Akt III, cz. 3
I w „Wiadomościach” babki są fajne,
Choć zasadniczo lekko przy kości;
Czemu te wredne lewaki skrajne,
Sprawiać im muszą tyle przykrości?
Krecia robota to opozycji.
Znowu mieszają jak niegdyś, w Gdańsku…
Czepia się dziewuch i ich pozycji –
Przecież nie mówią po koreańsku?!
A bezstronnymi będąc od zawdy,
Też kiedyś mogą być w polityce.
Mówić w niej dalej będą zaś prawdy.
Nadal bezstronnie, chętnej publice.
Bo ludzie skromni, ale przytomni –
Takich Fortuna zawsze lubiła…
Czy kto Lichocką dzisiaj przypomni
Jak to bezstronnie dziennikarzyła?
A jeśli będzie nadal bezstronnie,
Promować Partię i Wodza ślicznie,
To się niechybnie o nią upomną
Europarlament i spółki licznie.
I wtedy skromna i skromna teraz
(Że opieprzała niektórych gości?)
Zna się na więcej niż wszystkim nieraz,
To ile może mieć cierpliwości?
(„Cierpliwość” jest tu słowo kluczowe –
Atakująca zewsząd zgnilizna,
Gdy moralności mamy odnowę,
To jeszcze bardziej zgniła, wścieklizna).
Miej tu cierpliwość na to zdziczenie!
Kiedy moralne dajesz recepty –
A oni mówią ci w oczy – że nie!
Reakcji wolą zgubne podszepty.
A to dopiero jest deprawacja!
Całkiem bez trybu zbierać pieniądze!
To nic dziwnego, że irytacja,
Trzepie czynniki państwem rządzące.
Przecież ten Owsiak Partię okrada
Z ludzkiej wdzięczności i entuzjazmu;
To racji stanu potężna zdrada,
Wbrew Partii ludzi wyrwać z marazmu.
Pal diabli dochód zbiórki ten cały.
Inaczej ściągnie się te pieniądze,
Chociaż na „dzieła” by się przydały,
Jakoś powiąże Rząd koniec z końcem.
Ale nie po to jest Dobra Zmiana,
Aby dobrymi być inni mieli,
Ta samowolka jest obłąkana:
To Rząd ma rządzić, a Partia dzielić!
Żebyż to chociaż na Smoleńsk dali
Albo przed Wodzem się ukorzyli;
Żeby na pomnik Leszka zbierali
Albo – że dzięki Wodzu – mówili.
Jednak bezczelnie sobie zbierają
I sprzęt medyczny ludziom kupują;
Wstydu, źle robiąc, wcale nie mają,
Poklask niemądrych sobie znajdują.
(Popatrzcie na nich, a ogarniecie,
Ile to zła jest jeszcze na świecie;
Na szczęście walczy nam Zmiana chrobra,
Aby nie było nic, prócz jej dobra).
Wie też Isiewicz, co trzeba robić:
Spuścić ze smyczy medialne pieski,
Aby Owsiaka błotkiem obrobić.
Patrzcie: to ptaszek przecież niebieski.
Trzeba umniejszać, wątpić, wybrzydzać,
Insynuować, jątrzyć i mylić,
Trzeba wyszydzać, gnoić, zohydzać;
Podejrzeń klimat trzeba rozpylić.
Zakazać trzeba straży, policji
I instytucjom różnym udziału.
Może na skutek tej prohibicji
Uda się zbiórkę zdusić pomału?
(Ludzie niestety naiwni teraz
Zamiast kolejnych cegieł na stocznię –
To z roku na rok więcej on zbiera,
Marnuje Owsiak zbiórkę corocznie.
I to się wtedy dopiero zmieni,
Gdy będą wszyscy uświadomieni).
Z kronik filmowych jawią jak mgiełki,
Kukły niesione w falach pochodu:
W Polsce po wojnie żartu perełki,
Z papiermache kukiełki z przodu!
Kapitaliści i podżegacze,
Churchill, de Gaulle i Adenauer,
Świata pokoju ci podpalacze:
Oto ludowej satyry „power”!
„UNRRA nam daje tyle, co może,
Ale jest Churchill wredny – o Boże!”
Zatem aż w duszy coś śmieje mu się:
Nareszcie znowu dzieło podjęto,
Kiedy zobaczył hecne „Plastusie” –
Z wrogiem klasowym za bary wzięto.
„Paczaj Grażyna, ja nie wytrzymie,
Facet się znowu przebrał za babe!”
Na ranking przednich dowcipów wpłynie,
Że przy „Plastusiach” nawet to słabe.
Humor to gęsty – wszystko się przyda:
Waltz z brodawkami i forsa brudna;
Lech na banknotach, gwiazda Dawida,
Służebność złemu Owsiaka cudna.
Waltzowa skrzeczy, że proszę siadać,
To prawda czasu jest i ekranu,
Skoro zaś Kurski zechciał to nadać –
Musi być prawdą to do sześcianu.
Jest i aluzja praktyk złodziejskich
I propaganda, jak cepem w oczy;
Praktyk tak brudnych ma ona miejskich,
Że już u Lecha nie zdążysz zoczyć.
I już wiadomo, że Owsiak kradnie,
A niechby tylko i popularność:
Złodziej, to złodziej, trzeba dosadnie!
No a pieniądze? Pieniądze marność.
Partia poradzi sobie z takimi!
Najwyżej dzieci i emeryci
Nie będą truci sprzętami złymi:
Może ktoś umrze, lecz dobro chwyci.
Częsta szlachetność Partii w erupcji:
Uzdrawiać dobrem świat – jakże miłe!
Nie ma przeszczepów – nie ma korupcji.
Nie ma przeszczepów – nie ma pomyłek.
(Bo jeden pan tam, gdzieś na urzędzie,
Nikogo przecież krzywdził nie będzie).
No, trochę szkoda Adamowicza,
Takie robiło się materiały…
Można by nadal ponapierniczać
I w „Wiadomościach” – gdyby był cały.
Też z plasteliny gębę dolepić,
W prime-time kolejną łatkę mu dodać;
Stadem Rachoniów gościa oślepić,
Lecz już za późno. Naprawdę szkoda.
Jak się Sekretarz słusznie podzielił:
Gdybyśmy byli całkiem moralni,
Nic byśmy przecie z tego nie mieli,
Dla wroga byli przewidywalni.
Bo, gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą.
I rewolucja ma swe zasady:
Grozić grodzącym drogę podlecom,
Bez sentymentu wytępiać zdrady.
cdn. 🙂


