Niebezpieczne plagiaty

REKLAMA

Niebezpieczne plagiaty

Najpierw w portalu Na Temat, a potem w Newsweeku pojawiły się informacje, pierwotnie odnalezione przez internautów, a potem sprawdzone przez dziennikarzy, że niejaki Sumliński (rzekomo dziennikarz) pisząc książkę o prezydencie Bronisławie Komorowskim, pełnymi garściami czerpał z klasyki kryminału i sensacji. Przepisywał akapity z Alistaira MeacLeana, Raymonda Chandlera i Stiega Larssona.
Jako pierwszy zauważył plagiat tłumacz języka angielskiego, a prywatnie miłośnik Chandlera.

Podłogę pokrywało brudne brunatne linoleum, a w powietrzu wisiał odór starych niedopałków od cygar. Nulty miał wystrzępiona koszulę, a mankiety marynarki podwinięte do środka.(“Żegnaj laleczko, R. Chandler)

Podłogę pokrywało brudne brunatne linoleum, a w powietrzu wisiał odór starych niedopałków. Aspirant miał wystrzępiona koszulę, a mankiety marynarki podwinięte do środka (“Niebezpieczne związki”, J. Sumliński)

Potem za dzieło Sumlińskiego zabrali się internauci oraz dziennikarze, a warto pamiętać, że dziś nie trzeba ręcznie z ołówkiem w ręku przewracać książek kartka po kartce. Komputer zrobi to precyzyjnie za nas i na dodatek zajmie mu to bardzo niewiele czasu. Okazało się, że skopiowanych akapitów jest dużo więcej. Bardzo dużo więcej.
Oto jeden z przykładów kopiowania Stiega Larssona i trudno uwierzyć, że przypadkowe:

W nocy napadało dużo śniegu, ale rano niebo się wypogodziło. Gdy wysiadałem z pociągu, uderzyło mnie przejrzyste, lodowate, morskie powietrze. Nadkomisarz przywitał mnie z dobrodusznym uśmiechem na peronie i szybko poprowadził do nagrzanego opla. W miasteczku trwało intensywne odśnieżanie. Mój informator manewrował ostrożnie między usypanymi przez pługi zwałami śniegu. Białe masy tworzyły dramatyczny kontrast z szarą Ustką, jak gdyby pochodziły z innego świata.

A tak pisał Stieg Larsson:

W nocy napadało bardzo dużo śniegu, ale rano niebo się wypogodziło i wysiadającego z pociągu Mikaela uderzyło przejrzyste i lodowate powietrze. Od razu zrozumiał, że ma nieodpowiednie do pogody ubranie. Dirch Frode przywitał go z dobrodusznym uśmiechem na peronie i szybko poprowadził do nagrzanego mercedesa. W miasteczku trwało intensywne odśnieżanie. Frode manewrował ostrożnie między usypanymi przez pługi zwałami śniegu. Białe masy tworzyły dramatyczny kontrast z szarym Sztokholmem, jak gdyby pochodziły z innego świata.

Ten plagiat postanowiłem zacytować, ze względu na to, że w sposób szczególny ukazuje nierzetelność Sumlińskiego, wręcz jego kompletne lekceważenie realiów i prawdy. Jednocześnie jest to dowód, że książka jest fabularnym knotem, który nie ma kompletnie żadnego związku z rzeczywistością.
Po pierwsze – wydarzenie miało rzekomo mieć miejsce 3 grudnia 2006 roku, a łatwo sprawdzić, że na całym Pomorzu, także i w Ustce nie było ani jednego płatka śniegu, bowiem temperatury panowały raczej jesienne. Po drugie Sumliński nie pofatygował się do Ustki, bo wiedziałby, że mało kto przyjeżdża zimą pociągiem. Do Ustki przyjeżdża się najczęściej autobusem miejskim ze Słupska (kursują co parę minut), ponieważ większość pociągów dalekobieżnych dojeżdża do Ustki tylko latem.

Prawdę mówiąc, to od lat żadne pociągi zimą nie kursują.

php
Jeśli kogoś interesują dalsze szczegóły, to warto zerknąć do poniższych linków:
– Na Temat (link 1)
– Na Temat (link 2)
– Newsweek
Sam autor, a może raczej plagiator tłumaczy się tak:

Autor “Niebezpiecznych związków” odniósł się do zarzutów wysyłając swoją odpowiedź do redakcji “Newsweeka”. Sumliński wspomina w niej, że “wielokrotnie podkreślał i nigdy nie krył, że w ostatnich książkach celowo i śladowo nawiązał do klimatu czy stylu klasyków, na których się wychowywał, wytwarzając na tej kanwie swój własny, indywidualny styl”. “A nie przyszło Panu do głowy, że jeżeli ktoś przeczytał wiele książek, często jedną i tę samą po wielokroć, to siłą rzeczy przyswaja pewne frazy?” – napisał dziennikarz.

Sumliński nie jest pierwszym, który popełnił plagiat i zapewne nie ostatnim. Choć w dzisiejszych czasach plagiat wykryć można niesamowicie łatwo, a uniwersytety mają nawet wyspecjalizowane oprogramowanie do wykrywania plagiatów, to idących na łatwiznę adeptów nauki lub literatury wciąż nie brakuje. O santa simplicitas!
W zasadzie szkoda nawet czasu na zajmowanie się kolejnym plagiatem. Dlaczego zatem o tym piszę?
Otóż książka Sumlińskiego w oczach wielu przeciwników Bronisława Komorowskiego była utworem dokumentalnym, rzetelnym dziennikarstwem śledczym, które odkrywało ponure tajemnice jednego z najważniejszych polityków w kraju. Powtarzane przez rozmaite środowiska tezy z tej książki stały się powszechnie używanymi argumentami w wyborach prezydenckich. Sumliński stał się autorytetem korwinowców, kukizowców i wyborców PiS. Nie można zbagatelizować roli tego paskudnego paszkwilu i plagiatu na wynik wyborów prezydenckich w 2015 roku.
Tymczasem dziś okazuje się, że książka ta z dziennikarstwem śledczym nie ma nic wspólnego, jest nieudolnie splagiatowanym kryminałem, wykorzystującym prawdziwe nazwiska.
Tak niestety wygląda cała pisowska wizja świata, na którą dały się nabrać miliony wyborców. Od rzekomych związków Komorowskiego z tajnymi służbami PRL po histerię smoleńską. Plagiat i kłamstwo.

Niebezpieczne plagiaty
4/5

Print Friendly, PDF & Email

REKLAMA

Tarot dla Ciebie

4 Komentarze

  1. Ależ nie spodziewaliśmy się niczego innego. Wobec tych informacji, jaka jest wartość tej książki?
    A prawdą jest, że Bronisława Komorowskiego obrzucono straszliwą ilością gówna. Nikt chyba przed nim tego nie przeżył. Zaczęło się oczywiście od Kaczora i oskarżeń o zdradę państwa. Potem już poszło,

  2. Nie czytałem tej książki, choć miałem ją w rękach. Z reguły tego typu “bestselerów” nie czytuję, bo wiem, że to strata czasu i – najczęściej – paszkwil, pisany na zamówienie albo z chęci szkalowania kogoś. Jeżeli była pisana na zamówienie, to wiadomo czyje. Partia Jarosława znana jest doskonale z kłamstw, przeinaczeń, nierzetelności, pomówień, … Mniej się jednak w sumie dziwię PIS-owi, bo bezpardonowo walczył o władzę a bardziej licznym Polakom, którzy na te różne łotrostwa dają się nabierać. Szczególnie się dziwię ludziom młodym i niby wykształconym. Fakt, nie znali PIS sprzed ośmiu lat, tamtych jego zachowań i przekrętów, jednak każde wystąpienie Kaczora dobitnie pokazuje, jaki jest to człowiek. Wystąpienia innych tuzów tej partii również pokazują jej oblicze. Trzeba więc być człowiekiem złej woli albo ze słabo rozwiniętą mózgownicą, żeby tego nie widzieć.

  3. gorol 🙂 tylko bez komplementów w stronę PiS 🙂
    przecież określenie “KUREWSTWO” w stosunku do Brudzińskiego to stanowczo eufemizm.
    poza tym określenie to wiąże się z domyślnym bezpłatnym świadczeniem usług. Brudziński zaś bierze za to niezłe pieniądze.
    zaś co do Sumlińskiego…. więcej prawdy było w działalności Urbana niż jest w “dziennikarstwie śledczym” Sumlińskiego. Urban przynajmniej nie krył się ze swoją prostytucją.

Komentowanie jest wyłączone.