Towarzysz Isiewicz XVII

REKLAMA

Akt III, cz. IV

Znów dialektyka poradzi dzielnie,
Dobry z niej często pożytek mamy:
ONI ZAWŁASZCZĄ media bezczelnie,
Gdy MY je tylko wszak ODZYSKAMY.

ONI stosują przemysł pogardy
(Zresztą w pogardzie za to ich mamy),
MY mamy wyrok historii twardy,
Czyli, że słusznie poniewieramy.

Zatem skutecznie i całkiem modnie
Lud otumaniać tą maskaradą;
A i Sekretarz ma z tym wygodnie,
Kiedy Karnowscy pod adres jadą.

(Prezes człek czynu, wiele pracuje
I przed południem nie lubi wstawać;
Nikt Go o ósmej nie fatyguje,
Żeby o świcie miał naród zbawiać).

Jadł był Isiewicz kiedyś kolację,
Po jakimś plenum, za peerelu,
Aż z Ułan – Bator miał delegację
(Ech, sojuszników było tak wielu!)

I tam mu wtedy jeden towarzysz
Metodę żaby wyjaśnił krótko:
Kiedy tę żabę już rozkojarzysz,
Nie skuma, że ją gotują w udko.

„Na, pasmatritie, dragoj Isiewić
Jesli ani sliszkom eto rano znajut
(Nużna miedlienno zatiagiwat’ wint)
Ani nie >czekajut<, ani >spierdalajut<!”

Kto by powiedział przed paru laty,
Że telewizja dziś taka będzie?
Czy by reformę taką oświaty
Miał kto na jakimś szalonym względzie?

Komu się śnili, choć po pijaku,
Prokuratorzy, niczym zające,
Awansowani przy działań braku,
Kiedy w kopercie grube tysiące?

Gdzie jest ten prorok, co mu się iści;
Byłaż Sybilla, co lała żale:
Za prezydentem prący faszyści;
Że nie potrzeba już wraku wcale?!

Ach! A te paski informacyjne!
Ponoć oglądał je sam Wołodia;
Chwalił, lecz mówił: „To się nie przyjmie.
Szto eta? Prawda, ili parodia?”

(Leciało wtedy właśnie na pasku,
Że dobijali zdradzonych o brzasku).

I to jest miara Partii sukcesu!
I to jest żaba ugotowana!
Już i publika nie czuje stresu,
Gdy na bieżąco jest rolowana.

Każdy towarzysz wie nieomylnie,
Że z tą strategią długo nie straci.
Zbierał tę wiedzę długo, usilnie,
Co w dwóch ustrojach mu się opłaci.

Więc to jest jasne i szkoda gadać:
Trzeba oliwić taką maszynkę,
Nic nie żałować, miliard dokładać,
Co roku więcej o odrobinkę.

Dopłacić warto Ojcu samemu,
Co leje wodę wprost w głowy tłumu:
Woda gorąca po piekielnemu –
Galwanizacja pyszna rozumu.

Budżecik MON-u i prezydenta
Co roku, pucuś, jest okrąglejszy.
Na Misiewicza, inne misięta,
Antoni coraz to rozrzutniejszy.

Partia kosztuje, takoż wybory,
A ile Glapcio przy flamach zbierze…
Kto tam ze spółek co oddać skory,
I czym za Ojca płacić pacierze?

Co tam Zalewska z PCK zwinie,
Niewiele przecie ten bilans wzmoże;
Odda najpierwszej naszej Kruszynie,
A poznać łacno to po ubiorze.

Nawet na księdza trza szukać kaskę,
Kiedy Sekretarz pragnie posługi.
Da biznesmenik – lecz robiąc łaskę
Lichą kopertkę, jeden, czy drugi.

Jak zatem widać, wszystko kosztuje,
Forsy by chcieli Austryjacy podli,
Ciągle na wieże sporo brakuje,
A Ojciec Tadzio CIĄGLE się modli.

Ale na media – zawsze być musi,
Mądry nasz Prezes i gospodarny.
By byli ludzie ślepi i głusi,
Każdy grosz będzie i tak zbyt marny.

Nauczyciele niech zatem płodzą;
Na pięćset z plusem ciąż testowanie –
A przy okazji sobie dogodzą.
Kurski swój miliard i tak dostanie.

Na inwalidów budżet żałuje,
Choć bankierowi na dzieci płaci?
Których wyborców więcej głosuje:
Tych, co na wózkach, czy ci dzieciaci?

Trzeba na karku mieć głowę jasną,
Wkładać kapitał, gdzie on się zwraca;
Na szacher – macher forsę wytrzasnąć,
Bo Szefernaker też się opłaca.

Esemes co dzień troszkę kosztuje:
Co wyśle Prezes, to mówi Suski –
Prezes, choć płaci, nie ryzykuje,
Że palnie Suski jakieś pierduski.
(Chociaż i wtedy nie ma gwarancji:
Niektórym brak jest szarej substancji).

W sumie są teraz normalne czasy:
Nie posmarujesz, to nie pojedziesz.
Ale nie starczą +sów frykasy,
Gdy informacja prosta zawiedzie.

Skoro do posłów są esemesy,
Trzeba lud prosty też uświadamiać:
Niech widzą także w sieci sukcesy –
Że Partia górą i Partia trwa mać.

Krząta się biesów tam, jak cholera,
Niczym na główce od jakiej szpilki:
Trollnia masowa Szefernakera –
Jak gdzieś za mało, przyjdą posiłki.

W mózgach dokonać trza perforacji;
Nie w rękawiczkach to operacja…
Często ważniejsza od informacji,
Bywa – sączona – dezinformacja.

Gdybyście byli kiedyś ciekawi,
Jak się upodlić uda obwiesiom,
Spójrzcie do sieci – czy was zabawi,
Co wyrzec można za zet pięćdziesiąt?

Precz sentymenty, na bok skrupuły,
Gdy o wysoką stawkę wciąż gramy:
Prosty zarobek, proste reguły,
Putin pokazał, jak grać tu mamy.

Kłamstwo podobno już nie popłaca.
Stosownych badań to pewno ni ma:
Gdy się Isiewicz w kieszenie maca,
Strasznie go śmieszy stara maksyma.

Przeciwnie za to: w strachu się poci,
(Koszmaru figiel – można się złamać):
Gdyby to nagle toarzysze złoci
Nie mogli zmyślać, nie mogli kłamać!

Taak… Telewizji jest dobro wielkie,
Więc przed ekstremą trzeba ją chronić,
Podjąć wypada też środki wszelkie,
By z niej nie stracić, nic nie uronić.

Właściwym szefem „Solidarności”
w stanie wojennym też jej broniono;
Gdy niewłaściwy stał pewnie wtedy,
Gdzie w szpaler stało… eee… wojsko i ZOMO?

Więc niewłaściwy stał po złej stronie…
Nieee… to właściwy w beretach bronił…
Znów dialektyka, aż głowa płonie:
Że nie jest prosta – tu, jak na dłoni.
(Szczęściem reforma jest edukacji,
To się posprząta i w tej narracji).

Tego Kacperek też nie rozbierze,
Chociaż to ponoć mądra jest psinka:
Czy kiedy Pańcio był tym żołnierzem,
To ten od Danki, to już był świnka?

Duma nad złotą miską Kacperek,
Wspiera wraz z Pańciem rząd… „prawicowy”.
Pańcio nie miewa bowiem rozterek:
Jako szef związku, wspierać gotowy.

(Dumni z frontu jedności
Jednolitej;
Polska Zjednoczona Prawica
Rzeczypospolitej).

Tyle Lech zrobił Partii przykrości!
Nowi działacze przecież nie gapy;
Zabiorą znaczek „Solidarności”
I Matkę Boską wyrwą mu z klapy.

Plac przystoczniowy odgrodzą żywo,
Kacper ujadał będzie wysoko,
Spełni dziejowa się sprawiedliwość
I Frasyniuka znowu powloką…

(A może nawet i to się uda:
Była debata – Miodowicz – Duda).

cdn. 🙂

 

Print Friendly, PDF & Email

REKLAMA

Tarot dla Ciebie

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*


*