Towarzysz Isiewicz cz. XXII

REKLAMA

Akt III, cz. 9

***

Coś korytarzem sunie, jak burza:
Równie dostojnie, inteligentnie;
Niczym okręgi na wodzie wzburza,
Ludzi wokoło gromiąc namiętnie.

Zadrżał Isiewicz: Posłanka idzie!
I nagle trema straszna dopadła:
Trzęsiawka w rękach, kolanach, łydzie,
A w gardle powrót rannego jadła.

Lampki się świecą, świecą kamery,
Jak wszedł do studia, już nie pamięta,
A redaktora uśmiech nieszczery,
Sprawia, że drżą mu nadal porcięta.

Jak ogłuszony, jak oniemiały,
Język znienacka mu kołkiem stoi.
Jakoś się myśli mu nie zebrały,
Chociaż wokoło tu sami swoi.

Więc długa chwila mija paniki,
Zanim nań spłynie fala kojąca;
Gdy słyszy pani posłanki krzyki,
Mógłby ich słuchać teraz bez końca.

„Ja panu przecież nie przerywałam,
Wyłanczam bzdury, co pan powiedział:
Odpowiedzialność wziąść obiecałam,
By lewak nie stał, a raczej siedział”.

Słucha Isiewicz szczerze zdumiony,
Co tam się w gminie u niego działo,
Pięknym obrazem oszołomiony,
Który zmalować się jej udało.

Słucha, jak dziatki, zacne matrony,
Młodzian nadobny, z wąsem włościanin,
Lud tak pokorny, a tak zgnębiony,
Wręcz dyszy Partią, co działa dla nich.

Jak w słowach zgrzebnych, ale taktownie,
Chociaż szanują inne kultury,
Proszą, by można było odmownie:
Żeby tu nie mógł wjechać niektóry.

Tak zakochani w Prezesa złości,
Przejęci Jego duchem misyjnym,
Seks uprawiają bez przyjemności
I tylko w celu prokreacyjnym.

Wpływy z akcyzy, samopoczucie
(Za pińcet plusy, inne rodzinne),
Wzrost patriotycznej konsumpcji uciech,
Idą, jak woda, paliwa płynne.

Koło gospodyń też pozytywne:
Więcej pięćsetek się oczekuje.
Że gospodynie nie są naiwne,
Robota chłopom się tam szykuje.

A i najstarsi nie pamiętają
(Co jeszcze z wojny pokażą blizny),
By tak przybyło, gdy dopłacają,
Tyle wesołej nierogacizny.

Zacni tamtejsi obywatele,
Nie zarażeni lewactwa trądem,
Pytali szczerze, pytali śmiele:
Czy Rząd jest z Partią, a Partia z Rządem?

„I bardzo jestem tym zbudowana,
Że tylu mamy w Polsce patriotów;
Nie twierdzę tego tylko ja sama:
Działacz Isiewicz potwierdzić gotów”.

Gdyby nie siedział, ugiąłby nogi.
Ciężki mikrofon, jakby ze stali;
Gdzieś odczepiły mu się ostrogi
I martwym wzrokiem patrzy po sali.

A wtedy pęka coś w Isiewiczu!
On całą prawdę teraz wygarnie!
Za długo pisał był na Berdyczów,
Więc teraz szansę szybko ogarnie.

Mówi, co serce mówić dyktuje;
Mówi – a słowa szybkie, jak łanie,
Mówi, jak myśli; mówi – jak czuje,
I pędzi szparko zdanie za zdaniem.

Wszystko wyłożył, jak należało.
I kiedy skończył, cały czerwony,
Utracił całą tę dziwną śmiałość,
Nagle szczerością swą zalękniony…

Cisza zapadła, niczym po gromie;
Słychać gdzieś muchę, że sobie leci.
Poci się biedak, lico czerwone,
A bez litości reflektor świeci.

Ciszę by kroić. Jak zasiał makiem,
Cisi posłanka i prowadzący;
Cicha widownia z oddechu brakiem,
Reflektor słychać – syczy gorący.

I nagle burza oklasków zrywa
Ciszę, tak bardzo dotąd gryzącą!
Owacja pąsem nowym okrywa:
Klaszcze widownia mu na stojąco!

Płynie ze studia, jak na obłoku;
Wie to już teraz, jakie uczucie,
Jaka euforia – niczym w amoku,
Jakie to piękne w serce ukłucie.

Teraz rozumie tych towarzyszy,
Dla których dotąd stanowił tło;
Widzi ich w TIVI i w radio słyszy…
Dlatego mają parcie na szkło!

Sam zrobi wszystko, by to powtórzyć,
By poczuć dreszczyk ten jeszcze raz,
I na występy znowu zasłużyć –
Toczyłby świństwa większe, niż głaz.

Klepią po plecach go oficjele,
W partyjne niebo jakby już wzięty;
Wróżą w centralnych szczeblach karierę,
Za ten wysiłek dzisiaj podjęty.

„Och, towarzyszu, to było boskie!
Chociaż, tak mówiąc już między nami,
Słusznieście swoją wyznali troskę,
Lecz przesadzili z tymi Żydami…”

cdn. 🙂

Print Friendly, PDF & Email

REKLAMA

Tarot dla Ciebie