Towarzysz Isiewicz cz. XX

REKLAMA

Akt III, cz. 7

A bo to właśnie z kulturą trzeba,
Więc się napiera kultury frontem;
Nie dodać igrzysk do plusów chleba
Dla widzów byłoby wszak afrontem.

Jest propaganda tubą sukcesu.
Im bezczelniejsze, tym lepsze grandy;
Życie dowodzi, że interesu
Strzeże najgrubszy typ propagandy.

Tylu wiedziało już Sekretarzy,
Że, jak już kłamać, to grubo kłamać,
Bo jest najtrudniej kłamstwo podważyć,
Które swą masą olbrzymią trwa mać.

Wszak widzą wszyscy cesarza szaty.
Najtrudniej wrócić jest oczywistość:
Lepiej zyskami nazywać straty,
Niźli wskazywać na strat tych mglistość.

Małe kłamstewka łatwo padają,
Wielkie zaś wodzą za nos miliony;
Dla ludzi powab kłamstwa te mają,
Co obszerniejsze, niż nieboskłony.

Przecież nie idzie kłamać tak bardzo! –
Szeroki rozmach bajędy kusi –
Lud ciemny w wierze skalą utwardzą:
Ile w tym kłamstwie prawdy być musi!

Więc pierś Holeckiej faluje żwawo,
By w Sekretarza lud począł wierzyć,
W ciężkiej histerii wznoszona Sprawą:
Krąg nawróconych by zacząć szerzyć.

Poziom absurdu za tym dowolny,
W bajkę człek wierzy najchętniej przecie:
I koreański chłop małorolny
Zorientowany jest równie w świecie.

Mamy tradycję swą ulubioną,
Którą nam Partia Mateczka dała:
Malujmy trawę znów na zielono,
Im mniej finezji – tym lepiej działa!

Stępkę kładziemy pode prom śliczny,
Choć nie ma nawet projektu tegoż.
Troszeczkę szkoda, że nie kosmiczny,
Premiera mamy bowiem śmiałego.

(Lekko tam było pono niemiło,
Tu sam Pan Premier – a wpadka taka:
Bo nawet stępki owej nie było
I ktoś przytargał kawał wiatraka).

Jak Krzywousty śmiały to Premier
Więc równie dobrze mógł, bez kozery,
Aut elektrycznych ludowych premię:
Obiecać jeszcze z milionów cztery.

A na mierzei las już wycięto,
Żeby uczynić miejsce na palik.
Palik odpłynął był mocą świętą
Potęgę Partii po morzach chwalić.

Sam Prezes bursztyn łopatą wabił…
Przez delikatność nie chciał zbyt stukać,
Klina mierzei palikiem zabił,
Bo nie wiadomo, gdzie palik szukać.

Mogą nie znaleźć: byłaby strata,
Elbląg tak liczył na te przekopy!
A tu zajęta znowu łopata
(Coś mają hyzia z kopaniem chłopy).

Skoro nikt nie chce latać z Radomia
(Co budżet sporo musi kosztować)
Cóż w wizjonerskich jest Rządu dłoniach?
Większe lotnisko trzeba zbudować!

Mogłoby więcej latać z Modlina,

Lecz jest marszałek nie z Dobrej Zmiany.
Ziemi Radomskiej suskiego syna
Chętka… Styliskiem więc wywijamy.

Bo wpadł na koncept i służy radą:
Widać, że łebski z ekonomiki –
Że na południu bardziej jest Radom,
Więc będzie bliżej nam do Afryki.

Geniusz z historii – też arytmetyk
(Z takim by chciały i cudzołożyć):
Nie ma z Radomia lotów niestety,

Lecz on to zero rychło pomnoży…

Niedługo będą jak na sygnale
Jeździć ze szpadlem przed wyborami;
Tak oto premier nie kończy wcale –
Dopieścić masy chce początkami…

***

Znów telewizji istotna rola:
Kto opozycję nam odmaluje?
Gdy Sekretarza jest taka wola,
To się na wizji zdrajców grilluje.

Kolejny dowód na Wodza geniusz,
Że nieustannie on obserwuje,
Dotąd na mądrym swym podniebieniu
Smak „i czasopism” upojny czuje.

Bo utytłany ślicznie zostanie
I w podejrzanych wciągnięty rejestr,
Kiedy tłumaczy kto na ekranie,
Że absolutnie wielbłądem nie jest.

Dyskretny urok Komisji szerzy
Tę propagandę – tak elitarną;
Rząd już upadał, a z nim premierzy –
Na taką mąkę mieli się ziarno!

Niech wróg się dusi, niechże zobaczy,
Ile z Komisji można wydusić.
Coś jest na rzeczy, gdy się tłumaczy.
Coś jest na rzeczy – stawiać się musi.

Są w rękach środki do tego celu,
Są mikrofony, do nich statywy
I dziennikarzy przychylnych wielu,
Nie zbraknie w Sejmie sal urodziwych.

Na telewizję jest przełożenie,
Na Klarenbachy i na Rachonie.
Tylko przydzielić role na scenie
I liczyć zyski z tego na stronie.

Ale niestety, braki kadrowe!
Jak była mowa, promocji system –
Lojalne sądy to kapturowe,
Ale w nich siedzą bałwany mgliste.

Los taki ciężki bywa geniusza,
Zawsze samotnie musi pracować:
Świta głupotą najczystszą wzrusza,
Że nie wiadomo, gdzie oczy schować.

Szef im narzędzia takie podtyka,
Że tylko marzyć – posłanko, pośle…
Z czego mu gorzka wiedza wynika:
Dojechał władzy na zwykłym ośle.

Bo się należy żonom smoleńskim,
Takoż i córkom i drugim żonom,
Katastrof polskich posiew zwycięski
Synom i wnukom; także matronom.

Tyle że potem brylują w mediach
Albo na czele Komisji stają,
Z czego się robi czysta tragedia,
Bo kompetencje smoleńskie mają.

cdn. 🙂

Print Friendly, PDF & Email

REKLAMA

Tarot dla Ciebie