I nie ugnę się pod presją, ani za modą nie będę podążać…

REKLAMA

Są takie miejsca w Polsce, w których życie płynie dość leniwie, z dala od wielkiej polityki, gdzieś na uboczu politycznych zawirowań, o których politycy przypominają sobie przede wszystkim w kampaniach wyborczych. Poza okresem kampanijnej gorączki polityków, znanych z mediów, tu się nie uświadczy, ale może to i lepiej dla mieszkańców tych miejscowości, że doświadczają jedynie muśnięć ich macek, a nie zostają nimi owinięci do wydania z siebie ostatniego tchnienia.

Takim miejscem jest między innymi Iława. Ot, niewielkie miasteczko na Warmii i Mazurach, z założenia turystyczne, położone nad najdłuższym jeziorem w Polsce, ale z niewykorzystanym potencjałem.

Mało kto wie, że właśnie w Iławie od siedmiu lat toczy się mała wojna o godne upamiętnienie ofiar katastrofy smoleńskiej, która zaczęła się kilka tygodni po 10 kwietnia 2010 roku. W sierpniu tegoż roku Solidarność, z okazji 30-lecia powstania związku, chciała uczcić również pamięć Lecha i Marii Kaczyńskich. Postała nawet pamiątkowa tablica z wizerunkiem pary prezydenckiej z unoszącym się nad nimi orłem, co skończyło się ostatecznie awanturą i przerwaniem montażu tablicy, głównie za sprawą ówczesnego burmistrza.

Od tego czasu temat Smoleńska powraca w Iławie niczym bumerang – pomimo tego, że miasteczko jest z dala od wielkiej polityki i tu można doszukać się oznak „smoleńskiej szajby”. Niemal co roku temat pomnika lub choćby symbolicznej tablicy pamiątkowej jest poruszany i co roku zostaje odroczony z racji niechęci części, o ile nie większości, mieszkańców. W roku 2015 Solidarność ponownie starała się przeforsować upamiętnienie 35-lecia związku i 5-lecia tragedii w Smoleńsku. Związek przedstawił swój projekt, co do którego były pewne zastrzeżenia, a Urząd Miasta uruchomił inicjatywę uchwałodawczą, która była konieczna do postawienia pomnika we wskazanym przez Solidarność miejscu, w sąsiedztwie krzyża milenijnego przy Bulwarze Jana Pawła II. Sprawa przycichła na kilka miesięcy, do czerwca 2016 roku, kiedy to na sesji Rady Miejskiej radni wydali zgodę na postawienie pomnika, upamiętniającego ofiary katastrofy z 10 kwietnia 2010 roku. Za inicjatywą głosowało 14 radnych, przeciw były dwie radne, Ewa Jackowska i Elżbieta Prasek. Decyzja ta wywołała dyskusję wśród mieszkańców. Przeciwnicy pomnika smoleńskiego, który miał być finansowany z budżetu miasta, wystosowali List Otwarty do radnych, na który nie otrzymali jednak odpowiedzi i zebrali podpisy pod petycją w sprawie nie finansowania pomnika z pieniędzy publicznych. W sierpniu ponownie zebrano podpisy pod petycją w sprawie pomnika smoleńskiego, w której sugerowano, by radni ze swoich środków sfinansowali budowę pomnika, a cała inicjatywa została poddana konsultacjom społecznym. Inicjatorem zbiórki podpisów był Dawid Kopaczewski. Ostatecznie Rada Miasta wycofała się z finansowania pomnika z pieniędzy publicznych, uznając, że ma być on sfinansowany z pieniędzy, zebranych społecznie.

Nastały miesiące ciszy, aż do lutego 2017 roku. 21 lutego na sesji Rady Miasta wrócono do tematu upamiętnienia ofiar katastrofy smoleńskiej i omawiano szczegóły napisu, jaki miał pojawić się na tablicy pamiątkowej. Tu należy podkreślić, że inicjatywa nie miała być realizowana z pieniędzy publicznych, ale pomnik miał pojawić się przy Bulwarze Jana Pawła II przed 10 kwietnia. Jako pierwsi zaprotestowali lokalni działacze SLD, którzy wezwali radnych miasta i burmistrza do tego, by nie dzielili mieszkańców i zajęli się ważniejszymi dla miasta kwestiami.

Do dyskusji przyłączyli się również mieszkańcy Iławy. Ostatecznie, tydzień później, pod presją lokalnej społeczności, samorząd miasta wycofał się z pomysłu ustawienia pomnika na miejskim gruncie. Dzięki społecznemu sprzeciwowi, na wniosek radnej Ewy Jackowskiej, punkt, dotyczący wyboru napisu na tablicę, został zdjęty z obrad Rady Miejskiej. Pod wnioskiem o jego wycofanie podpisał się również Roman Brzozowski, radny z ramienia Prawa i Sprawiedliwości, który wyraził, co prawda, ubolewanie z powodu niechęci mieszkańców Iławy do budowy pomnika smoleńskiego, ale przyznał rację, że należy wziąć pod uwagę nastroje panujące w lokalnej społeczności.

Oczywiście, nie jest to koniec lokalnej bitwy o pomnik smoleński. Jego budową ma teraz zająć się niezależny komitet. Samorząd miasta Iławy zakończył tym samym swój udział w przedsięwzięciu. Iławianie wygrali dwie bitwy. O niefinansowanie pomnika z pieniędzy publicznych i o niestawianie go na terenie, należącym do miasta. Warto tu przytoczyć słowa Ewy Jackowskiej, która potrafiła przeciwstawić się władzom i wsłuchała się w głos iławskiej społeczności:

Jestem świadoma, że zadarłam z partią, która obecnie rządzi w kraju. Po sesji otrzymałam już stosowne ” osobiste podziękowanie” od przewodniczącego rady. Skąd odwaga? Wyznaję zasadę, że my radni mamy obowiązek słuchać mieszkańców przez 4 lata, a nie co 4 lata. Tyle i aż tyle.

Przedstawiłam tu tylko suche fakty. Jako przeciwniczka „smoleńskiej szajby” nie chcę wypowiadać się i oceniać, ponieważ nie będę potrafiła być obiektywna. Napisałam ten artykuł „ku pokrzepieniu serc”, aby udowodnić, że można z obecną władzą powalczyć.

Print Friendly, PDF & Email

REKLAMA

Tarot dla Ciebie

1 Komentarz

Komentowanie jest wyłączone.