Towarzysz Isiewicz cz. X

REKLAMA

Akt II cz. 2

On, proboszcz i komendant mają za zadanie:
Dbać, iże w gminie układ nie powstanie,
A takiej trójce nie dadzą rady,
Żadne śliskie sitwy i żadne układy.

Bo, jak się rzekło, prężna to gmina,
Filary ładu są i porządku
Ława kościelna w niedzielę spina
Socjetę gminną w równiutkim rządku.

Filarów zgrany zespół pilnuje:
Stateczny proboszcz – polskiej tradycji,
Ufność systemu Isio funduje,
A bezpieczeństwo – szef zaś policji.

Toć od przedszkola jeszcze się znają;
Razem do szkoły, razem na panny.
Z plebanii jabłek już nie zwędzają:
Robi, co swoje, czas nieustanny.

Wspomną czasami, gdy razem chlali,
Raz to komendant, już to Isiewicz,
Jak to socjalizm tu budowali,
Niczym sam Judym i sam Borewicz.

Odpowie proboszcz: „Ach, to sen mara!
Co zbudowane, jednak zostanie,
Kiedy Isiewicz z Bogiem się starał,
Poszło plebanii pomalowanie!

Co by nie mówić, to w peerelu
(A pamiętają to ludzie mili),
Nie było żadnych głupich dźenderów,
A wyście cicho dzieci ochrzcili.

Zawsze byliście patrioci prawi,
A nawet w partii dawno niebyłej.
Bóg wszak to widzi i za to zbawi,
Więc Partia nowa niechaj nam żyje!”

Co oczywiste, taka ekipa
Poparła pomysł spotkania w dym.
Poznać włodarzy po ich wynikach;
Czy Rzym urządzą, czy może Krym.

Radzić zostało tylko elicie
Kogo zaprosić na mityng ów.
Rąbać by prawdę trzeba sowicie,
Kto porwie tłum z pomocą słów?

„Może Antoni? Ten by się nadał
W ideologii wszak wiedzie prym.
Łeb senatora. Gdy gada – swada;
Lubi się zgodzić suweren z nim.”

„Ech, zwariowałeś? To nie zadziała,
Wysokie progi na gminę naszą.
Poza tym mądrość Prezesa chciała,
Aby chwilowo Antoni paszoł.”

„To może panią by wicepremier?
Broszka ozdobna, babka stateczna;
A z nią od razu dostaniem premię:
>>Jak z ruin droga wiodła bajeczna<<.”

„Ach, dajcie spokój, byłyby jajca
A w jej kolumnie syrena wyje;
Przecież nie mamy tutaj Dunajca,
Jeszcze nam kogo w gminie zabije.

Może suweren także zobaczyć,
Że ona całkiem taka bez teki,
Że baba w Partii nic już nie znaczy…
Niech już opływa lepiej te smreki.”

„To sam już nie wiem. Ten od carycy?
Jest sympatyczny, jak wielu sądzi.”
„Nie ryzykowałbym po próżnicy.
Może się zgubić. Może zabłądzić.”

„Przyjemne łączmy więc z pożytecznym,
Szkoła ogrodów tu doskonała:
Splendorem było by nam bajecznym,
Gdyby Marszałka powaga chciała.

Placówka nasza to zasłużona,
Najlepsza w gminie jest edukacja;
Marszałka godna jak nigdy ona –
Od lat piętnastu nasadzeń stacja!”

„No nie wiem chłopie, to sprawa śliska
A nawet, jeśli on się podejmie
Raczej obrazi się, niźli zyska.
A kto zblokuje totalsów w sejmie?

Nie bierzmy na się takowej winy –
Czuwa Marszałek wszak w parlamencie.
Tutaj przemówi on nam do gminy
A tam przemawiać se Peło będzie.

Poza tym, gdzie tam – szmery bajery…
U nas to starsze wdzięczą się zadkiem.
Są tu biznesy, ale – gdym szczery –
Skąd tu weźmiemy piętnastolatkę?”

„A ja wam powiem, o parafianie,
Że tu nam wsparcia Pana potrzeba:
Od Tadeusza kogoś dostaniem
I to przychyli wnet łaskę Nieba.

(Ach, jakże cierpi judejska żmija;
Smagana falą Radia Maryja!)

Tam jest kobita jedna postawna,
A Ojca kocha, jak obłąkana;
Już z tego tylko w narodzie sławna,
Że przez nią Prezes jest na kolanach.

I „Abba” bywa zmuszony pląsać.
Zatem widzicie – odważna baba
(W pierścień całować i się nie dąsać)
Wsadza łeb w paszczę płeć niby słaba…

Może ciut chamska, może ciut krępa,
I zgrzytniesz zębem, jak jej posłuchasz
Ale solidna, jak Saska Kępa –
Na tej opoce podniesiem ducha.

Bo to, choć baba, jednak z jajami,
Próżno wyroki sąd przysposobi –
„Se wydrukujcie wyroki sami;
Płaszcza nie oddam – i co pan zrobisz?!”

„Chujowy pomysł” – reszta zaklęła –
„Nibyś duchowny, a w ciemię bity.
Trzeba by przelać na Ojca „dzieła”,
A haracz musi być przyzwoity.”

„Mnie tam z podziemi forsa nie tryska!”
„A mnie nie rosną Maryi róże!”
„Czy wyglądamy, jak z przytuliska?
Ja samochodem się nie przysłużę!”

„Miłośnik zwierząt też więc odpada,
A trochę szkoda, bo mam dwururkę;
Lubi postrzelać w dziki Gromada –
Lecz gotów wcisnąć leśnika córkę…

Jeszcze zobaczy tutaj kornika
I drzewo pójdzie na geotermię;
Alboli strzelba mu się rozbryka
Jakiś gatunek do końca zdejmie.

Może też wiatrak w gminie zobaczy,
Że pranie ciągle księżowskie białe,
I za postawę nuż obsobaczy:
Że się nie pali z Donbasu miałem.

Że Ukraińcom on ukradziony,
Jak ukraiński barszczyk jest tani;
Nie po to do nas hurtem kupiony
Aby energii nie zyskać na nim.

A te wiatraki diabeł podpowie…
Kiepska ochrona to środowiska,
Zawsze palili węglem na zdrowie –
Kiedy z wiatraka miazmatem tryska.”

„Mnie by się zdały kły lub poroże,
Aby na ścianie ładnie wisiały.”
„He, he, uważaj, by twoje własne
Rogi ci ściany nie zasłaniały…”

„Ależ panowie, trochę powagi!
Czy któryś jaką ma propozycję,
Bo jak tak słyszę wasze uwagi,
To niemal zmieniam się w opozycję.”

„Niby ekspertów – tylko przebierać:
Szef KNFu – z korupcji wykład,
Przy konstytucji wesoło gmera,
Ten, co przy nartach zapięcia wikła.

Wylazłszy z nagła z woreczka Szydło,
Ze znaną wszystkim nam wesołością,
Tłumaczy wszystkim, niczym w ukropie,
Co jest, co nie jest – pracowitością.

Piotrowicz z Kryże walką sterani,
Zahartowani przez nią i czyści.
Co to za problem, wyjaśnić, dla nich –
Kim są prawdziwi postkomuniści?

Kurski pójść może także za ciosem.
O pluralizmie opowie składnie:
Że wszyscy jednym śpiewają głosem,
Za to w tonacji. I wcale ładnie.

Jak być bezstronnym, minister Ziobro
Co z pracy wylał za to jedynie,
Panią, co w pracy mu jest niedobrą,
Bo go oblała na egzaminie.

Sędzia Przyłębska o legalizmie,
Posłanka jedna zaś o trzeźwości,
Sam Prezes kwestię homosiów liźnie;
A episkopat zaś – o miłości.

Marta wszem znana, zawsze dziewica,
O stałość związków naszych się żali;
A jej znajomość sprawy – zachwyca,
Gdy pisze w „Vivie” czy innej „Gali”.

„Wiem! Mam! To bomba! Jest idealna!
Kiedy lewactwu do słuchu powie –
I wyrazista i optymalna –
Rżą, niczym wściekłe konie w Janowie.

Panna cnotliwa, a wyszczekana,
Chociaż niemłoda – z temperamentem.
Z jej to powodu na pyskach piana;
Wstrząsa opinią i parlamentem!

Taka jest Partii najlepsza wola,
By nam rządzili ci, co się znają:
Taka ekspertów ekspercka rola –
Mamy więc plusa, ją zapraszając.

Bo pewnie przyjdą całe rodziny,
Nie jakaś banda, całkiem jałowa;
Gdy więc posłankę tę zaprosimy,
Skrzepi rodziny poprzez dar słowa.

Niczym ta Wolność, co to Francuzów,
Wiodła do walki na barykady,
Z tym, że bez piersi na zewnątrz luzu,
By nie polegli od tej przesady.

Wskaże faszystów i komunistów,
Twarda towarzysz w partyjnej pracy;
I wegetarian wskaże, cyklistów:
Jacy są wszyscy straszni lewacy.

Stanie na straży też obyczaju.
Kto inny miałby fuchę tĘ WZIĄ-ŚĆ?
Język, kultura, śmietanka kraju
I na katedrze zdarza się siąść.

Powie defakto, po naukowemu,
Czemu zboczeństwo akceptowane
Jądrem dowcipnych bywa problemów;
I jak uchodźcom postawić tamy.

Powie też o tym, na czym to zna się:
Bykowej taksie – rodzin sanacji.
Związków małżeńskich soczystej krasie,
I o bezbożnej seksalizacji.

Pokaże, kogo Bóg nie posłucha;
Wyliczy takich, co są zboczeni.
Chrześcijańskiego objaśni ducha:
Którzy to mają być wykluczeni.”

Ten głos przeważył, bowiem niósł rację
(Dzwonią sałatki różne zamówić).
„Drogi proboszczu, przez aklamację!
Słynna posłanka będzie tu mówić!”

cdn. 🙂

 

 

Print Friendly, PDF & Email

REKLAMA

Tarot dla Ciebie