Krzyk kota odwracanego ogonem

REKLAMA

Żyjąc w państwie urządzanym suwerenowi przez Prawo i Sprawiedliwość, można śmiało powiedzieć, że PiS we wszystkim, co robi i czym się zajmuje, osiąga najwyższy z możliwych poziomów. Najwyższy poziom destrukcji osiągnął już w przypadku Trybunału Konstytucyjnego, paraliżując jego pracę na wiele miesięcy i ostatecznie przejmując go. Wziął się za reformę szkół, która w rzeczywistości jest deformą i za kilka miesięcy zarówno nauczycieli, jak i rodziców i uczniów, czeka potężny chaos, a wszelkie znaki na ziemi i niebie wskazują, że uczeń, opuszczający mury pisowskiej szkoły może i będzie patriotą, ale będzie też wykazywał spore braki edukacyjne. PiS wziął się i za drzewa, czego efektem są pustoszejące skwery, alejki i lasy. Zaczyna również reformować system opieki medycznej, ale na razie jest zagadką to, na co po zmianach obywatel będzie mógł liczyć i czy nie będzie bardziej zdany na medycynę naturalną niż na lekarza, który z uśmiechem od progu będzie witał go w gabinecie. O ile w gabinecie będzie jeszcze jakiś lekarz. Prawo i Sprawiedliwość wzięło się za wojsko, z którego zaczęli uciekać honorowi żołnierze i polska armia na dziś funkcjonuje jedynie na papierze. I w wyobraźni Ministra Obrony Narodowej, który widzi jej potęgę, a może bardziej śni o jej potędze…

Lista dokonań rządu Prawa i Sprawiedliwości jest imponująca, z rozmachem są niszczone sprawdzone już struktury państwa, bo PiS zdaje się wiedzieć lepiej niż specjaliści w danej dziedzinie.

I tu pojawia się kolejny fenomen. Prawo i Sprawiedliwość od lat stosuje metodę odwracania kota ogonem. Skoro we wszystkim musi być najlepsze, więc i w tej metodzie stało się wręcz mistrzem. Wszelkie swoje działania PiS tłumaczy wolą suwerena. Naród nas wybrał, więc dał nam wolną rękę. Naród chce, aby gimnazja zniknęły, więc należy je wyeliminować. Nie, według PiS gimnazja nie są likwidowane, a wygaszane. Co prawda, rezultat będzie taki sam, ale znacznie ładniej brzmi słowo „wygaszanie” niż likwidacja. Trybunał Konstytucyjny w końcu stał się prawdziwą ostoją dla obywateli, a że nie działa? Jak mógł działać, skoro jego obrady miały charakter spotkań kolesiów przy filiżance kawy? Teraz to będzie prawdziwy, demokratyczny Trybunał Konstytucyjny. Prawdziwy, bo obsadzony przez PiS. Drzewa? Przecież wycinają je ci, co je posadzili. PiS przywrócił uciemiężonym obywatelom prawo do rozporządzania ich własnością. Zadowolony obywatel śle więc listy dziękczynne Ministrowi Ochrony Środowiska, a Polska zaczyna straszyć pustą przestrzenią, którą jeszcze wczoraj paskudził jakiś dąb, lipa lub nie daj Boże, brzoza.

Czego nie da się wyjaśnić wolą suwerena, to PiS umiejętnie obarcza winą opozycję. Oczywiście, odwracając kota ogonem, bo jakżeby inaczej? A opozycja w Polsce jest paskudna. Najgorsza z najgorszych. Nie jest normalną opozycją, a radykalną, totalną opozycją. Radykalna, totalna opozycja huczy i grzmi, pokrzykuje, bo jeszcze nie zrozumiała, że jako opozycja powinna siedzieć cicho jak mysz pod miotłą, jakby jej w Sejmie nie było. Ta paskudna opozycja winna jest wszelkiemu złu, z jakim musi zmierzyć się polski rząd, tak prawy i tak sprawiedliwy. Opozycja ponosi winę za to, że kraj jest w ruinie, że wszystko za jej czasów źle działało, że nie ma nowych samolotów dla wojska, że kolejki do lekarza są długie, a ludzie umierają przed szpitalem. Jest winna tego, że gospodarka wolniej się rozwija, bo przedsiębiorcy mają powiązania z opozycją i robią wszystko na złość obecnemu rządowi. Opozycja jest winna temu, że ludzie na ulice wychodzą, zamiast dziękować rządowi za polepszenie bytu. Choć w sumie nie wychodzą prawdziwi Polacy, a ci, którzy po przejęciu władzy przez Prawo i Sprawiedliwość stracili swoje przywileje, a więc tak naprawdę wychodzą zdrajcy narodu. Opozycja ma pretensje o to, że rządzący nagminnie wykorzystują swoje przywileje, że jeżdżą jak opętani po polskich drogach na koszt państwa? Przecież nie powinna w tym temacie się wypowiadać, bo za jej czasów premier też latał samolotem do Gdańska. Jakoś PiS nie pamięta swoich krzyków w tamtych czasach. Dziś wyjaśnienie pani premier jest proste: latam, bo mam do tego prawo. Aż serce ściska fakt, że premier chciałaby bardzo pociągiem jechać, ale nie może, bo ochrona zbyt liczna. Niemożliwe to też jest z troski o komfort podróży zwykłych obywateli. Opozycja nie może wypowiadać się odnośnie ochrony polityków, ponieważ ma na rękach krew 96 osób, które zginęły pod Smoleńskiem. Ma siedzieć cicho i cieszyć się, że jeszcze może wejść swobodnie do Sejmu. Taka zła opozycja nam się trafiła za rządów Prawa i Sprawiedliwości. Ślepa i głucha na tę ruinę, pozostawioną po sobie, na tę uniżoność wobec innych tak wielką, że Polska ma kolana wytarte od klęczenia i pewnie zwyrodnienie stawów kolanowych będzie jeszcze długo odczuwała.

Metoda odwracania kota ogonem doskonale sprawdza się w przypadku prezesa Prawa i Sprawiedliwości, nazywanego wodzem, naczelnikiem państwa, a w ostatnich dniach również jaśnie panem. Prezes PiS ma dar rzadko spotykany wśród samozwańczych przywódców. Jego wypowiedzi są zrozumiałe wyłącznie dla prawdziwych Polaków. Do tych nieprawdziwych trafiają dosłownie, ponieważ nie dostrzegają oni głębi przesłania, mądrości zawartej w słowach prezesa i należy im je odpowiednio na ich język przetłumaczyć. Niestety, PiS rządzi w czasach, w których słowo rzucone w przestrzeń nie znika, a lotem błyskawicy rozchodzi się po rozmaitych portalach społecznościowych. Internet żyje własnym tempem i zanim ucichną echa ostatniego słowa prezesa, to już jego wypowiedzi podawane są z ust do ust. Zanim prezes PiS ocknie się ze słowotwórczego uniesienia, jego słowa wywołują już lawinę komentarzy, są wyśmiewane i żyją własnym życiem. Wtedy posłowie PiS wysypują się z sejmowych korytarzy i przystępują do wielkiego dzieła wyjaśniania, co „poeta miał na myśli”.

Kilka dni temu Internet zahuczał po wystąpieniu prezesa w Sejmie. Odbywała się debata odnośnie odwołania marszałka Kuchcińskiego na wniosek paskudnej opozycji, więc naczelnik państwa postanowił przedstawić swoje stanowisko. Wyszedł na mównicę i takimi oto słowami przemówił do opozycji, która tego dnia nie chciała siedzieć jak mysz pod miotłą:

Wyście blokowali Sejm, postępowaliście jak Samoobrona. Kiedy to robiła Samoobrona, to nie mieliście żadnych wątpliwości, że trzeba użyć siły, myśmy siły nie użyli, chociaż były wszelkie przesłanki prawne do tego, żeby jej użyć. Nie użyliśmy siły i nie użyjemy jej.

Wówczas ktoś z sali, na 100% przedstawiciel paskudnej opozycji, rzucił: „ludzkie pany”, co prezes ze swoim wrodzonym wdziękiem skwitował:

 Tak, jesteśmy ludzkimi panami, w przeciwieństwie do niektórych.

Słowa prezesa poszły w eter. Szybko zostały ostro skrytykowane, wyśmiane i znalazły nawet odniesienie do „rasy panów”. Nic więc dziwnego, że po nich nastąpił wysyp wystąpień posłów PiS, którzy starali się nieco złagodzić ich wydźwięk, standardowo odwracając kota ogonem. Rzeczniczka PiS najpierw stwierdziła, że nikt za słowa prezesa opozycji przepraszać nie będzie, bo przecież przeprosiny opozycji się nie należą i nie może być tak, że opozycja może wszystko, a rządzącym nie wolno nic. Podkreśliła również prawdziwe znaczenie wypowiedzi prezesa:

Nie wstydzimy się tego, że jesteśmy dobrze wychowani, kulturalni i nie wstydzimy się tego i nie będziemy zaprzeczać, że jesteśmy panami. Bo każdy jest panem swojej sytuacji, przypuszczam, że politycy PO też by tego nie zakwestionowali.

Dzięki metodzie odwracania kota ogonem zrozumiałam, że wyrażenie „jesteśmy ludzkimi panami” w rzeczywistości podkreśla dobre wychowanie prezesa Prawa i Sprawiedliwości, jego wrodzoną kulturę osobistą i dumę z tego.

I tak od miesięcy kot odwracany ogonem kręci piruety, coraz bardziej rozkłada łapy i coraz częściej suweren widzi to, co pod jego zacnym ogonem się mieści. Ale co tam… w oczach PiS jest to najpiękniejszy widok na świecie.

Print Friendly, PDF & Email

REKLAMA

Tarot dla Ciebie

1 Komentarz

Komentowanie jest wyłączone.