Towarzysz Isiewicz – cz. V

REKLAMA

Akt I, cz. V

 

Ach, cóż to znowu za zamieszanie?
Budzi znudzonych podnieceń szmer,
Piękne atrakcji to stopniowanie:
Oto smoleński wszedł BO-HA-TER.

Wchodzi na salę pyszny Antoni.
Wzrok nieco dziki; suknia, że brawa.
On do szacunku umie lud skłonić
(W ludziach przed hysiem drzemie obawa).

On nie ułatwia rozpoznań wcale,
Niech to się głowi bidna hołota:
Jeśli jest cynik – Mefisto w szale!
A koncertowy – jeśli idiota.

Rad bym powiedzieć, że igrce grają,
Kiedy ta zacna persona wchodzi.
Ależ wszak igrce mu nie dostają,
Bowiem cudniejsze szaleństwa płodzi.

Nie trza w orszaku zatem kuglarzy,
Łykaczy ognia, innych bajerów.
Kiedy do głosu dojść mu się zdarzy,
Z wszystkich słuchaczy robi frajerów…

W dziecięctwie swoim ukochał Mao,
Więc kulturalnie tak ustawiony,
Żeby się nawet poznać nie dało,
Czy jest świadomy plecąc androny.

Niczym ze Szwejka boska istota,
A nie tam nudziarz jakiś banalny.
Jeśli to geniusz – straszny idiota.
Jeśli idiota – jakże genialny!

Niczym Rasputin w dzikiej ekstazie,
Od lat na nowo wciąż może zdumieć.
Jeden próbują pojąć na razie –
Już nowy eksces zaczyna szumieć.

Jest taki dowcip, że gdy grasz w szachy,
Nie graj z gołębiem, bo oszukuje;
Kiedy strategii rozważasz krachy,
Figury zrzuci, nasra, stratuje.

Niektórym pytać nawet już szkoda,
Czy dom wariatów, czy kraj to jeszcze;
Czy w tym szaleństwie jaka metoda,
Czy my w chaosu wzięci są kleszcze?

To imponuje Isiewiczowi,
Oby tak jeszcze przez lata całe!
W mętnej sadzawce lepiej się łowi,
Na patriotyczną Ojczyzny chwałę.

I ze zdumienia szczęka opada:
Jakiej nie spłodził by Antek chały,
Jeżeli za to ktoś odpowiada,
To budżet państwa, jak ogłupialy.

Wygląda na to, na dobrą sprawę,
Że jeśli odda sztab krasnoludkom,
Podejmą w nocy piękną uchwałę,
Że sztab już mamy pod niezabudką.

Niegdyś w Radyju rzewnie zasmęci,
Spraw zagranicznych broniąc zaciekle,
Że są ministry ruscy agenci –
Toć piekielnicy aż wniebowzięci!

Czy jest metoda w pięknym szaleństwie
I Isiewicza to zastanawia…
Choć z dawna biegły jest w bezeceństwie,
Na cwany cynizm jednak tu stawia.

Popatrzcie bowiem, towarzysze,
Na odwrót szybki spod Smoleńska.
Tak się historię na nowo pisze!
Kując zwycięstwo, gdzie niby klęska!

Jeszcze wciąż dymią zgliszcza wraku,
A już z powrotem w Kancelarii.
Już uzupełnia kolekcję haków,
Bo na co haki tym, co pomarli?

(A tu Feliksa wciąż mądre zdanie;
I Wyszyńskiego także się znajdzie:
Że zaufanie, znaczy – sprawdzanie;
Będzie paragraf- człowiek się znajdzie).

Lubi teczuszki Antoni srogi:
Czy jednopłciowo, w jakiej pozycji?
Na ustach błądzi uśmiech mu błogi,
Gdy akta SB ma i Milicji.

Pod Isiewiczem gnie lekko nogi.
Perwersji dreszczem miło musuje:
Oj, ma teczuszki Antoni drogi –
Nawet Sekretarz niepewność czuje.

To moc, co daje stalowe plecy,
Wariata z brzytwą się nie przecenia.
Nową nam Polskę tworzą esbecy
W trzydziestym roku od zaistnienia.

Więc hulaj dusza, bo piekła nie ma:
Można wykroić religię nową.
Zwłaszcza Isiewicz wie, że to ściema –
Lecz hajda tworzyć sektę ludową!

Gdy zawłaszczymy skwery, placyki
I damy wiernym kultu przedmioty,
Gdy nastawiamy wszędy pomniki,
Partyjnej kanon ustalim cnoty.

Gdy z kłamstwa prawdy już objawione,
Kiedy smoleńscy arcykapłani,
Na trumnach czarne msze odprawione,
Zmasakrowani znów odkopani;

Kiedy malutkie wprzódy oszczerstwa,
U Tadeusza na Radia falach,
Tyją na całkiem spore bluźnierstwa
I nowych świętych tam się ustala.

I nowe diabły tam się wytwarza.
Proeuropejskie, tuskie, zdradzieckie;
I murujemy na kształt ołtarza,
„Żydokomunę”, świstki ubeckie.

I gdy kółeczko to różańcowe
W imię religii cnej smoleńskości,
Chętnie by komuś rozbiło głowę
Lub porachować raczyło kości…

A więc uwierzą w „mordy zdradzieckie”,
Że „nocnej zmiany” siły przeklęte,
W Tuska korzenie czysto niemieckie;
Że jeden godnym był prezydentem.

W „Bolka” uwierzą, w „zdradę o świcie”,
W mgłę przez złe siły narozpylaną;
Elektromagnes, bombę w kokpicie,
W brzozę specjalnie na to wsadzaną.

W spisek potworny, co się obnaża:
Już teraz, zaraz, (Trza nam gotówki!)
W ramach skromnego tak apanaża:
Pęknięta puszka; takież parówki.

W żydowskie oraz lewackie spiski,
I co rozśmiesza partyjnych zawdy:
Jako cnotliwe są odaliski,
Tak przez te łgarstwa droga do prawdy.

I tak to sobie bredzą zuchwale,
Poważni, niczym w cyrku są dzieci.
Slajdy, tabelki, śliczne detale…
Bredzą pogodnie, a forsa leci.

Chcesz utrzymywać swój elektorat?
A przy okazji pełne mieć miski?
Gdy masy twoje, niczym lektorat –
Miały być spiski, to będą spiski.

Choć masy ważne – nauczał Lenin –
Ważniejsze kadry są do tej jazdy;
Przeto w Komisję Poważną zmienim
Łapczywe typy spod ciemnej gwiazdy.

Plus osobliwa nekrozabawa,
W wykopanego i chowanego.
Niczym w dupnioka zabawa klawa,
Kopać tak można do upadłego.

Proszą ich krewni, proszą rodziny,
We wciąż rosnącej brzydko frustracji:
Kopać przestańcie, nekrogadziny –
Cóż, kiedy pociąg do ekshumacji…

Niejeden nie chce być na urlopie,
IPN, śledczy, różni grabarze,
Dopóki trupka se nie wykopie,
Tak jak kazali mu dygnitarze.

Trwa bezustanna bitwa o wrak,
Tusk go nie zdobył, zdrajca przebrzydły!
My wrak odbijem – i jeszcze jak!
Lecz teraz nie czas, by z igły widły.

Srogi Antoni tupnął, dlatego
To ustalona już pewnie data:
Pewnie lutego on trzydziestego
Nazad do Polski będzie przylatał.

Postaw sukienny sobie się udrze,
Będąc w sekciarstwie prawdziwym mistrzem:
Da się uczynić aby łachudrze
Wojsko wołało: „Czołem ministrze!”

I można wszystko: „Sky is the limit”.
Rozbić kontrwywiad, rozwalać sztaby;
Z kadrami swymi, tak sprawdzonymi,
Placówkę NATO w nocy ograbić.

Gadać tajności głośno z mównicy;
Jakiejś Rosjance dać dokumenty,
Za euro trzymać Mistral w piwnicy,
Śmigła podwodne dać na okręty.

Przetargi sprzętu sprawnie udupić,
(A niech Francuzom sprzęt pozalega)
Szrotu na wagę zza wody kupić
(W Boeingu z komisji śwarny kolega)

A zamiast sprzętu, wiejskie ochrony
(Raz już przećwiczył wariant harcerzy);
Lepszej nie może mieć kraj obrony,
Terytorialnych mając rycerzy.

Tym dzielnym chłopcom kupił pukawki
I kapelanów dał ku wzmocnieniu,
Kropidła w boju, to nie zabawki:
Nawet Caracal słabszy w rażeniu.

A doświadczonych gnał generałów
(Pacyfikacja chłopstwa się śni);
I pułkowników. Ni bez wystrzału.
(Nie wiedzieć czemu, nie lubi WSI)

Ileż to człowiek dokonać może,
Gdy patriotycznie jest nastawiony!
Tylko laicy błądzą w uporze,
Że on konfliktów pomylił strony…

Ale on wcale nic nie pomylił,
Dlatego wokół niego esbeki –
Patriotom nieba wszak by przychylił,
Zbiera więc ludzi, jak zbiera teki.

Materia trudna go nie odstrasza,
Ma ich pod sobą, jako na dłoni:
Kiedy są w saku, to dobra nasza,
Trzyma na oku drani Antoni.

Nie rozumieją przenikliwości,
Nie wytłumaczysz – świątek, czy Piątek,
Że Pan Minister w wielkiej mądrości,
Gdzie inni koniec – widzi początek.

Dyplomatyczne wyśledzi zdrady,
Więc nadal siedzi w budynku MONu;
Już nie minister – a daje radę,
Kogo potrzeba – stawiać do pionu.

Misia co prawda już mu przymknęli,
Wygrać by chcieli naraz do Zera;
Za szybko sobie snadź zapomnieli,
Co czyja teczka może zawierać.

Ufaj ludowej sprawiedliwości,
Kiedy ci Misia nagle wsadzili!
A ile przy tym wielkiej przykrości
Także samemu Ojcu zrobili?

Przykryć chcą Misiem swoje machloje?
Przydusić Antka nagle do ściany?
Chcecie pobawić się w wyścig zbrojeń?
Oj, bo na Srebrną się pogniewamy!

To poręczenie już nic nie znaczy,
Co je wystawia święta Osoba?!
Czy, chroniąc dupę, wskazać się raczy,
Że się Osoba już nie podoba?

Oj, coś się zdaje, że gdy tak dalej,
Stracić ktoś może przychylność boską!
Warto to Ojca gniewać i Nieba,
Tak ryzykując straszną beztroską?

I jeszcze Misio! Szkoda chłopaka…
Bierzcie od niego zazdrosne łapy!
Piękna to postać, postawna taka.
Nie, jak te lalki jakieś u Glapy.

Bawił się chętnie żołnierzykami;
Brał i medale, skoro rozdają;
Bo zachwycony był błyskotkami:
„Dla obronności biurka i kraju”.

I do uśmiechu nostalgii skłoni
Misia wzrok dumny i aparycja,
Kiedy przypomni sobie Antoni
Jak się czołgała generalicja.

A że się lubił zabawić chłopak?
Kto jest bez grzechu? Wystąp – partyjny!
Że mu skoczyła życiowa stopa
I w dyskotece był atrakcyjny.

>>Więc niech tam Glapcio daje medale,
Paniom, co dobrze noszą rajstopy.
Się nie równają z naszymi wcale,
Bo my wojskowe jesteśmy chłopy.<<

Obaj odważni i pełni mocy:
We dwóch zaledwie NATO napadli.
Centrum eksperckie włamem po nocy
I serce przy tym Wołodii skradli…

Zatem spokojny dzisiaj Antoni,
Ufny w rodzinę, niczem Maryja,
Dwóch boskich Ojców będzie go bronić,
Jeden z niebiosów, drugi z Radyja.

Więc się nie lęka i nie odgraża,
Śledząc spokojnie, bez złości piany,
Czekając sobie na Sekretarza
Ile to Zerek podpiera ściany.

 

cdn. 🙂

 

Towarzysz Isiewicz – cz. V
2/4

Print Friendly, PDF & Email

REKLAMA

Tarot dla Ciebie