Inflacja

REKLAMA

Inflacja

Skąd ta inflacja? Z kręgów zbliżonych do partii Kaczyńskiego słychać, że winna jest pandemia, Unia Europejska, Putin, wojna Rosji z Ukrainą, ale w żadnym wypadku nie jest winien rząd. Przyjrzyjmy się zatem temu zjawisku. Spróbujmy opisać w prostych słowach. Najogólniej mówiąc, jest to proces wzrostu przeciętnego poziomu cen w gospodarce, a skutkiem tego procesu jest spadek siły nabywczej pieniądza krajowego. To z kolei oznacza pogorszenie warunków życia przede wszystkim dla biedniejszej części społeczeństwa. Inflacja nie jest dopustem bożym, ani zjawiskiem przyrodniczym. Jest spowodowana przez konkretne czynniki, najczęściej związane z ekonomiczną działalnością władzy.

Ukryty podatek

Niektórzy ekonomiści nazywają inflację ukrytym podatkiem. Konsumenci płacą coraz więcej za kupowane towary, więc sumy wpływające do budżetu państwa są coraz wyższe. W 2021 roku wpływy te stały się o blisko 50 mld złotych większe niż w roku poprzednim już we wrześniu. Obywatele tracą, bo ich dochody pozwalają na coraz mniejsze zakupy. Rząd zyskuje nominalnie, poprawiają się wskaźniki ekonomiczne, pozornie zmniejsza się deficyt budżetowy. Obywatele mają jednak problemy na różnych płaszczyznach, ponieważ nominalne wydatki socjalne np. na służbę zdrowia lub edukację oznaczają w praktyce zubożenie tych dziedzin. To oznacza również ograniczenie inwestycji państwa, bo np. drogi kosztują drożej niż wcześniej przyznane na ich budowę pieniądze.

Bieda

Najbogatsi dadzą sobie radę. Ekonomiści mówią słusznie, że inflacja jest podatkiem, który płacą biedni. Wśród biedniejszej ludności większa część wydatków to żywność. Jeśli zamożny obywatel przeznacza na żywność 20% dochodów, to odczuje inflację mniej, niż biedny, który na żywność przeznacza 50% swoich dochodów. Biedniejsza część społeczeństwa zaczyna mieć problemy z zaspokojeniem nawet podstawowych potrzeb życiowych.

Jak to się zaczęło

Powtórzmy jeszcze raz, inflacja nie jest bożym dopustem, ani zjawiskiem przyrodniczym, ani też gwałtowną epidemią jakiejś choroby. Ma swoje przyczyny. W skali krajowej zwykle związana jest z niewłaściwą polityką ekonomiczną rządu i banku centralnego. Do przyczyn inflacji należy: nadmierne zwiększanie podaży pieniądza poprzez jego emisję przez bank centralny. W Polsce (i nie tylko) inflacja była związana z pandemią. A dokładniej z nadpodażą pieniędzy, które wypuścił na rynek rząd. Piotr Szumlewicz, dziennikarz i lewicowy działacz związkowy twierdzi:

Nadmiar pieniądza na rynku nie wynika z rozbuchanych płac ani nadmiaru kredytów, lecz z chaotycznego rozdawnictwa pieniędzy dla firm w ramach tzw. tarcz antykryzysowych.

Podczas pandemii rząd przelał na konta przedsiębiorców ogromną kwotę ponad 200 mld zł. To była niespotykana skala rozdawnictwa, a środki trafiły do wielu firm, które wcale nie potrzebowały pomocy. Za to nie trafiły do wielu drobnych przedsiębiorców, których firmy przez to upadły. Wiele miliardów w całkowicie chaotyczny sposób wydano w służbie zdrowia na tzw. dodatki covidowe, które często otrzymywali nie ci, co powinni. Zatem powodem inflacji nie był nadmiar udzielanych tanich kredytów, ani rosnące w niekontrolowany sposób płace. Za to na kontach firm pojawiło się dużo pieniędzy, a jednocześnie PKB spadł o 2,5%, zaś płace wzrosły zaledwie 1,7%. Spadła też stopa inwestycji. A przez ponad rok, pomimo już rosnącej inflacji, stopy procentowe zostały obniżone przez RPP do poziomu najniższego w historii, 0.1%.

Czy rząd jest niewinny

Już w 2020 roku Polska miała największy wskaźnik inflacji w Unii Europejskiej. Spora część pieniędzy z tarcz inflacyjnych posłużyła wyłącznie konsumpcji. Drugi powód inflacji pojawił się dopiero w związku z wojną i nie można na wojnę zwalić wcześniejszej blisko 10% inflacji: niespodziewany i gwałtowny wzrost kosztów produkcyjnych (np. surowców energetycznych). Z drugiej strony ceny ropy nadal są niższe niż dziesięć lat wcześniej, a ceny detaliczne wyższe. Dlaczego? Otóż wszystkie koncerny państwowe z branży energetycznej zwiększyły swą marżę. Przez to zyski odprowadzane do skarbu państwa są dużo większe. Ale te zyski napędzają inflację. Gdy drożeje energia, drożeć będzie wszystko.

Kolejna przyczyna inflacji: niezrównoważony budżet państwa. Znów jest to wina rządu. Pomimo rosnącej inflacji Bank centralny nie robił nic. Doszło nawet do tego, że grał na dalsze osłabienie złotówki, bo to było korzystne dla eksporterów, a co za tym idzie dla wpływów podatkowych. Stopy procentowe zaczęły rosnąć dopiero pod koniec 2021 roku.

W tym samym czasie jakość usług publicznych spadała, administracja pogrążała się w chaosie, trwało osłabianie samorządów, a inwestycje publiczne ograniczały się do rozdawania pieniędzy nominatom partyjnym. (Piotr Szumlewicz)

13,9 proc. – w takim tempie rosły ceny w maju. To najwięcej od 1997 roku – rekord ćwierćwiecza. Wzrost cen w Polsce jest rekordowo wysoki na tle innych europejskich krajów. To po części wina Glapińskiego i Morawieckiego. (Anna Popiołek, Gazeta Wyborcza)

Dlaczego jednak wina Glapińśkiego i Morawieckiego. Jeden ze znanych ekonomistów obrazowo zilustrował to takim oto komentarzem. Sytuacja przypomina pędzący samochód. Morawiecki naciska na gaz, dosypując pieniędzy, zaś Glapiński zaciąga ręczny hamulec podwyższając stopy procentowe. To się musi skończyć dachowaniem. Podwyżki stóp procentowych nastąpiły zbyt późno. A efekty dotkną głównie kredytobiorców i to nie wszystkich. Płacą ci, którzy wzięli kredyty mieszkaniowe, a innym własne mieszkanie odjechało w siną dal. Konsumpcyjnie te stopy niedużo zmienią, bo w Polsce nie mieliśmy do czynienia z „przegrzaniem” kredytowym. A na dodatek wciąż w grze są ogromne pieniądze, które bez ładu i składu uruchomił rząd.

Walka Morawieckiego z Glapińskim

Morawiecki zapowiedział zmiany w „Polskim ładzie”, które mają być korzystne dla podatników, bo wchodzą w życie w trakcie roku podatkowego. To jest rzecz, która się dotąd nie zdarzała. Nie wszyscy skorzystają tak samo, zniknie bowiem tzw. ulga dla klasy średniej. Niektórzy zyskają więcej, inni kilka złotych. Ale globalnie więcej pieniędzy zostanie w portfelach, a jest to czas, gdy podatki powinno się podnosić, a nie obniżać. Glapiński i RPP muszą działać w tej sytuacji przeciw rządowi. Jednak podwyższanie stóp ma po pierwsze efekt mocno opóźniony, a po drugie może doprowadzić do stagflacji. Tak, czy inaczej, perspektywy są mało optymistyczne.

5/5 - (1 vote)
Print Friendly, PDF & Email

REKLAMA

Czytaj, oglądaj, słuchaj.

1 Komentarz

  1. Tylko całkowity gospodarczy PiSdziec i hiperinflacja jak z 1989 mogą uratować Polskę. Skurwerenowi musi zabraknąć na chleb, wódę i kiełbę. Wtedy pogoni PiSbolszewię widłami.

Komentowanie jest wyłączone.