Jesteśmy stadem dożynanych wilków

REKLAMA

Czy wiecie, że jakaś dziunia z Niezależnej. pl groziła mi, że mnie Błaszczaki i Kamińskie znajdą nawet w Hiszpanii za znieważanie prezydenta Dudy? Wyślą za mną pewnie oddział cieni? Ach, co za zaszczyt! Ja się mogę tylko pośmiać, chociaż coraz częściej jest to śmiech histeryczny.
Pod wczorajszym zdjęciami z wizyty Donalda Trumpa czytamy, że mamy już taką pozycję w świecie, że cytuję:

Potrzeba Tylko Zdrajców Polski Zlikwidować jak się nie Uspokoją…*

Czy to nie przypomina dożynania watahy, o które to symboliczne stwierdzenie PIS tak bardzo się piekli?
Bywają także tacy, przyjaciele będący po tak zwanej naszej stronie, którzy mi zwracają uwagę, że za często piszę, za dużo postów wrzucam na ich grupę i jest to już nudne. A w dodatku zbyt dosadnie wyrażam się na temat osób, będących u sterów naszej kochanej Ojczyzny.
Ha, ha, ha, my tu, Drodzy Delikatni Bojownicy Niedzielni, prowadzimy prawdziwą, regularną, medialną wojnę! Nie zakładamy sobie, że będziemy walczyć tylko we wtorki i piątki. Jest wróg, jest bitwa, rzuca się wszystko, zaniedbuje posiłki, skraca sen, odkłada wszystko na potem. Zdawałoby się, że są w Polsce dwie rzeczywistości: Jedna to ludzie prawo myślący, czy myślący w ogóle, druga to rzeczywistość zwolenników PiSu wraz z przywódcami. Ale, jeśli się dobrze przyjrzeć, tych rzeczywistości jest znacznie więcej.

Może mam rację, może nie, ale ja jestem radykałem. Nie chcę czekać do wyborów, by wróciła normalność. Chcę PiS odsunąć już dziś, już teraz. Pewnie mi się mój plan nie powiedzie, bo ciągle jest w Polsce więcej ludzi obojętnych, nie spostrzegających nadchodzącego kataklizmu… I pewnie jeszcze to wszystko potrwa kilka lat, a i cenę przyjdzie nam zapłacić wysoką. Ale to nie oznacza, że warto zmarnować choćby jeden dzień, nie wypowiedzieć choćby jednego ważnego słowa… a więc mówię… chociaż może czasami jestem już nudna. Nigdy nie przestane nawoływać do walki. Zawsze będę odliczać czas między jedną a drugą miesięcznicą, między jednym a drugim wybrykiem członków rządu. Bo wiem, że kielich goryczy ma określoną pojemność i kiedyś dołożymy do niego kroplę, która wywoła rewolucję.

A dziś wszystkim Państwu, którzy rozważają jeszcze w swym sumieniu udział w następnym proteście na Krakowskim Przedmieściu, przypominam tylko, że czas już się obudzić i dołączyć do szeregu, niezależnie, po której stronie barykady chcą Państwo stanąć…
PiS, ze względu na wizytę Trumpa, nie zdążył tym razem poczynić odpowiednich przygotowań, nie wyciągnął kilku kolejnych trupów smoleńskich z trumien, nie policzył ilości rąk i nóg (chociaż może za wcześnie się cieszę, bo mają jeszcze 2 dni, na podgrzanie atmosfery).
Mimo to napięcie rośnie, ze względu na zapowiedź udziału w proteście Lecha Wałęsy. PiS zapowiada, że da byłemu prezydentowi ochronę pisowskiego BOR-u, by broniła Wałęsę przed PiSowską policją. Bardzo chętnie to niezwykłe zjawisko zobaczę, bo to przypomina chorobę hashimoto, kiedy system immunologiczny walczy z własnym organizmem.

Ale tak, już całkiem na poważnie. Chciałam, w związku z kolejną miesięcznicą, przedstawić Państwu pewien komentarz, który znalazłam na moim blogu, pod wpisem dotyczącym poprzedniej szopki smoleńskiej. Tekst jest anonimowy, a więc go anonimowo udostępniam.
Miałam to zrobić w niedzielę, ale postanowiłam, że dam Państwu aż 2 dni czasu, na pomyślenie o tamtych wydarzeniach, niezależnie po której stronie barykady spotkamy się 10 lipca…

Szanowni Państwo
Jestem w posiadaniu zdjęć ze Smoleńska, których nie wyobrażam sobie publikacji. To co piszę, wynika tylko z ostatniej konferencji prasowej prokuratora Pasionka w dniu 1_06_2017.
Nie chcę nikogo obrażać ani jego uczuć w stosunku do osób, które zginęły w Smoleńsku. Napiszę tylko to…
Trzeba mieć trochę empatii w sobie do ludzi będących w gorszym położeniu od siebie. Poza tym trochę wiedzy o lotnictwie, przepisach i zasadach oraz rygorach wykonywania lotów samolotami. Nigdy i nigdzie, w żadnym kraju na dowolnym kontynencie nie ma przepisu, który pozwoliłby kapitanowi statku powietrznego na złamanie procedur obowiązujących przy podejściu nieprecyzyjnym ! ( W powyższych procedurach podejście końcowe rozpoczyna się w pozycji FAF – Final Approach Fix. Zniżanie trwa do osiągnięcia DA/H. Jeżeli na tej wysokości nie ma kontaktu wzrokowego z terenem, pilot przerywa zniżanie, utrzymuje wysokość określoną jako DA/H do momentu osiągnięcia punktu MAPt – Missed Approach Point, następnie wykonuje procedurę po nieudanym podejściu. Podobnie postępuje, jeżeli do MDA/H nie otrzymał zezwolenia na lądowanie (nawet jeśli ma kontakt wzrokowy z terenem i widzi drogę startową lub lotnisko lądowania). Przy żadnym zresztą, w zależności od stanu oprzyrządowania lotniska! W zależności od dopuszczenia kapitana do wysokości decyzji i procedur danego lotniska, przy braku widoczności pasa, KAPITAN JEST ZOBOWIĄZANY DO ODEJŚCIA i podejmowania dalszych decyzji na drugim kręgu! To jest procedura życia i śmierci! Tu nie ma co dywagować, to są procedury lotnicze, od których zależy życie co najmniej pilotów i załogi, na pasażerach statku powietrznego skończywszy. W Smoleńsku wszystko to zostało złamane, począwszy od nieznajomości kapitana konfiguracji terenu przed podejściem do pasa, nie wiedział, że przed główka pasa teren obniża się o ok 70m, nierozpoznania warunków meteo na lotnisku, pilot nie ma prawa, nawet w porozumieniu z kontrolą podejścia, na lądowanie dopóki nie zobaczy ziemi i nie zawiadomi o tym kontroli podejścia, która wtedy i tylko wtedy może wyrazić zgodę na lądowanie! Kapitan TU-154M leciał na radiowysokościomierzu, który podawał odległość do ziemi, nie do główki pasa! W związku z czym wlecieli w ok 70m uskok terenu tuz przed lotniskiem!
Wysokość do wysokości główki pasa powinien podawać wysokościomierz barometryczny, który został wcześniej, wg stenogramów, skalibrowany na ciśnienie na pasie SMOLEŃSK SIEWIERNYJ.
Opieranie się na komunikatach kontroli, wieży, że jest na kursie i ścieżce nie upoważniało go do podjęcia decyzji o lądowaniu przy braku widoczności ziemi, pasa! On nie powinien tam w ogóle być!
W związku z tym nasuwa się racjonalne raczej pytanie?
DLACZEGO KAPITAN TU-154M LECIAŁ TAK NIERACJONALNIE W RAMIONA ŚMIERCI Z 96 OSOBAMI NA POKŁADZIE?
Odpowiedź wg mnie jest prosta. Ktoś wytworzył psychiczną presję na załogę statku powietrznego, związaną z obecnością prezydenta w Katyniu o ustalonej wcześniej porze!
Kto to mógł jedynie zrobić, kto miał tak proste i wpływowe relacje z prezydentem, kto mógł czuć się zagrożony w razie niepowodzenia tej tak spektakularnej wizyty?
Kto rozmawiał z prezydentem kilka minut przed podejściem do lądowania?
Szanowni Państwo, proszę nie szukać daleko, najgorzej zawsze wychodzi się w rodzinie!
I tu będę szczery, szczery do bólu, mam nadzieję, że lubicie mielone 😉
Część z was kupuje gotowe z marketów, ale cześć lubi zmielić samemu. Wkładacie wtedy mięso, karkówkę, szynkę, łopatkę w otwór WILKA i otrzymujecie… MIELONE!
Tak właśnie wyglądała katastrofa w Smoleńsku 🙁

Uprzejmie dziękuję autorowi za ten komentarz, który mną wstrząsnął i mnie poruszył dogłębnie. Widać, że to wypowiedź osoby, która nie jest w sprawach lotniczych laikiem i dokładnie wie, co mówi. Każdy z nas, gdzieś w podświadomości wie to wszystko, ale dopiero cudze słowa wyciągają te nasze wyobrażenia do świadomości. Zostawiam Państwa z tym tekstem i z refleksją dotyczącą kontrastu między prawdą, a tym co się dzieje każdego miesiąca na Krakowskim Przedmieściu. To my, protestując przeciwko tej komedii, naprawdę czcimy i wspominamy ofiary katastrofy w sposób godny, to my stojąc w milczeniu oddajemy im hołd i się za nie modlimy.


* Pisownia oryginalna

Jesteśmy stadem dożynanych wilków
8/4.5

Print Friendly, PDF & Email

REKLAMA

1 Komentarz

Komentowanie jest wyłączone.