Kobito, ergo sum…

REKLAMA

Jestem kobietą i jestem z tego dumna. Żyjemy w czasach, w których kobieta może zrobić zawrotną karierę, może wykonywać zawody, które jeszcze sto lat temu były dla niej zakazane i co więcej, może w tych zawodach być lepszą specjalistką niż mężczyzna. Żyjemy w czasach, w których kobieta może być w pełni samodzielna i mężczyzna wcale nie jest jej potrzebny do tego, by wkręcił żarówkę, wymienił uszczelkę czy wbił gwóźdź. Co to, to nie. Kobieta nie tylko samodzielnie kupi gwóźdź i młotek, nie tylko wbije gwóźdź w ścianę, ale i powiesi na nim obraz. Kiedyś kobieta stanowiła dodatek do życia mężczyzny, dziś ona może łaskawie zgodzić się, by mężczyzna był dodatkiem do jej życia.

Bycie kobietą współczesną wcale nie jest łatwe. Kobieta musi łączyć w całość wiele elementów swojej codzienności. Wiele z nas robi kariery zawodowe, prowadzi dom, zarządza domowym budżetem, wychowuje dzieci, wychowuje mężczyznę, znajdując w tej swojej codzienności jeszcze czas na swoje zainteresowania i samorozwój. Jest podstawowym trybem w machinie, którą tworzy rodzina. Jak istota myśląca odróżnia dobro od zła, ma prawo głosu, ma prawo wypowiadania się na różne kwestie. W większości społeczeństw ma prawo do własnego zdania i decydowania o samej sobie, o swoim życiu, o swoim ciele. Zaraz, zaraz… wróć!

W Polsce 2016 roku kobieta zaczyna być kartą przetargową między partią rządzącą a Kościołem Katolickim. Okazuje się, że i rząd, i Kościół znacznie lepiej od niej samej wiedzą, co ma robić, jak ma robić, co ma myśleć, jak ma myśleć i jak ma się prowadzić. Okazuje się, że Polsce XXI wieku bliżej jest do średniowiecza niż do współczesnej cywilizacji. To czas, w którym bycie kobietą chce się sprowadzić przede wszystkim do roli żony i matki, która musi być bezwolną istotą bez prawa decydowania o sobie i swojej przyszłości, bo władza w Polsce, uzależniona od Kościoła Katolickiego, ubzdurała sobie, że polską kobietę należy uszczęśliwić na siłę i uwolnić ją od piekielnego potępienia. A że Kościół Katolicki od zawsze traktuje kobiety przedmiotowo, to władza postanowiła mu w tym przyklasnąć.

To, że polski Kościół Katolicki już dawno zboczył z drogi nauk i wartości, głoszonych przez Chrystusa i jego uczniów, to odrębna kwestia. Kościół Katolicki w Polsce nie naucza, a narzuca. Nie umoralnia, a moralizuje. Nie przedkłada wartości duchowych, bo za bardzo przywiązał się do wartości materialnych. Dodatkowo zaangażował się w politykę. Kościół Katolicki chce w Polsce rządzić i posiadać, a obecna władza, która w znacznym stopniu zawdzięcza mu wygraną w ostatnich wyborach, musi spłacić długi za odpowiednią agitację, głoszoną miesiącami z ambony podczas niedzielnych nabożeństw. Kościół Katolicki prowadzi władzę na postronku i od czasu do czasu śmiga batem po pokornie pochylonych plecach, przypominając o sobie.

Kobieta w tej sytuacji nie znalazła się między młotem a kowadłem, a została ściśnięta w imadle. Na swoje nieszczęście nie jest rozrywana między władzą a Kościołem i nie może liczyć na choćby odrobinę zrozumienia i wyrozumiałości. Co to, to nie. Została chwycona zgodnie za włosy i jest teraz ciągnięta w jednym kierunku, choć wierzga nogami i krzyczy. Władza i Kościół wloką ją ku ograniczeniu jej wolności i prawa decydowania o samej sobie. Tak naprawdę nie chodzi tu o dobro kobiety, o jej duszę, ale wyłącznie o jej łono, do którego, jak się okazuje, większe prawo od niej samej chce pozyskać Kościół.

Kobieta… Dla poety „puch marny” i „wietrzna istota”. Dla zagorzałego katolika i Kościoła Katolickiego grzesznica, ladacznica i źródło wszelkiego zła na świecie, której do dziś nie wybaczono, że uległa podszeptom Szatana i skusiła Adama zakazanym owocem. Mało kogo obchodzi, że Adam był frajerem i bezmyślnie zatopił zęby w jabłku, skazując ludzi na wygnanie z Raju. Zawsze można go usprawiedliwić faktem, że został zwiedziony przez kobietę.

Od roku 1993 mamy w Polsce tzw. kompromis aborcyjny, który jest zarazem jednym z najbardziej restrykcyjnych w Europie. Od razu zaznaczę, że nie jestem ani zwolenniczką, ani przeciwniczką aborcji. Jestem wobec niej neutralna. Nie krytykuję tych, którzy ją popierają. Nie potępiam tych, którzy się jej dopuszczają. Pozostawiam to ich własnemu sumieniu i szanuję prawo do wyboru każdej kobiety. Za każdą decyzją o aborcji kryje się indywidualna historia, kryje się dramat jednostki. Tych historii nie da się upchnąć w jednej szufladzie z napisem „morderstwo”. Nie da się zrozumieć sytuacji bez poznania powodów decyzji każdej, dosłownie każdej, kobiety, która stanęła przed koniecznością usunięcia ciąży. Tak, przed koniecznością. Kobieta nie poddaje się aborcji dla przyjemności i nie traktuje jej jak środka antykoncepcyjnego, jak starają się nam wmówić obrońcy życia poczętego, skrajni prawicowi politycy i księża. Dla większości kobiet aborcja to osobisty dramat, z którym inni nie tylko nie chcą się zapoznać, ale i nie starają się go zrozumieć. Dlatego głosy, nawołujące do całkowitego zakazu aborcji w Polsce, budzą we mnie sprzeciw.

Polskie prawo dopuszcza aborcję w trzech ściśle określonych przypadkach: kiedy ciąża jest wynikiem czynu zabronionego, kiedy stanowi zagrożenie dla zdrowia i życia kobiety ciężarnej i w przypadku, kiedy przesłania medyczne wskazują, że płód jest ciężko i nieodwracalnie uszkodzony. Nie będę tu analizowała tego, że w wielu sytuacjach jest to wyłącznie zapis prawny i dochodzi do jego łamania. W kraju tak katolickim jak Polska jest ono bardziej fikcją i bardzo często kobieta nie jest w stanie go wyegzekwować, choć przysługuje jej. Wspomnę jedynie, że lekarz, do którego udaje się kobieta z prośbą o przerwanie ciąży na podstawie zapisów prawnych, może powołać się na klauzulę sumienia i odmówić wykonania aborcji, choć jako lekarz obowiązek zawodowy powinien przedkładać nad własne sumienie, nie narzucając go zdesperowanej kobiecie.

To, że trzy uwzględnione przez prawo przypadki, dotyczą traumatycznych przeżyć, nie ma najwyraźniej znaczenia dla tzw. obrońców życia poczętego. Obrońcy życia poczętego krzyczą, że kobieta musi urodzić dziecko poczęte wbrew jej woli. Obrońcy życia krzyczą, że obowiązkiem kobiety jest urodzenie choć na szali kładzione jest jej zdrowie i życie. Kobieta ma donosić dziecko, które i tak po przyjściu na świat skona w męczarniach. Ma być inkubatorem, czującym ruchy dziecka przez wiele tygodni i przygotowującym się nie na chwile radości, lecz na łzy i cierpienie. Żaden z obrońców życia nie potrafi zrozumieć, że poza ciążą z czynu zabronionego, w pozostałych przypadkach dziecko jest jak najbardziej upragnione i wyczekiwane. Dla kobiety wystarczającym szokiem jest wiadomość, że ciąża może doprowadzić ją do śmierci i może osierocić dzieci, które już ma. Dla kobiety wystarczającym cierpieniem jest świadomość, że upragnione dziecko, które rozwija się w jej łonie, nie ma szans na przeżycie i skazane jest na śmierć w ogromnym cierpieniu. Kobieta w takiej sytuacji musi dokonać wyboru i myli się ten, kto sądzi, że jest to wybór łatwy, podjęty w jednej sekundzie, że nie wiąże się z emocjami, walką z samą sobą. Nie jest ważne, że nie tylko podejmuje decyzję, która jest w tej sytuacji mniejszym złem, ale również traci nadzieję, traci to, co w pierwszej chwili ją uszczęśliwiło. Nie jest ważne, jak wiele kosztuje ją decyzja o przerwaniu ciąży, na którą niekiedy czekała wiele lat. Tu nikt nie dostrzega cierpienia kobiety, jej dylematów, tego, że niezależnie od tego, jaką podejmie decyzję, będzie ona równie dotkliwa. To nie jest egoizm – to jest w wielu przypadkach heroizm.

Temat aborcji to bomba tykająca od wielu lat. Co jakiś czas powraca z różnym nasileniem i obnaża całkowity brak zrozumienia sytuacji kobiet, których dotyczy bezpośrednio. Argumenty obrońców życia poczętego są tak absurdalne, że włos się jeży na głowie i wsłuchując się w nie, nie wiadomo, czy śmiać się czy płakać. Żaden z obrońców życia poczętego nie pokusi się nawet na to, by wsłuchać się w głos kobiet, ale z lubością wygłasza puste frazesy, obnażając tym samym totalną ignorancję, brak podstawowej wiedzy i własną głupotę. Obrońcy życia poczętego słyszą krzyk zabijanych zygot. Równie dobrze ja mogę powiedzieć, że słyszę pokrzykiwanie plemników ścigających się do komórki jajowej i okrzyk triumfu tego, który przedostanie się do niej jak pierwszy. Pozostałe wydają z siebie jęk zawodu. Obrońcy życia krzyczą, by kobieta rodziła dziecko z gwałtu, bo przecież zawsze może je pokochać lub oddać do adopcji. Twierdzą, że zgwałcona dwunastolatka powinna donosić ciążę, bo zawsze może rozbudzić się w niej instynkt macierzyński. O zgrozo! Przecież ona sama jest dzieckiem i nie rozumie, co się z nią dzieje. Kobieta nie pokocha na siłę dziecka, które będzie przypominało jej o gwałcie.

Obrońcy życia poczętego żądają, by kobieta rodziła nawet wtedy, gdy jej życie jest zagrożone. Krzyczą, by donosiła ciążę z dzieckiem, które i tak umrze, bo mają nadzieję, że stanie się cud i dziecko bez mózgu, z rozmaitymi deformacjami nie tylko przeżyje, ale będzie w miarę normalnie funkcjonowało. A jeśli nawet zostanie porzucone, to przed szpitalem ustawi się kolejka chętnych, by dać mu dom. Ostatnio nawet pojawiła się opinia, by kobieta urodziła takie dziecko, ponieważ musi być ono ochrzczone i godne pochowane. Głos zabrał stary kawaler, który łono kobiety widział tylko raz – najprawdopodobniej w chwili, w której je opuszczał w dniu narodzin. Aaaaaaa!!!! Milcz, człowieku i nie wypowiadaj się na tematy, o których nie masz zielonego pojęcia.

W tej całej aborcyjnej kakofonii irytuje mnie fakt, że najgłośniej krzyczą mężczyźni. Potomkowie fujarowatego Adama doskonale potrafią wczuć się w sytuację kobiety, która staje przed koniecznością usunięcia ciąży. Wszak każdy z nich przynajmniej raz w życiu został zgwałcony, w efekcie gwałtu zaszedł w ciążę, dowiedział się, że jest to ciąża wysokiego ryzyka i dodatkowo płód jest zdeformowany. Przecież każdy z nich swoje opinie opiera na doświadczeniu i dlatego nie można z nimi polemizować. Któż by śmiał pchać się z łapami w męskie łono. A nawet jeśli chce się podjąć jakąś dyskusję, to i tak się nie da. Mężczyzna zawsze wie lepiej, a w kwestii aborcji pozjadał wszystkie rozumy i tak się przeżarł, że aż trzeszczy od nadmiaru mądrości. O ile mogę jeszcze zrozumieć krzyk macic mężczyzn, bo mężczyzna rzadko myśli logicznie, kiedy jego umysł tonie w mroku średniowiecza, o tyle nie mogę zrozumieć kobiet, które jako matki lub przyszłe matki, chcą skazywać inne kobiety na przymus rodzenia każdego dziecka bez wyjątku i nawołują do odebrania im prawa decydowania o samej sobie.

Nic o nas bez nas! To my, kobiety, jesteśmy właścicielkami naszych ciał i macic. Jeśli są wśród nas przeciwniczki aborcji, należy uszanować ich zdanie, ale nie damy go sobie narzucić siłą, wbrew naszej woli. Nie krzyczymy o tym, że należy zmuszać kobiety do aborcji, jeśli jest ona wbrew ich przekonaniom. Jeśli kobieta nie chce usunąć ciąży w trzech uwzględnianych przez prawo przypadkach, to jej własny wybór i nikt jej siłą do zmiany decyzji nie będzie przekonywał. Ważne, że ma wybór i jest go świadoma. Nie damy odebrać sobie prawa do aborcji i nie pozwolimy, by zrobiono z nas bezwolne inkubatory. Zasada jest prosta – żyj w zgodzie z własnymi przekonaniami i poszanowaniem przekonań innych.

Głosy obrońców życia poczętego, głosy prawicowych polityków, głosy przedstawicieli Kościoła Katolickiego w ostatnich tygodniach nasilają się. Partia rządząca miota się pomiędzy oczekiwaniami i naciskami Kościoła a protestami kobiet, którym niewiele brakuje do tego, by stanąć do walki o swoje prawa. Kobiety, widząc zagrożenie dla swojej wolności, zaczynają się jednoczyć. Jednoczą się z nimi i rozsądni mężczyźni, którzy są świadomi, o co będzie toczyć się walka. Na szczęście takich mężczyzn jest znacznie więcej.

Głosy sprzeciwu kobiet nasilają się i są coraz głośniejsze. Polska kobieta nie da się zamknąć w schemacie, którzy chce się jej narzucić siłą. Nie da postawić znaku równości między sobą a inkubatorem. I choć niewiele z tych protestujących kobiet stanie przed koniecznością podjęcia decyzji, czy urodzić czy dokonać aborcji, to wszystkie bronią prawa, które będzie obejmowało nas wszystkie i będzie dawało wybór. Od ostatniego czarnego marszu nie minęło wiele czasu, ale dość szybko okazało się, że choć poraził swych zasięgiem rząd, to był jedynie przygrywką. Za kilkanaście godzin odbędzie się następny. A potem, jeśli zajdzie potrzeba, jeśli nie zamilkną głosy, chcące odebrać kobietom prawo do aborcji, będą następne. W cieniu protestów kobiet rozgrywa się jeszcze jedna walka – walka o życie w normalnym kraju, kraju XXI wieku.

Nic o nas bez nas! To my ostatecznie zostajemy ze swoimi problemami i to my będziemy musiały zmierzyć się z sytuacjami, które Kościół Katolicki przy udziale władzy, narzucą nam, pozbawiając nas prawa do aborcji, które w większości przypadków jest niezwykle bolesnym wyborem. Jednak lepiej jest mieć ten wybór niż zostać go pozbawioną przez osoby, które mają zbyt ciasny umysł, by pewne rzeczy zrozumieć. Kobieta i tak zostanie sama z problemem, a krzyk zygoty przestaje być słyszany przez obrońców życia poczętego w chwili, w której kobieta nie może ciąży usunąć, choć jeszcze ma do tego prawo. Łatwo jest bronić idei, trudniej już jest zmierzyć się z ludzką tragedią. Gdzie są obrońcy życia poczętego, kiedy zrozpaczona matka patrzy na konające w męczarniach dziecko? Dziecko, które musiało urodzić się, bo odebrano jej prawo do niedopuszczenia do jego agonii. Dziecko, któremu można było zaoszczędzić powolnego konania zanim przyszło na świat. Nie widać obrońców życia przy szpitalnym łóżku dziecka, które kona w męczarniach. Nie zjawiają się, by mu ulżyć w cierpieniu, by powitać je na świecie i by szybko je pożegnać. Nie modlą się o cud, nie kwapią się do tego, by je przygarnąć. Większość z nich pewnie by odwróciła wzrok. Dla obrońców życia poczętego to dziecko już się nie liczy. Jego krzyk wyraźnie był słyszany w łonie, ale nie słyszą już jego płaczu, nie wsłuchują się w z trudem łapany oddech i coraz słabsze bicie serca. To dziecko jest jednak jak najbardziej prawdziwe dla pochylonej nad nim kobiety, która musiała je urodzić wbrew samej sobie. Na tym właśnie polegają piękne hasła obrońców życia poczętego. Na walce o zygotę, a nie na współczuciu wobec cierpienia i matki, i dziecka.

Nic o nas bez nas! Jeśli będzie taka potrzeba, wyjdziemy na ulice nie raz, nie dwa, a dziesiątki razy. Wyjdę i ja. Już raz udowodniłyśmy, że potrafimy. I niech zadrży każdy, kto uważa, że kobietę można zniewolić i pozbawić tego, co gwarantuje jej prawo. Jej krzyk będzie na pewno słyszalny równie mocno jak krzyk zygot. Tyle, że będzie dźwięczał w uszach, a nie w głowach obrońców życia poczętego. Pozwólmy, aby każda z nas żyła w zgodzie z własnym sumieniem, własnymi przekonaniami. Tylko tyle i aż tyle.

Należy w końcu zrozumieć, że aborcja to nie przymus a prawo do wyboru. Prawo do wyboru, przysługujące każdej kobiecie, która musi zmierzyć się z realną sytuacją w realnym świecie. Która musi podjąć decyzję w oparciu o swoje sumienie, swoje emocje i rozsądek. Która musi wybrać mniejsze zło. Tylko ona stanie twarzą w twarz z własnym dramatem i nikt za nią z tym nie będzie musiał się zmierzyć. Wypadałoby uszanować jej dramat i uszanować decyzję, którą podejmie. No właśnie, wypadałoby…

Print Friendly, PDF & Email

REKLAMA

Tarot dla Ciebie

4 Komentarze

  1. Nic dodać, nic ująć. W pełni się zgadzam. Każdy człowiek sam odpowiada za swoje sumienie i czyny, ponieważ jest istotą wolną, a tą wolność nadał mu sam Stwórca. Dekalog jest zbiorem zasad moralnych chrześcijanina, nie jest natomiast kodeksem karnym, jest kierunkowskazem a nie nakazem, za złamanie którego może grozić klątwa czy więzienie.

  2. Dekalog jest zbiorem zasad moralnych chrześcijanina, nie jest natomiast kodeksem karnym, jest kierunkowskazem a nie nakazem, za złamanie którego może grozić klątwa czy więzienie.
    czasami aż żałuję, że nie. wtedy połowa pisu i 3/4 oligarchii kościelnej by siedziało.

Komentowanie jest wyłączone.