Gospodarka, głupcze!

REKLAMA

gospodarka, głupcze

Ten zwrot ma genezę w hasłach kampanii wyborczej Billa Clintona w pierwszej połowie lat 90′ ubiegłego stulecia. Społeczeństwo amerykańskie, po zakończeniu zimnej wojny, chciało prezydenta, który poświęciłby więcej uwagi problemom gospodarczym kraju, a nie polityce zagranicznej. Tymczasem prezydent Bush, jak to zwykle czynią republikanie, troszczył się głównie o 1% najbogatszych. Problemy gospodarcze wynikały z dokuczliwej recesji, która dotknęła gospodarkę USA właśnie przed wyborami. Clinton prowadził kampanię pod hasłem It’s the economy, stupid, w luźnym tłumaczeniu Liczy się gospodarka, głupcze.

Jeśli ktoś myśli, że politycy konserwatywni (i zwykle przy tym prawicowi) zajmują się gospodarką i czynią wszystko, by następował wzrost gospodarczy, to się myli. Konserwatyści zwykle chcą, by było jak dawniej. Powołując się na prawa boskie, religię i tradycję, będą kombinować, by nadal bogaci się bogacili, a biedni biednieli.

Polska dla bogatych

Co zrobiło prawo i sprawiedliwość, gdy objęło rządy po wyborach w 2005 roku? Zlikwidowało najwyższy próg podatkowy. Tych, którzy płacili PIT 38% nie było wielu, ale byli najbogatsi. W wielu krajach Europy skala podatkowa jest dobrana tak, by najmniej zarabiający nie płacili podatków. W Polsce od lat tym progiem jest suma ledwo przekraczająca 3 tysiące złotych. Czyli od lat płacić muszą podatek nawet ci, którzy żyją poniżej granicy ubóstwa. Za to PiS zlikwidował podatek najbogatszym.

Następnie Zyta Gilowska, pisowska minister finansów obniżyła tzw. składkę rentową. Miało to obniżyć tzw. koszty pracy. W rezultacie symbolicznie zyskali pracownicy, a tak naprawdę pracodawcy. Nie można też zapomnieć, że podwyższono sumę bez podatku, którą można podarować krewnym w pierwszym stopniu pokrewieństwa. Dzięki PiS jest to 100 tysięcy złotych. Ilu Polaków stać na to, by podarować dzieciom rocznie 100 tysięcy? To kolejny prezent dla najbogatszych

Co prawda w kampanii były hasła o Polsce solidarnej, ale koniec końców była solidarna tylko dla bogatych. Dokładnie to samo powtórzyło się w 2015 roku. Miał zostać obniżony VAT. Ale nie został. Miała zostać podwyższona suma wolna od podatku, ale PiS zrobi to tak, że skorzystają z tego jedynie osoby żyjące na zasiłku. Już emeryt z miesięcznym dochodami ledwo przekraczającymi tysiąc złotych miesięcznie na rękę się nie załapie na dobroczynność władzy. Polska dalej dla bogatych.

To nie jest kraj dla biednych ludzi

Dwuletnie rządy PiS na razie zaowocowały wyłącznie inflacją, która w tym roku wynosi średnio 2%. Średnio, bo staniały jachty, które kupują najbogatsi, a zdrożało masło i jajka – stając się produktami dla bogaczy. Biedniejsi powinni mniej jeść, bo ceny żywności w ciągu roku podrożały o 5,8%. Tak twierdzi GUS. W trzecim kwartale bieżącego roku z polskiego rynku ubyło 96 tysięcy pracowników produkcyjnych. Ogólnie jeszcze w tym roku jest wzrost liczby miejsc pracy. Ale końcówka roku wskazuje, że zwijają się inwestycje, zmniejsza się produkcja, a inwestorzy zaczynają Polsce mówić „Bye”.

Morawiecki chce chce supernowoczesny prom wybudować w nieistniejącej stoczni szczecińskiej. Jurgiel reaktywować PGRy. Za dziesięć lat będziemy rzekomo wszyscy jeździć polskimi samochodami elektrycznymi. Piękne mrzonki dla naiwnych i tęskniących za Polską Ludową i rządami Przewodniej Siły Narodu.

Nie jest prawdą, że międzynarodowi inwestorzy chętnie zainwestują nawet w jakimś dyktatorskim bantustanie, w którym z dnia na dzień minister może sobie zmieniać wykładnię prawa i dawać zadania podległym sędziom. Zagraniczne pieniądze z Polski odpływają. Ekonomia państwa to pojazd ciężkiego kalibru. Ale po dwóch latach rządów PiS widać, że siła rozpędu będąca jeszcze „winą Tuska” właśnie się kończy. Co nas czeka? Zgadnijcie.

Gospodarka, głupcze!
7/5

Print Friendly, PDF & Email

REKLAMA

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*


*