An-Drony i spółka

REKLAMA

33 aksjomaty

Rok 2015. Andrzej Duda wygrywa wybory prezydenckie i lud pisowski się cieszy. Umiarkowanie cieszą się nawet ci, którzy wierzą w nową, młodą i cywilizowaną twarz Prawa i Sprawiedliwości. Niedługo potem partia Antoniego Macierewicza wygrywa wybory parlamentarne i to na tyle szczęśliwie, że sama będzie tworzyć rząd. Wreszcie przychodzi czas Antoniego. Wcześniej musiał zostać głęboko schowany, zamknięto mu usta i pozwolono z rzadka wypowiadać się tylko w gronie najbardziej żelaznego z żelaznych elektoratów. Beata Szydło musiała okłamać wyborców, że Macierewicz nie obejmie teki ministra obrony. Nazwisko Macierewicza mogło bowiem spowodować, że milionom wyborców drgnęłaby ręka.
Jednak już po wyborach wyszło Szydło z worka i ogłosiło, że na rozkaz prezesa to Macierewicz będzie kierował resortem obrony. To co nastąpiło potem, byłoby śmieszne, gdyby było scenariuszem jakiejś slapstickowej komedii. Niestety dzieje się to naprawdę w kraju, który jeszcze niedawno uważany był za cywilizowany.
Pierwszym tragikomicznym wydarzeniem było zatrudnienie na stanowisku doradcy studenta amerykańskiego dość podrzędnego uniwersytetu. Dwudziestolatka o aparycji i umyśle (sądząc z wpisów na Twitterze oraz Facebooku) piętnastolatka. Nie dość, że smarkacz nie miał żadnych wiarygodnych umiejętności w materii, którą zajmuje się MON, to jeszcze na dodatek jest obywatelem innego państwa. Po skandalu w mediach ów dwudziestolatek rezygnuje ze stanowiska. Ale po jakimś czasie okazało się, że Edmunda Jannigera Macierewicz po cichu zatrudnił ponownie.
Kolejną gwiazdą staje się niejaki Bartłomiej Misiewicz. Współpracował z Macierewiczem od chwili, gdy skończył 15 lat. Jedyna praca, którą może się wylegitymować to stanowisko pomocnika aptekarskiego. Formalnie nie ma żadnego wykształcenia poza maturą. Gdy dziennikarze próbują się czegoś o nim dowiadywać wśród dawnych kolegów, natrafiają na mur milczenia. Nic nie wiadomo, nic nikt nie powie. Koniec i kropka.
Misiewicz rozsławił swe imię, gdy na czele posłusznych Macierewiczowi służb włamał się nocą do Centrum Eksperckiego Kontrwywiadu NATO. Potem jeszcze wyłamywano zamki i burzono ściany, zamiast poprosić o klucze. Misiewicz został rzecznikiem MON i było go pełno. Publikował wyjątkowo wierutne bzdury, tak wyjaśniał działania i wypowiedzi swojego szefa, że wychodziły z tego jeszcze większe brednie. Potem jeszcze otrzymał złoty medal za zasługi dla obronności i posady w spółkach skarbu państwa, których regulaminy zmieniano na kolanie, bo Misiewicz nie miał żadnych, ale to nawet najmniejszych kompetencji.
Nazwisko Misiewicz stało się synonimem dyletanta bez wykształcenia, który należąc do „swoich” ma prawo dostać kawałek tortu, dzielonego między członków zwycięskiej partii. Dziennikarze w kolejnych miesiącach pokazali opinii publicznej setki takich Misiewiczów, a w skali kraju są ich tysiące. Nigdy w historii od Mieszka Pierwszego nie mieliśmy do czynienia z tak bezczelnym podziałem łupów.
Po kolejnym skandalu w MON Misiewicz przestał być rzecznikiem, ale został specjalistą, który szkoli nowe kadry Wojsk Obrony Terytorialnej, które formalnie jeszcze nie istnieją. Według słów ministra ma się zajmować w ministerstwie przeciwdziałaniem dezinformacji medialnej. Zapewne w ramach tej działalności doszło do kolejnego skandalu o międzynarodowym charakterze.

Otóż jest prawdą, że mistrale zostały w ostatnich dniach de facto przekazane Federacji Rosyjskiej za jednego dolara. Ta operacja miała miejsce. (Antoni Macierewicz z trybuny sejmowej)

Ten wyjątkowy idiotyzm doczekał się oburzenia ze strony Francji, którą Macierewicz pomawia o jakieś knowanie wspólnie z Rosją i Egiptem, ale także komentarza ze strony Rosji.

Głupia egzaltacja polskiego ministra obrony narodowej nie jest już tajemnicą, nawet w Polsce, ale to jest problem polskiego przywództwa, nie nasz. (rzecznik MON Rosji, gen. Igor Konaszenkow)

Dotychczasowe działania Macierewicza na stanowisku ministra można określić trzema słowami: kłamał, kłamie i będzie kłamał. Doskonałym przykładem jest kwestia podniesienia budżetu ON do 2% PKB. Uchwalił to sejm poprzedniej kadencji na wniosek prezydenta Bronisława Komorowskiego. Łatwo sprawdzić,bo informacje na ten temat znajdują się na stronie Sejmu.

Ta zamiana, jaką przyniosło PiS, z tego punktu widzenia miała symboliczny i praktyczny wymiar fundamentalny. Za tym poszły decyzje, które często nie były zrozumiane i trudne, ale były niezbędne dla osiągnięcia tego efektu. Pierwszą decyzja był wzrost wydatków na obronę do 2 proc. PKB, liczonych według systemu natowskiego, co oznacza o miliard złotych więcej niż przeznaczały na to poprzednie rządy. W efekcie Polska znalazła się w niesłychanie wąskiej elicie czterech państw NATO, które wydają właśnie 2 proc. na zbrojenia. (Antoni Macierewicz, październik 2016 w Toruniu)

Minister podczas inauguracji roku akademickiego uczelni Tadeusza Rydzyka kłamał w żywe oczy. Jak się to ma do dziesięciu przykazań? Dobre pytanie.
Sztandarowym pomysłem Antoniego Macierewicza są Wojska Obrony Terytorialnej. Jest wiele rozmaitych i czasem sprzecznych danych na ten temat. Minister czasem mówi jedno, innego dnia co innego, a potem jego totumfaccy jeszcze co innego. Co w końcu zatwierdzi sejm,tego też jeszcze nie wiadomo. Mówi się, że mają być to jednostki poza strukturą zawodowej armii liczące 100, a może nawet 150 tysięcy ludzi. Ludzie ci odbywaliby ćwiczenia wojskowe w rejonie swego zamieszkania i byliby opłacani w sposób raczej symboliczny. Ponieważ odbywałoby się to kosztem ich pracy zawodowej, zapewne część obciążeń będą ponosić pracodawcy. Założeniem głównym jest to, ze będą to ochotnicy. I jest to równocześnie pierwszy zarzut. Wszelkie organizacje paramilitarne, które chce Macierewicz włączyć do tej służby to zwykle neofaszyści, nacjonaliści a także członkowie proputinowskiej Falangi. W konsekwencji taka armia może się okazać piątą kolumną, którą państwo wyposaży w broń. Niektórzy zastanawiają się z kolei, czy to nie mają być przypadkiem jednostki do zwalczania opozycji, bo taki scenariusz rysuje się jako coraz bardziej prawdopodobny w sytuacji, gdy partia Prawo i Sprawiedliwość oraz rząd coraz wyraźniej wspierają i kokietują rozmaite neofaszystowskie ugrupowania nacjonalistyczne.
Jest to prosty przepis na narodową rzeź, jeśli doszłoby do jakiejś wojny. Te jednostki uzbrojone byłyby jedynie w ręczną broń (w tym w słynne już kałasznikowy, których mamy pod dostatkiem), do tego dochodziłyby przestarzałe czołgi i transportery, które nie mają żadnej wartości bojowej. Takie jednostki zetknęłyby się z doborowymi jednostkami agresora, które będą doskonale wyszkolone o bardzo dobrze wyposażone. Choćby rosyjski specnaz, o którym mówił minister.

Warunki geograficzne w Polsce zmieniły się od czasów Drugiej Wojny. Nie ma tyle lasów, co kiedyś, ewentualna partyzantka utworzona z takich oddziałów nie miałaby szans. Przeciwnik nie musiałby szukać partyzantów na ślepo, jak niegdyś Niemcy. Dziś są doskonałe techniczne środki zwiadu, urządzenia na podczerwień działające z odległości kilometrów, a nie metrów. Doborowe jednostki przeciwnika byłyby w nie wyposażone, a nasze oddziały miałyby stare „kałachy”. Wróg polowałby na nich jak na jelenie. Jedynym obszarem, gdzie partyzantka miałaby szansę się ukryć, są niektóre obszary górskie. Z kolei prowadzenie walki w miastach, gdzie również stosowanie ręcznej broni ma pewien sens oznacza masakrę ludności cywilnej. Współcześnie budowane budynki nie mają już takich piwnic i takiej konstrukcji jak kiedyś, a to oznacza, że ludność cywilna nie miałaby się gdzie ukryć w czasie walk. Kiepsko wyszkolone, w porównaniu do regularnej zawodowej armii, wojsko przypominające pospolite ruszenie to koszmarny pomysł w naszych warunkach geograficznych. Być może w Szwajcarii ma to jakiś sens, ale na pewno nie w Polsce. (oficer WP)

Wielu ekspertów i polityków, lecz także każdy myślący człowiek i mający pojęcie o wojsku, był w stanie zauważyć, że WOT w pewnym sensie przypomina ZOMO. Te oddziały kompletnie nie będą się nadawać do walki z wrogiem zewnętrznym, ale doskonale będą się nadawać do rozgromienia bezbronnych manifestacji niezadowolonych obywateli. Podejrzenie, że PiS buduje własną armię przeciw opozycji i przeciw każdemu, kto będzie niezadowolony z rządów partii Jarosława Kaczyńskiego, właśnie się potwierdziło. Sejm rozpatrywał projekt uchwały i posłowie PiS odrzucili poprawki zgłoszone w drugim czytaniu przez PO i PSL – zmierzające do podporządkowania WOT dowódcy generalnemu, zatem będą podlegać bezpośrednio szefowi MON. Odrzucono także poprawki zabraniające użycia WOT przeciw obywatelom naszego kraju. Intencje PiS są więc oczywiste.

Ustawa zmierza do utworzenia oddziałów kamikadze w razie konfliktu, bądź bojówek zbrojnych przeciwko własnym obywatelom w czasie pokoju. (Adam Cyrański, Nowoczesna)

W tej sytuacji blednie fakt rozjuszenia Francji przez niespodziewane zerwanie umowy na dostawy śmigłowców Caracal. Nawet jeśli kontrakt należało zerwać, to Macierewicz zrobił to w sposób, który nasuwa jedną myśl. Celowo chciał obrazić Francuzów. Jednego dnia ogłosił zerwanie kontraktu, a następnego ogłosił, że od miesięcy już rozmawiano z amerykańskim producentem. To wyjątkowo aroganckie i głupie. Na tej podstawie francuski producent ma zamiar zwrócić się do międzynarodowego arbitrażu w celu uzyskania wysokiego odszkodowania. Sprawę zapewne wygra, ponieważ po wygranym przez Francuzów przetargu, minister przyznał, że negocjował z nimi w złej wierze prowadząc zakulisowe rozmowy z innym producentem, który ten sam przetarg przegrał. Kilka dni później złego wrażenia dopełnił wicepremier Morawiecki twierdząc, że liczy na duże inwestycje francuskie w Polsce i do nich zachęca, a później minister Waszczykowski stwierdził, że sprawa śmigłowców jest otwarta dla Francji, podobnie jak mający się odbyć przetarg w sprawie okrętów. Z punktu widzenia międzynarodowego zostało to odebrane jako celowy afront.
Na dodatek wiceminister Kownacki stwierdził publicznie, że Polacy uczyli Francuzów jeść widelcem, więc fochami nie będziemy się przejmować. Nie bez racji brytyjskie pismo „Guardian” stwierdziło, że Kownacki jest pierwszym w historii politykiem, który popełnił dyplomatyczne samobójstwo za pomocą widelca.
Stosunki z Niemcami zostały popsute wcześniej. Stosunki z Francją po tym wydarzeniu praktycznie zamarły. Nieoficjalne informacje z NATO mówią, że Polska została uznana za niewiarygodnego partnera i choć nie oznacza to zatrzymania wcześniej podjętych zobowiązań, to polscy oficerowie w NATO zostali odcięci od wszystkich tajnych informacji. Nie było w tej sprawie żadnej oficjalnej decyzji, ale w obecności Polaków po prostu tajnych spraw się nie omawia.
Tak więc śmigłowców nie ma. Macierewicz ogłosił, ze w ramach tzw. pilnej potrzeby wojska będą kupowane helikoptery Black Hawk z Mielca. Jednak tam produkuje się cywilną wersję śmigłowców, jeśli mają być wojskowe, to będą musiały zostać wyprodukowane w USA. Polska Armia przez lata jeszcze będzie używać przestarzałych helikopterów produkcji rosyjskiej.
Wkrótce po tej decyzji Antoni Macierewicz ogłosił swój kolejny sztandarowy projekt. Powiedział, że MON zakupi tysiące dronów, które staną się wyposażeniem wojska i Wojsk Obrony Terytorialnej.

To odpowiedź na te wszystkie nieroztropne uwagi o OT. To będą żołnierze wyposażeni w najnowocześniejszą broń. (Antoni MAcierewicz)

Tysiące dronów sterowanych przez chłopców narodowców z bojówek pisowskich do zwalczania opozycji? To już przestaje być śmieszne.
Z ostatniej chwili. Tygodnik „Wprost” pisze:

Firma BMP Poland podpisała umowę z mężczyzna o nazwisku Sam Ssimbwa. Jak relacjonuje policja z Ugandy, oszust przedstawił się jako przedstawiciel tamtejszego resortu obrony. Wiadomo, że wraz ze wspólnikami sfałszował upoważnienia, które uwiarygodniły go w oczach polskiego producenta uzbrojenia.
W czwartek Ssimbwa został aresztowany, a funkcjonariuszom udało się ustalić, że dotychczas do kieszeni wyłudzaczy trafiło ponad pół mln euro, które stanowiło prowizję od zawartego kontraktu.
Rzecznik ugandyjskiej policji Emillian Kayima poinformował, że tamtejsi śledczy zwrócili się do polskiej firmy, a w Warszawie potwierdzono im, że spółka posiada „kontakty w Ugandzie” jednak odmówiono udzielania dalszych informacji do czasu, aż sytuacja nie zostanie wyjaśniona.

A gdzie był kontrwywiad wojskowy? Czy według Macierewicza handel czołgami jest tym samym co handel pietruszką na miejskim targowisku? Przecież w teorii WSI zlikwidowano, bo między innymi nie spełniały zadań ochrony polskiego przemysłu zbrojeniowego. Dlaczego kontakty handlowe polskich firm zbrojeniowych nie są monitorowane wspierane przez wojskowy kontrwywiad, ani nawet przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych?

Włos się jeży na głowie. Przez działania Antoniego Macierewicza do spółki z innymi ministrami jesteśmy kompletnie osamotnieniu w UE. Nie potrafimy stworzyć żadnej większości, która mogłaby przekonać kraje unijne do naszego punktu widzenia.
Setki generałów i wyższych oficerów złożyły dymisję, nie zgadzając się na dyletanckie działania ministra. Bałagan i niepewność jutro to dominujące odczucia w polskiej armii. Armia jest w rozsypce. Nie mamy wywiadu, ani kontrwywiadu. Chęć solidarności z Polską w razie jakichś problemów jest obecnie w Europie mniejsza niż w 1939 roku. Polska, rządzona jest przez szaleńców, bądź obcych agentów.

Niestety obawiam się, że jeszcze niejeden raz będzie ciąg dalszy…

Print Friendly, PDF & Email

REKLAMA

Tarot dla Ciebie