotówki i nie widzi w tym niczego złego.

W końcu również niezłomny prezydent zajął stanowisko wobec planów prokuratury, związanych z ekshumacją blisko dziewięćdziesięciu grobów. I chyba tu nie można było spodziewać się ani empatii, ani zrozumienia, ani litości dla tych, którzy po raz kolejny w przeciągu ostatnich sześciu lat będą musieli zmierzyć się z osobistym dramatem. Pan prezydent uznał, że ekshumacja jest sprawą państwową, niezwykle ważną, bo da możliwość naprawienia błędów, popełnionych przez poprzedni rząd. I ze swoim wrodzonym wdziękiem poprosił rodziny, które są przeciwne ekshumacji, o wyrozumiałość. Wypadałoby przyklasnąć – prezydent zna słowo wyrozumiałość, ale najwyraźniej chodzi tu o jednostronną wyrozumiałość. Bo o ile zaapelował o wyrozumiałość rodzin wobec działań prokuratury, o tyle nie poprosił o wyrozumiałość prokuratury wobec tych, którzy nie zgadzają się z jej działaniami. Wystarczyłby przecież drobny gest. Wystarczyłoby zaapelować do prokuratury, aby z ekshumacjami tych ofiar, których rodziny nie wyrażają zgody na rozgrzebywanie grobów, wstrzymać się do chwili, w której pojawią się jakieś niejasności, związane z zebranymi dowodami. Co prawda, wiele osób podejrzewa, że jakieś dowody na zamach się znajdą, ale do ich spreparowania naprawdę nie trzeba przeprowadzać wszystkich ekshumacji. Pewnie wystarczyłyby te, o które od lat upominają się niektóre rodziny. Te kilka grobów naprawdę nie zrobi różnicy w dochodzeniu i niczego do kwestii udowadniania zamachu nie wniesie. Naruszy jednak spokój tych, którzy nie chcą, by groby ich bliskich zostały zbezczeszczone ze względów politycznych. Czas już na to, by ich bliscy spoczęli w pokoju, a oni sami mogliby ruszyć ze swoim życiem do przodu. Ruszyć nie mogą, bo władza im to uniemożliwia.

Każdy z nas pewnie zastanawia się, co przyniosą badania pobranych z grobów materiałów. Zwolennicy teorii zamachu są przekonani, że znajdzie się niezbity dowód na to, iż na pokładzie samolotu był wybuch. Ci, którzy uważają, że był to tragiczny w skutkach wypadek, mają świadomość, że dowody nie będą zebrane po to, by udowodnić tę tezę. Mają na celu wykazanie, że zamach był i innej możliwości nie ma. Dadzą też czas na to, by nowa komisja smoleńska mogła działać bez przedstawiania jakichkolwiek konkretów. Przecież i ekshumacje, i badania, potrwają kilka miesięcy, więc bierny widz danse macabre nie może oczekiwać, że otrzyma odpowiedzi na swoje pytania w najbliższym czasie. Ja osobiście nie wierzę, że cokolwiek zostanie wyjaśnione. Katastrofa smoleńska jest bezpardonowo wykorzystywana przez Prawo i Sprawiedliwość, więc nie można być zbyt szybko wyjaśniona. Ewentualnie puści jakąś zajawkę o zebranych dowodach tuż przed kolejnymi wyborami, która będzie głosiła, że nikt inny, a ówczesna władza zamach przygotowała i PiS musi wygrać ponownie, by ukarać winnych. Komisja smoleńska znów zadmie w trąby jerychońskie, by po raz kolejny podzielić polskie społeczeństwo.

Pytanie, czy warto…Czy naprawdę warto niszczyć ludzkie życie, by na cierpieniu tych, których bliscy znaleźli się tego dnia w niewłaściwym dla siebie miejscu, budować potencjał polityczny? Czy warto tańczyć na grobach, by tworzyć niezdrową atmosferę w społeczeństwie? Czy my, Polacy, musimy godzić się na to, by być wciąganymi w ten taniec śmierci? Czy nie jesteśmy w stanie zrobić nic, by patrzeć wyłącznie w przyszłość, a nie skupiać się na przeszłości? Czy naprawdę nie jesteśmy w stanie dostrzec, że przyszłość, jaką kreuje dla nas i za nas władza, jest zagrożeniem dla nas, jako narodu, który powinien być jednością?

Dla mnie ojczyzna jest niczym drzewo. Owszem, ważny jest pień drzewa, czyli system, na którym wszystko powinno się opierać. Ważne są owoce, jakie wydaje to drzewo. Jednak najważniejsze są jego korzenie. To korzenie świadczą o jego trwałości, o tym, czy nie zostanie wyrwane przez jakieś złe wiatry. To właśnie my, jako społeczeństwo, jesteśmy korzeniami całego państwa. To od nas zależy jego przetrwanie. I z przykrością muszę stwierdzić, że nasz naród zaczyna gnić właśnie od korzeni, dając się podzielić ludziom, dla których ojczyzna stała się prywatnym folwarkiem.

Print Friendly, PDF & Email

REKLAMA

Tarot dla Ciebie

4 Komentarze

  1. Przygnębiające jest to, co piszesz. PiS, jestem przekonany, będzie szukał nowego paliwa, żeby na powrót rozniecić temat smoleński, nieco już przygasający. Jest jednak, jak zwykle, również odwrotna strona medalu. Heroldowie religii smoleńskiej mają od roku wszelkie możliwości działań dla wyjaśnienia wątpliwości, z których większość sami zasieli. Może więc też być tak, że „wierny lud smoleński” zacznie się denerwować, czegoś tam domagać, o coś pytać. Jest rzeczą naturalną, że nikt nie lubi być uważany za durnia. Jeśli więc ludzie poczują ten smrodek i przekonają się na jak wątłych podstawach ta religia jest osadzona, mogą diametralnie zmienić poglądy, tym bardziej, że szaleństwa pana Antoniego stają się coraz głośniejsze i bardziej oczywiste.

    • Problemem może być to, że prawdziwi zwolennicy PiS uwierzą we wszystko i będą czekali latami na udowodnienie zamachu. My jako naród mamy manię wyższości przy jednoczesnym poczuciu niższości wobec innych narodów.

  2. I ruszył grabarz z wielkim mozołem.
    I kopie żwawo dołek za dołem.
    Aby omamić ten naród dumny,
    trzeba smoleńskie rozgrzebać trumny.
    Trzeba zrobić cyrk nad szczątkami,
    by sława brata trwała latami.

    [https://www.facebook.com/sokzburaka/videos/1869700703263949/]

Komentowanie jest wyłączone.