Zjazd po równi pochyłej

REKLAMA

Od czasu, kiedy Prawo i Sprawiedliwość, po ośmiu latach porażek, wygrało wybory z wynikiem gwarantującym większość sejmową, minęło prawie półtora roku. Po wyborach wyniki sondażowe były imponujące jak na partię, która kilka lat wcześniej rządziła i swoje rządy zakończyła po zaledwie dwóch latach, a Jarosław Kaczyński, będący wówczas premierem, musiał podać rząd do dymisji. To z kolei zaowocowało przyspieszonymi wyborami i zwycięstwem Platformy Obywatelskiej. Po ośmiu latach Polacy jednak zapomnieli o tym, w jaki sposób PiS rządziło, zapragnęli zmiany i dali się zwieść populistycznym hasłom, które padały w kampanii wyborczej w roku 2015. Trzeba jednaj przyznać, że PiS doskonale wiedziało, co utrzyma poparcie dla partii i wprowadziło swoje sztandarowe obietnice, a więc program 500+ i obniżenie wieku emerytalnego, w życie. Wbrew przestrogom ekonomistów i analityków, którzy mają znacznie szersze spojrzenie na konsekwencje tych programów w dalszej przyszłości, a nie tylko na najbliższe lata.

W październiku 2015 roku sondaże były przychylne dla Prawa i Sprawiedliwości. Wyglądało to imponująco, prawda?

Wtedy jeszcze jakoś zwolennicy PiS nie zwracali uwagi, że partia łamała obietnice wyborcze. Choćby złożone przez Beatę Szydło w trakcie kampanii zapewnienie, że Antoni Macierewicz ministrem w jej rządzie nie będzie. Bo został ministrem Obrony Narodowej i na tym stanowisku jest niezatapialny. Choćby obietnica, że 500 zł będzie na każde dziecko – okazało się, że nie na każde, a wyborcy po prostu źle zrozumieli słowa pani premier. Choćby zapewnienie, że obniżenie wieku emerytalnego nie odbije się znacząco na wysokości emerytur. Już dziś wiadomo, że emeryci, którzy przejdą wcześniej na emeryturę niż za rządów PO, odczują to w portfelach.

Rok 2016 był pasmem wątpliwych sukcesów rządu PiS. Wyliczę tu te najistotniejsze dla Polski:

  • Rozmontowanie Trybunału Konstytucyjnego i obdaszenie go osobami oddanymi partii rządzącej. PiS uznał, że TK chce blokować „dobrą zmianę”, a więc działać na szkodę suwerena, a więc postanowił, że jego orzeczenia nie będą respektowane przez rząd i publikowane. Teraz, kiedy w TK zasiadają lojalni i poddani, nie ma problemów ani z publikacją orzeczeń, ani z ich wykonywaniem. Bo wszystko, co jest zgodne z wolą PiS, jest zgodne z Konstytucją. A że nie jest, to już inna bajka.
  • Łamanie Konstytucji. Konstytucja uznana została jako relikt przeszłości i pozostałość po poprzednim systemie, więc PiS zmienia ją poprzez rozmaite uchwały i ustawy, a w ostatnich dniach coraz głośniej mówi o tym, że Konstytucję trzeba zmienić. Bo jest postkomunistyczna.
  • Ubezwłasnowolnienie prezydenta. Formalnie prezydent jest, tu się pojawia, tam się pojawia, ale jest całkowicie uzależniony od decyzji partii. Warto przypomnieć, że obecny prezydent żartował ze swojego poprzednika, mówiąc, że jest strażnikiem żyrandola. Sam stał się przedłużeniem długopisu, którym podpisuje wszystko, co podsuwa mu rząd. Łamiąc niejednokrotnie Konstytucję, na której straży miał stać. Mamy więc prezydenta-wydmuszkę, który spędza czas na nartach, wygłaszaniu płomiennych przemówień z wplecionymi w nie żartami, z których sam się śmieje i który stał się pośmiewiskiem dla suwerena. Aż żal na to patrzyć.
  • Demontaż armii. Na skutek działań Antoniego Macierewicza z wojska odeszli generałowie i wyżsi rangą oficerowie. Armia jest przez to osłabiona, ale prezydent nie widzi tu problemu. Obiecane wyposażenie wojska też jakoś nie zostało zakupione, a minister co jakiś czas składa obietnice, że już niebawem wojsko otrzyma nowe śmigłowce. I na tym się to kończy.
  • Deforma szkolnictwa. PiS postanowiło wygasić (zlikwidować gimnazja), widząc w nich niemal całe zło, którym przesiąka polska młodzież. Akurat w sytuacji, w której gimnazja zaczęły funkcjonować na tyle prężnie, że uczniowie z Polski zdobywają liczne nagrody w międzynarodowych konkursach i klasyfikują się dość wysoko w rankingach. PiS zapominało, że szkoła ma uczyć, a nie wychowywać. Deforma szkolnictwa nie tylko cofnie szkoły do czasów komunizmu, ale także ma na celu ukształtowanie nowego pokolenia – pokolenia prawdziwych patriotów i katolików. To wartości, które będą przekazywane w systemie edukacji od lat najmłodszych aż po ukończenie szkoły średniej. Pociągnie również zwolnienia nauczycieli, choć na razie minister Edukacji Narodowej zapewnia, że tak nie będzie. Wiele szkół zostanie zamkniętych.
  • „Misiewicze i Pisiewicze”, a więc obsadzanie stanowisk państwowych krewnymi, znajomymi, osobami bez kompetencji. Twarzą tego stał się pupil Antoniego Macierewicza, Bartłomiej Misiewicz, mający problem z ukończeniem studiów, wyciągnięty z jakiejś apteki. Przed Misiewiczem salutowali generałowie i oddawali mu honory równe ministrowi. Warto przypomnieć, że za takie działania PiS krytykowało poprzedni rząd. Teraz nie widzi w tym niczego złego. O rodzinę i znajomych trzeba dbać, a dbają na tyle dobrze, że nawet zmieniają przepisy, by umożliwić im objęcie stanowiska. Trzeba przyznać, że i za poprzedniego rządu takie przypadki miały miejsce, ale nie na taką skalę, na jaką dzieje się to za rządów PiS.
  • Destrukcja środowiska naturalnego. Słynna już ustawa o wycince drzew ministra Szyszko, zgoda na wycinkę Puszczy Białowieskiej, zgoda na przetrzebienie populacji niektórych ptaków i ssaków. To chyba suwerenowi najbardziej rzuca się w oczy, bo pnie po ściętych drzewach nadal straszą w miastach.
  • Zaniechanie refinansowania programu in vitro przez państwo. Ogólnie zmiany w działaniu Ministerstwa Zdrowia jakoś dziwnie uderzają w kobiety. Rząd od ponad roku stara się różnymi drogami ograniczyć dostęp do antykoncepcji i zaostrzyć prawo antyaborcyjne. Na razie stara się, ale wiadomo, w jakim kierunku to zmierza, tym bardziej, że ograniczono dostęp do „pigułki dzień po”. Lekarze coraz częściej zasłaniają się klauzulą sumienia, a kobiety mają rodzić siłami naturalnymi. Ministerstwo Zdrowia chce znacząco ograniczyć dostęp do cesarskiego cięcia na życzenie pacjentki.
  • Temat rzeka – katastrofa smoleńska. Rząd powołał nową komisję smoleńską, złożoną z ekspertów Antoniego Macierewicza (tak, tak, tych od puszek po piwie i wybuchających parówek). Ustalenia poprzedniej komisji zostały uznane za nieważne. Komisja pochłania ogromne nakłady finansowe i przez ponad rok czasu niczego nie udowodniła. A wręcz przeciwnie – wycofuje się z teorii o zamachu, uznając, że katastrofa była celowym działaniem kontrolerów w Smoleńsku. Powstanie nowej komisji pociągnęło za sobą dramat rodzin smoleńskich – prokuratura zarządziła ekshumację niemal wszystkich, którzy zginęli 10 kwietnia 2010 roku. Niezależnie od tego, czy rodzina wyraża na to zgodę czy nie. A miesięcznice trwają nadal i nadal prezes Kaczyński zapewnia, że jesteśmy coraz bliżej prawdy i Polska niedługo będzie wolna.
  • Działania rządu na arenie międzynarodowej, a zwłaszcza w ramach Unii Europejskiej. Nie można za wybitne osiągnięcie uznać odkrycia przez ministra Spraw Wewnętrznych nowego państwa, którego nie ma na mapach świata i podjęcie z nim rozmów dyplomatycznych. PiS swoją postawą zniechęciło do siebie całą Unię i sprzeciwiło się przedłużeniu kadencji Donalda Tuska. Polska zaczyna wypadać poza margines wspólnoty i można nawet pomyśleć, że rząd nie tylko działa na szkodę kraju, ale również przymierza się do wyjścia z UE. Oby to skończyło się tylko na przymiarkach, choć długo jako państwo będziemy odbudowywali swoją pozycję w polityce międzynarodowej. Na pewno tej pozycji nie odzyska obecny rząd.
  • Przejęcie telewizji publicznej i uczynienie z niej narzędzia do indoktrynacji obywateli. Tu nawet Korea Północna mogłaby się czegoś nauczyć o tym, jak należy manipulować faktami, by przedstawiać rząd w jak najlepszym świetle, by każdą porażkę pokazać jako wielki sukces.

Długo by można tak wyliczać „sukcesy” rządu Prawa i Sprawiedliwości. Przez rok jednak sondaże utrzymywały się na poziomie korzystnym dla obecnego rządu. Zasadniczo przeciwnicy PiS drapali się niejednokrotnie w głowę, zastanawiając się, kto jeszcze, poza twardym elektoratem, chce głosować na tę partię. Po tych wszystkich wpadkach i niekorzystnych dla Polski działaniach. Tu pewnie zadziałały dwa czynniki. Wdrożenie programu 500+, którego znacznie rząd podkreślał i nadal podkreśla przy każdej okazji, i fakt, że przez pierwszy rok każdy rząd utrzymywał dość wysokie poparcie. Po roku czasu słupki sondażowe zazwyczaj zaczynały topnieć.

I tak stało się teraz. Poparcie dla PiS spada, a rośnie poparcie dla Platformy Obywatelskiej. Polacy przypomnieli sobie również o lewicy, która w ostatnich wyborach znalazła się poniżej progu wyborczego i musiała opuścić Sejm i Senat. Najwięcej straciła jednak Nowoczesna.

Na razie od kilku tygodni Prawo i Sprawiedliwość traci. Zapewne złożyło się na to wiele czynników, a może po prostu wdzięczność suwerena za 500+ zmieniła się w przyzwyczajenie i uznanie, że to się należy jak psu buda? Jedno jest pewne – daje to nadzieję na przyszłe wybory i trzeba trzymać kciuki za to, by PO nie zaprzepaściła szansy, którą najprawdopodobniej znów dostanie od suwerena. A rząd? Cóż… chyba lekceważy w swojej bucie wyniki sondażowe, bo przymierza się do zmiany Konstytucji i ubezwłasnowolnienia sądów. A to już równia pochyła ku upadkowi. PiS najwyraźniej po raz kolejny chce się przekonać, że pycha kroczy przed upadkiem, a ten bywa bolesny. Obyśmy potrafili tym razem wyciągnąć odpowiednie wnioski z rządów Prawa i Sprawiedliwości, o których zapomnieliśmy po ich poprzednim dojściu do władzy.

Zjazd po równi pochyłej
7/5

Print Friendly, PDF & Email

REKLAMA