Tupolewizm

REKLAMA

Ludzie zejdźcie z drogi, bo Antoni jedzie…

Stara piosenka Skaldów w odświeżonej wersji ma nowy refren. Choć prawdę powiedziawszy, nie jeden Antoni tak jeździ. Ta formacja polityczna ma poważny problem w traktowaniu rzeczywistości. Gdy doszło do katastrofy w Smoleńsku, lotnicy z 36 pułku mówili, że w końcu musiało do tego dojść.

Dupa jest od srania, a pilot od lądowania.

To dość ordynarne stwierdzenie oddawało sytuację. Przede wszystkim dotyczyło to Lecha Kaczyńskiego, który nie uznawał odmowy wykonania polecenia przez pilota. Niejeden raz samoloty z prezydentem na pokładzie lądowały w fatalnych warunkach na wyraźne żądanie głównego pasażera, który chciał weekend spędzić nie w Warszawie, ale na Helu. Ten sam problem jednak dotyczył również innych polityków i sprawiedliwie będzie dodać, że nie tylko tych z PiS.

Po katastrofie w Smoleńsku powinno się zmienić wszystko. Jednak nie zmieniło się nic w postrzeganiu rzeczywistości przez PiS.
5 marca 2016 roku wystrzeliła opona w samochodzie Andrzeja Dudy. Auto znalazło się w rowie, prezydentowi nic się nie stało. Głosy prawicowych dziennikarzy i internetowych komentatorów mówią o kolejnym zamachu. Okazało się, że pancerne auto – po pierwsze – jechało nie tam gdzie trzeba i z dużo większą prędkością niż powinno. Po drugie, opona była kompletnie zużyta i przez ekipę wożącą wcześniej prezydenta przeznaczona do utylizacji, jednak w nowej ekipie Dudy, jakiś geniusz uznał, ze jeszcze można na niej pojeździć. Nowy komplet opon czekał w garażu.
Na początku grudnia podczas wizyty Beaty Szydło w Londynie zdarzył się kolejny akt tupolewizmu. Nie dość, że znów wbrew procedurom wielu członków rządu podróżowało jednym samolotem, to na dodatek pasażerów z dwóch samolotów chciano upchnąć w jednym podczas lotu powrotnego. Z miejscami stojącymi! Na szczęście pilot był mądrzejszy od członków rządu. Na pokładzie zbyt ciężkiej maszyny mają się znaleźć: szefowa rządu Beata Szydło, wicepremier Mateusz Morawiecki, szef MON Antoni Macierewicz, szef MSZ Witold Waszczykowski, szef MSW Mariusz Błaszczak i jeden z najważniejszych oficerów w polskiej armii generał Marek Tomaszycki (Dziennik)

Warunki naturalne nie dopasowały się do potrzeb pierwszego pasażera.

No i dochodzimy do wypadku Antoniego Macierewicza. Dlaczego się zdarzył? Nie dlatego, że za szybko jechali. Oni za nisko lecieli. Tak mówią złośliwi. Odcinek na którym kolumna aut ministra jechała z prędkością 130 km/h trudno pokonać jadąc z prędkością o połowę mniejszą.
Dziś kolejna informacja. Pękła opona w samochodzie ministra Gowina, a pomimo to samochód przejechał jeszcze 100 km. Tak pisze „Rzeczpospolita”. Gowin zaprzecza i coś tam wyjaśnia, ale czy ktokolwiek już dziś wierzy politykom obozu rządzącego? Żyjemy już nie tylko w oparach absurdu, ale w stadium głębokiego obłędu rządzących.

Więcej o tupolewizmie tutaj.

Print Friendly, PDF & Email

REKLAMA

Czytaj, oglądaj, słuchaj.