Towarzysz Isiewicz cz. VII

REKLAMA

Akt I cz. VII

 

Prostemu ludu niech starczy wiedza,
Która prawdziwa, bo z telewizji.
Nie po to Kurski fotel zasiedział,
By rezygnować miał Prezes z wizji.

„Kura” nakręcił, jak „nocna zmiana”,
Rząd Olszewskiego zmiotła brutalnie.
Prezes był przeciw. Za – w głosowaniach;
Ale to, wicie, tak nieformalnie.

Kiedy swojego chciał prezydenta,
To chwalb dla niego był nie unikał.
Się okazało, że chciał „agenta”
I to prostego wszak elektryka.

Bardziej odnowie moralnej wadzi,
Komorowskiego w pierdlu siedzenie,
Niżeli Kryże, który go wsadził
I dostał piękne był odznaczenie.

I za cholerę nikt już nie wyzna,
Choćby w panelach debatowali,
Jaka to była brata spuścizna,
Którą potomnym trzeba by chwalić.

Jedna jest stała skala wartości
(Może i Donald budzi się z krzykiem?):
Cnotą jest zemsty – wytrwać w stałości
(W strachu przed małym pistolecikiem).

Podnieca władza taka siarczyście,
Miałkim umysłom geniusz umyka:
Kocha Isiewicz Wodza przeczyście,
Tak imponuje mu dialektyka.

Naród jest prosty, Wodza mieć musi,
A Wódz najlepszy, jakby kto pytał,
(Wolność zbyt duża plebs nam podusi)
Co łebskim da się nażreć do syta.

Taki fantasta, niby bez głowy,
Historia Partii nie z tych przyziemnych,
A przypomina – Kodeks Handlowy,
Kurs jej skrócony jest tak przyjemny…

Trzeba to przecie niezłego trafu,
Gdy wynalazek ten odszedł prawie,
Partyjne środki mieć z Telegrafu –
Kto tak przysłużyć się może sprawie?

Te, miłe uchu, piękne skrótowce;
FOZZy i SKOKi, złote, a skromne…
Nie tylko Tadzio strzyże swe owce;
Wspiera, jak może, nawet bezdomne.

Ci mili Państwo na stanowiskach,
Umiarkowanie spółki rujnując,
Jakie uczucie mieliby w pyskach,
Wcale z centralą się nie działkując?

To senatorska dopiero głowa:
Choć przyszły Partii jej chude lata
(By stracił Partię, Boże, uchowaj!)
Partia na nowo wszystko oplata!

Isiewicz z Partią przeciw układom;
W układzie z Partią więcej tężyzny!
Tyje przy Wodzu, radośnie świadom,
Że takie tycie jest dla Ojczyzny.

Daje miłości aktyw dowody,
Nie musi mówić Isiewicz tego;
Wszystkie pomniki, wszystkie obchody,
To są dla Wodza! To są dla Niego!

I deklaracje i podlizania,
W dupę całują wiernopoddańczo;
I opozycję w tył podgryzania,
Wazelin tona, gdy przed Nim tańczą!

A skoro tyle jest do ugrania,
Pcha się podlizać zatem, kto żywy:
Sekretarz tyle ma do rozdania,
Lecz, jaki hojny – tak pamiętliwy.

Prezes być musi niezagrożony.
W naszej ludowej – tamtej, przez lata,
Awans najprędzej dla tej persony,
Co jest czytata i ciut pisiata.

Im mniej rozumie, tym lepiej nawet,
Czy młotek myśli, waląc gwóźdź w ścianę?
Pokpił by Prezes niejedną sprawę,
Gdyby narzędzia były ZBYT cwane.

Jedyny wymóg jest lojalności,
Ponad przeciętną nie wyrastania.
Jakiej ma czekać w Partii przyszłości,
Zdrajca, co nie chce wyrzec się zdania?

A legendarne Prezesa ego,
Dokonywało długiej selekcji,
By nikt nie musiał udać głupiego,
By nikt nie musiał żywić obiekcji.

Takich, co nadto mu wyrastali,
Prezes odsyłał na trawkę ślicznie,
Czasem na klęczkach grzecznie wracali
Upokorzywszy przedtem publicznie.

Bowiem rzekł Lenin prawdę głęboką,
Że państwem może rządzić kucharka:
Kadry potrzebne i wprawne oko,
Gdy nie wierzycie, patrzcie na… Wodza.

Źle to jest nawet, gdy kto zbyt zna się,
Robi trudności i pcha w robotę.
Praktycy teraz bardziej na czasie,
Lepsze do tego są rączki złote:

Puści bez butów sam szef policji,
A bez kultury minister kultury;
W antykomuszej Kryże tradycji,
A Szyszko puszczę struga na wióry.

„Wara od naszych dzieci!” zakrzykną,
Prezes, jałowa panna Pawłowicz.
O szczuciu ludki wierzyć przywykną
Oraz skromności – Tadeuszowi.

Apolityczni, jako biskupi,
Jak sama poseł Lichocka cisi,
Szczerzy, jak premier; i tak niegłupi,
Jak wypowiedzi Marka i Krysi.

(Futra z porożem uzyska
Minister środowiska.)

Bo wtedy większy porządek mamy
I bliźnich łatwiej wtedy się strzyże;
Pięknie w kontraście świat wyjaśniamy,
Gdy jednej władzy tyłek się liże.

Nie trza się głowić, którędy racja
I kombinować, gdzie Wódz się skrywa.
Wszystko na tacy, + motywacja,
Kiedy wróg znowu w papę obrywa.

Bywają tego uboczne skutki
I czasem nawet Prezes się żali,
Że opłakane miewało skutki,
Kiedy, pytani, się odzywali.

(A jeszcze bardziej Prezesa gniewa
I w sieci gorszy obrót obiera,
Że im kto głupszy, tym bardziej miewa
Niezrozumiały pęd do Twittera.)

A no i trudno. Coś tu jest za coś:
Może i ciury w tym wojsku marne,
Ale rezonu nigdy nie tracą,
No i z pewnością to wojsko karne.

 

cdn. 🙂

Towarzysz Isiewicz cz. VII
3/4.3

Print Friendly, PDF & Email

REKLAMA

Tarot dla Ciebie

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*


*