Politycy są jacyś inni

REKLAMA

Politycy są jacyś inni

Nie ma sensu dyskutować o wybuchających od czasu do czasu sensacjach w rodzaju: Czy Arłukowicz kpi z wyborców lub czy Szydło jest blisko ludzi, gdy przemawia, stojąc na dziwacznym niebieskim podeście. Takie wydarzenia w okresie wyborczym zdarzały się przedtem i będą się zdarzać obecnie. Nawet częściej, bo atmosfera jest gorętsza niż kiedykolwiek przedtem. Nic dziwnego, spora część ludzi właśnie teraz odkryła jak bardzo ważne są te wybory, które nas czekają jesienią.

Dla wielu z nas Polska jest dziś tonącym okrętem, na którym jedynym adekwatnym do sytuacji będzie wezwanie: wszyscy do pomp, to zachowanie polityków wydaje się chwilami niebezpieczne. Jeśli mała partia, którą jest PSL, chce narzucić innym swoją narrację, to robi się groźnie.

Trzymając się porównania, wszyscy biegną do pomp, a PSL mówi, że musi się zastanowić. Że nie będzie pompować razem z Biedroniem, ani Czarzastym. Nie podoba im się sweterek Czarzastego, ani przedziałek Biedronia. Ktoś tam z PSLu mówi nawet, że może spróbują ratować statek, razem z tymi, co go zatapiają. Ma bowiem nadzieję, że jak PSL dołączy, to oni wtedy mniej będą zatapiać. Jeszcze bardziej kuriozalne wydają się działania partii „Razem”. Choć to już całkiem inna historia.

Politycy rządów PiS nie odczuwają tak samo jak zwykli ludzie. Nie są uczniami, którzy nie mogą się dostać do szkół, bo jest o połowę za mało miejsc. I nie są emerytami, którym brakuje na jedzenie, gdy już wykupią leki. Samozatrudnionymi, którzy narażeni są na szykanujące kontrole i płacą coraz wyższe daniny, aby ktoś inny dostał 500+, też nie są. Miliony Polaków zaczynają odczuwać realnie działania Dojnej Zmiany, a politycy nadal liczą, że przeczekają, że w końcu kiedyś coś drgnie i PiS przegra. Dlatego tylko mocna akcja wyborców jest w stanie zmusić ich do zmiany poglądów. Częściowo tak się stało w wyborach do europarlamentu.

Nie oszukujmy się jednak. Wyborcom, którzy deklarują się po stronie opozycji też brakuje instynktu samozachowawczego. Jedni deklarują, że owszem są przeciw PiS, ale Schetyna im się nie podoba. Żądają zmiany, bo jak nie, to się obrażą. Inni wieszali psy na Biedroniu, bo do eurowyborów startował osobno. Jak teraz Biedroń zmądrzał i chce rozmawiać o koalicji, to nadal im się to nie podoba. Mam wrażenie, że spora część opozycji gra, każdy o własną pietruszkę. Coś tam próbują ugrać niedobitki KODu, choć tak naprawdę nie mają żadnego znaczenia. Obywatele RP wymyślili sobie prawybory, choć nie ma na nie ani czasu, ani pieniędzy, ani koncepcji organizacyjnej. A czas ucieka. Na polecenie prezesa Adrian może ogłosić je w ostatnim możliwym momencie w pierwszym możliwym terminie. Czyli na prawdziwą kampanię zgodnie z prawem byłoby mniej niż dwa miesiące.

Czasem mam wrażenie, że polski wyborca opozycyjny jest jak epuzer w starym dowcipie. Pewien młody człowiek z zamożnej rodziny miał się żenić, więc swatano mu najpiękniejsze panny. A ponieważ mógł przebierać, jak w ulęgałkach, to stał się bezczelny. Pewnego razu powiedział, że kota w worku to brać nie będzie i kolejną pannę zażyczył sobie zobaczyć w stroju Ewy. Zainteresowani rodzice się zgodzili z bólem serca, bo partia była świetna. Młodzieniec wszedł do pokoju panny i nie wychodzili przez dwie godziny. Gdy wyszedł, stwierdził: „Nos mi się nie podoba”.

Drodzy czytelnicy. Od lat wiedzieliście, co się dzieje i jakie są partie opozycyjne. Mieliście wiele okazji na swoje własne działania. Nie mówcie teraz, że wam się nos nie podoba. Bo przyjdzie prezes Kaczyński z kumplami i tak was wydyma, że Polska się nie podniesie przez pół wieku. Głosujcie na koalicję, która będzie największa. Bo w tej chwili nie chodzi o nos, czy ucho, chodzi o wszystko. Albo przyczynimy się do zwycięstwa opozycji, jakakolwiek by nie była, albo następne wybory będą już tylko formalnością.

Print Friendly, PDF & Email

REKLAMA

Tarot dla Ciebie