Smoleńsk wiecznie żywy

REKLAMA

Temat, który odżywa bez przerwy w politycznym dyskursie i stanowi leitmotiv politycznych sporów. O katastrofie smoleńskiej dyskutują Kasia Lili, Dorota Blednicka i Wiesław Trąmpczyński.
– Ludzie, z którymi się rozmawia miesiącami, a może latami o innych sprawach, zmieniają się diametralnie, gdy temat zejdzie na Smoleńsk. Odrzucają logiczne argumenty, posługują się hasłami, niestety często znanymi z tzw. miesięcznic smoleńskich.
– Katastrofa smoleńska budzi wciąż wyjątkowo ostre emocje. W zasadzie rzec można, że żadne argumenty nie trafiają do tych, którzy święcie wierzą w zamach, a od pewnego czasu dochodzą jeszcze głosy tych, którzy mówią, nieważne czy zamach, ale Ruskim oddano śledztwo, a oni barbarzyńsko zwłoki naszych ofiar potraktowali.
– Okopaliśmy się na swoich pozycjach i każdy ma najswojszą rację.
– A mnie zastanawia jeszcze jedno. Nikt chyba nie zadał zasadniczego pytania – jaki miałby cel zamach na Lecha Kaczyńskiego? Nie był on ani prezydentem wybitnym, ani kimś, kto miałby moc wpływu na losy świata. Nie umniejszając pamięci Lecha Kaczyńskiego, nie da się o nim powiedzieć, że był wielkim prezydentem. Niejednokrotnie ośmieszał Polskę w oczach Unii Europejskiej swoim zachowaniem, choćby sytuacja, w której poleciał niezaproszony na jakiś szczyt. Zostało mu niewiele czasu do końca kadencji, szansa na to, że wygrałby zbliżające się wybory, była wręcz znikoma. Polacy mieli dość nieudolnego prezydenta, jakim był. Więc jaki cel miałoby zabicie Lecha Kaczyńskiego w zamachu, uknucie intrygi, skoro jego czas się kończył. Wielkim człowiekiem – oczywiście w oczach PiS i zwolenników PiS – stał się wyłącznie na skutek tragicznej śmierci. Tak, jakby dopiero po śmierci, jego wartość wzrosła. Lecz – w moich oczach – nie jest człowiekiem, który zasługuje na pomniki, nazwy ulic, placów, skwerków, instytutów, itd. Szacunek wobec śmierci ofiar katastrofy smoleńskiej został umniejszony wyłącznie za sprawą PiS. Oczywiście, nie widziałabym niczego złego w obchodzeniu rocznicy tego tragicznego wypadku lotniczego na zasadzie upamiętnienia wszystkich ofiar, ale prawda jest taka, że miesięcznice już męczą większość Polaków i odzierają pamięć o tych ludziach. Dla mnie zamachu nie było, bo nie jestem w stanie dostrzec powodu, dla którego miałby zostać przeprowadzony.
– Zwolennicy tezy o zamachu, często się nie przyznają tak od razu, rzekłbym nieco się krygują i podsuwają “niezaprzeczalne” wątpliwości co do katastrofy. Na przykład: Kaczyński mieszał Rosjanom przy każdej okazji. Na przykład “w Gruzji”. Zważywszy na mentalność Rosjan oraz to, gdzie dokonywały się przeglądy i remonty tych samolotów gotów jestem uwierzyć bardziej w zamach niż w to, że technika samolotu przerosła polskich pilotów. Czyli podają jakieś, ich zdaniem sensowne, powody do zamachu.
– Gdyby Ruscy chcieli “zamachnąć się” na prezydenta tysiąclecia, bo się bali foszków i tupnięcia nóżką, ewentualnie dyspepsji, to zestrzeliliby go we wrześniu gdy leciał do lub z USA. Szczątki pochłonąłby ocean i z głowy. Putin nie jest idiotą by brać sobie na głowę kłótliwych Polaczków. I oczywiście nie jest idiotą by nie wykorzystać katastrofy tak bardzo jak tylko jest możliwe.
– No właśnie, czy mamy podstawy w całym okresie rządów Putina sądzić, że w polityce międzynarodowej porusza się jak słoń w składzie porcelany? Czy Rosja na forum międzynarodowym zachowuje się prymitywnie głupio?
– A poza wszystkim. Przyjmijmy że nie wiemy czy to był zamach. I jestem w stanie wysłuchać komisji międzynarodowej złożonej ze specjalistów w zakresie katastrof lotniczych. Gdyby PiS miał najmniejszą szansę, że to był zamach – znalazłby specjalistów od katastrof z USA, Kanady, Hiszpanii czy innej Francji. Nie pajaców, którzy nie mają o katastrofach i samolotach pojęcia. Dobór członków tzw. podkomisji smoleńskiej świadczy o tym, iż PiS doskonale zdaje sobie sprawę, że to nie był zamach i tylko chce wcisnąć ciemnotę tym, którzy są w stanie uwierzyć w kompetencje Berczyńskiego czy Nowaczyka.
– Ale przecież znaleziono zagranicznych ekspertów. Jednym z nich jest Frank Taylor z Wielkiej Brytanii. A innym Glenn Joergensen – inżynier z Danii. Media wymieniały nawet nawet eksperta rosyjskiego Andrieja Iłłarionowa, który kiedyś był doradcą Putina.
– Frank Taylor, czarny koń Macierewicza, jak się okazało nie był nigdy członkiem brytyjskiej komisji badania wypadków lotniczych AAIB, był jedynie doradcą. Znany stał się w wyniku uczestnictwa we włoskim śledztwie, które dotyczyło samolotu przypadkowo zestrzelonego przez wojsko. Taylor – jak się okazało – manipulował wbrew faktom, lansując tezę o bombie, co znacznie opóźniło dojście do prawdy. Nawiasem mówiąc sam Taylor wcześniej już podważał ustalenia polskiej komisji, ale nie kontaktował się, nie pytał o dane, wysnuwał wnioski wyłącznie na podstawie danych medialnych. I to ma być ekspert?
Joergensen jest inżynierem i amatorem lotnictwa, a prywatnie mężem pani Stankiewicz, znanej ze swoich ekstremalnie skrajnych poglądów. W samej Danii trudno było znaleźć kogoś, kto wiedziałby, kim on jest. Nigdy zawodowo nie zajmował się katastrofami. Rosyjskiego eksperta przemilczmy, bo to już kabaret.
Ergo – podkomisja (Macierewicz?) chciała znaleźć ekspertów zagranicznych ale nie mogła. Zgodzili się ludzie żądni (czego? sławy? uznania? chyba nie pieniędzy?) gotowi powiedzieć cokolwiek byle o nich było głośno.
Po drugiej stronie jest Paweł Artymowicz, faktycznie przy tych dwóch clownach świetlana postać, że nie będę go porównywać do Biniendy , Berczyńskiego i reszty.
– Jednak nie wszyscy, którzy atakują poprzednie władze, mówią o zamachu, a przynajmniej nie wszyscy na tej kwestii stawiają akcent.
– Z grubsza ludzie ci dzielą się na grupy 1. wierzący w zamach 2. biorący pod uwagę możliwość zamachu i uważający że jest mnóstwo do wyjaśnienia 3. uważający że zamach jest mało prawdopodobny. Wszystkie te grupy łączy to, że uważają że źle potraktowano ciała, źle przeprowadzono badania, że było mnóstwo skandalicznych zaniedbań itd.
Nie biorą pod uwagę 1.stanu ciał 2. stanu prawnego – kompletnie niejasnego 3. sytuacji psychicznej wszystkich osób, które się katastrofą zajmowały. Znamienne jest, że obwiniają tylko Tuska i PO, a nie Macierewicza, który się nażarł i uciekł. Nawiasem mówiąc jego paranoiczny strach w pociągu, zasłanianie okien, chowanie się po kątach, było opowiadane nawet przez zwolenników PiS. Szaleństwo, czy sugestywna gra aktorska? A co z Brudzińskim, który nie opiekował się ciałem prezydenta, lecz przyjechał natychmiast, by lansować się w mediach?
– Część krytyków dawnej ekipy rządzącej twierdzi, co zresztą umiejętnie podsyca prezes Kaczyński, że Rosjanie zwłoki bez szacunku potraktowali. Już dwa dni po katastrofie Joachim Brudziński w TVN sączył przez zęby o prezydencie Kaczyńskim, który “leżał w błocie, w ruskiej trumnie”. Kaczyński na kolejnej miesięcznicy mówił niedawno o barbarzyństwie Rosjan. O skandalu z potraktowaniem przez Rosjan polskich zwłok nawet nie będę pisać by sobie nie podnosić ciśnienia. – napisał jeden z internetowych dyskutantów.
– Co do zwłok-wśród posłów i działaczy PiSu są lekarze, pielęgniarki i przedstawiciele innych zawodów medycznych. Dlaczego nie pojechali pilnować rozdzielania, rozpoznawania i pakowania szczątków? Szczypińska, Radziwiłł, Sośnierz i inni. Żadnego tam nie było, a teraz wielkie pretensje. Każdy mówi “wiadomo jacy są Ruscy”, więc dlaczego nie pilnowali ich pracy przy zwłokach przyjaciół?
– Nawet członkowie podkomisji Macierewicza nie zaprzeczają, że system TAWS darł się jak opętany: “Pull UP! Terrain Ahead”. To zostało nagrane, każdy mógł tego posłuchać lub zobaczyć w stenogramach. Każdy pilot na świecie wie, że słysząc ten komunikat należy poderwać samolot w górę, a dopiero potem zastanawiać się nad dalszymi krokami. Żaden pilot na świecie nie wyrazi innej opinii. A polscy piloci schodzili niżej i niżej. Poniżej stu metrów. Nie mieli prawa. Wyszkolenie Protasiuka i jego uprawnienia dawały mu formalnie prawo zejścia do 120 metrów bez widoczności ziemi, minimum samolotu to było 100 metrów. Z zatem zasadnicze pytanie, czy piloci mieli prawo lekceważyć ostrzeżenia TAWS? Gdy toczą się dyskusje w mediach społecznościowych lub na forach, zawsze po takim pytaniu zwolennicy teorii zamachu milkną lub zaczynają inny wątek, “a Kopacz to kłamała” lub “Rosjanie zbezcześcili zwłoki” albo “Tusk oddał śledztwo”.
Jeśli odpowiemy na to pytanie NIE, to mamy bezpośrednią przyczynę katastrofy, możemy się tylko zastanawiać, jakie jeszcze zaniedbania, błędy i łamanie procedur sprzyjały katastrofie i jakie błędy popełniono po niej. Ale to wyklucza zamach. Jeśli odpowie ktoś TAK, że polscy piloci z jakichś powodów mieli prawo łamać procedury, próbować dojrzeć ziemię, to nie ma co dyskutować.
Kilka dni po katastrofie jeden z pilotów całkiem słusznie powiedział, że procedury lotnicze pisane są krwią tych, którzy sądzili, że jakoś dadzą radę. To trochę emocjonalne stwierdzenie, ale nie pozbawione podstaw. Bo faktycznie procedury lotnicze uszczelniano po różnych spektakularnych często katastrofach. Branża lotnicza, jak mało która, uczyła się na błędach.
– A jeśli to był zamach, to chyba samobójczy, bo to Kaczyński wybierał pilota za słabo wyszkolonego praktycznie, to Błasik łaził po kokpicie i przeszkadzał.

Smoleńsk wiecznie żywy
3/5

Print Friendly, PDF & Email

REKLAMA

Tarot dla Ciebie