Danse macabre

REKLAMA

Są w dziejach każdego narodu takie wydarzenia, po których nie ma już powrotu do tego, co już było i nic już nigdy nie będzie takie samo. Tylko i wyłącznie od dojrzałości narodu i mądrości tych, którzy stoją u steru państwa zależy to, w jakim kierunku podąży bieg historii i czy wyciągnięte zostaną odpowiednie wnioski.

Takim właśnie dniem, po którym w Polsce nastąpiły nieodwracalne zmiany i który wręcz wypchnął nasz kraj na wzburzone morze szaleństwa i brudnych rozgrywek politycznych, był 10 kwietnia 2010 roku. Tego dnia, tuż po godzinie dziewiątej, zaczęły docierać do nas pierwsze informacje o tym, że samolot, w którym lecieli polscy przedstawiciele na obchody rocznicy zbrodni katyńskiej, rozbił się tuż przed wylądowaniem na lotnisku w Smoleńsku. Wiadomości, płynące z monitorów telewizorów i głośników radiowych, początkowo przyjmowane były z niedowierzaniem, potem z przerażeniem i próbą zrozumienia, co właśnie dzieje się na naszych oczach.

Pamiętam ten dzień i chyba każdy Polak pamięta, co robił w chwili, kiedy dowiedział się o tej ogromnej tragedii. Poranne programy w stacjach telewizyjnych zostały przerwane, studia przyciemniono. Polska zatrzymała się w swym codziennym pędzie i ludzie przekazywali sobie wiadomość, że właśnie zginęło 96 osób, wśród których byli ci, których znaliśmy z małego ekranu i którzy od lat byli wrośnięci w naszą polityczną rzeczywistość. Zginął prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, jego małżonka, przedstawiciele różnych opcji politycznych. Tego samego dnia, wieczorem, pod Pałacem Prezydenckim zaczęły zbierać się tłumy. Zdjęcia setek płonących zniczy, składanych w tym miejscu kwiatów i ludzi, pochylonych nad śmiercią tych, których znali i cenili, modlących się w ciszy, skupieniu, złączonych bólem, obiegły cały świat. Świat również pochylił się nad naszą tragedią. Zdawać by się mogło, że taki dzień zjednoczy wszystkich, że pokaże naszą narodową siłę i mądrość.

Żadne państwo nie jest przygotowane na tak wielką tragedię i choć istnieją odpowiednie, czysto teoretyczne przepisy, wytyczające kierunek działań, to dopiero w obliczu realnych wydarzeń można przekonać się, czy rządzą nami odpowiedzialni ludzie. I czy naród jest na tyle dojrzały, by zrozumieć to, co się stało. Kolejne dni pokazały, że państwo jakoś funkcjonowało, że państwowa machina nadal jest w stanie trybić. Ludzie nadal zbierali się, by czuć jedność w tych trudnych dniach i tygodniach. Nikt wtedy nie zastanawiał się nad badaniami genetycznymi szczątków – zapewne nikt też nie jest w stanie wyobrazić sobie widoku po rozbiciu samolotu i tego, co stało się z pasażerami. Takie badania zapewne przeciągnęłyby pogrzeby o kilka tygodni, a wtedy padały już głosy, by ofiary katastrofy smoleńskiej pochować jak najszybciej i godnie. Nikt, kto nie był na miejscu, nie jest w stanie powiedzieć, jak trudna była identyfikacja szczątków. To jednak położyło się cieniem na kolejne lata i dziś znów przypomina o sobie. Wtedy życie musiało płynąć dalej. Pomimo wszystko, pomimo ogromu tej tragedii.

Pierwsze tygodnie po katastrofie smoleńskiej, które powinny zjednoczyć nasz naród, zaczęły brutalnie obnażać pęknięcia. To właśnie w tym czasie zaczął się makabryczny taniec na trumnach ofiar, zaczęła się walka pomiędzy rządem a opozycją, zaczęło się manipulowanie opinią społeczną. Zaczęła się walka z władzami miasta o sprzątanie kwiatów i zniczy, zaczęła się walka o postawiony pod wpływem impulsu przez harcerzy krzyż. Była to dosłownie walka – napierający i krzyczący tłum, który nie chciał dopuścić do przeniesienia prowizorycznego krzyża do pobliskiego kościoła. W Sejmie zapanowała niezdrowa atmosfera, podsycana zwłaszcza przez posłów Prawa i Sprawiedliwości, które coraz głośniej żądało tablic pamiątkowych, pomników, szybkiego wyjaśnienia przyczyn katastrofy. Zaczęto obchodzić miesięcznice katastrofy smoleńskiej. Każdego dziesiątego dnia każdego miesiąca pod Pałacem Prezydenckim zbierał się tłum, nad którym powiewały flagi narodowe, tłum niosący zdjęcia zmarłego prezydenta, tłum, który coraz bardziej ział nienawiścią do rządu i coraz głośniej mówił o zamachu. Każdego dziesiątego dnia każdego miesiąca przez sześć lat przed tłumem przemawiał brat prezydenta, a jego słowa, przepełnione goryczą, coraz bardziej dzieliły Polaków na tych, którzy wierzą w zamach i na tych, którzy uważają, że był to wypadek lotniczy, będący następstwem szeregu niefortunnych zbiegów okoliczności. Takie przynajmniej były ustalenia komisji śledczej. Oficjalnej komisji, ponieważ dość szybko opozycja powołała własną komisję, która głosiła, że na podkładzie samolotu miał miejsce wybuch i wszyscy polegli w zamachu. Nie zginęli, a polegli – to słowo jest kluczowe do dziś. Teorię o zamachu opierano na dość dziwnych i śmiesznych dla wielu badaniach z wybuchającymi parówkami, zgniatanymi puszkami i zasłyszanymi dźwiękami przez muzykolog. Wokół katastrofy smoleńskiej zrodził się swoisty kult – kult, który nieustannie podjudzał Jarosław Kaczyński, pogrążony od sześciu lat w żałobie.

Nasuwa się tu pytanie, czy rzeczywiście można mówić o żałobie. Doskonale mogę zrozumieć człowieka, który stracił brata i nie potrafi pogodzić się z tą stratą. Mogę zrozumieć, że każdy ma prawo do przeżywania żałoby tak długo, jak tego potrzebuje. Nie mogę jednak zrozumieć, jak można wykorzystywać śmierć bliskich osób do realizacji własnych celów i pozyskiwania jakichś korzyści. Nie wiem, kto pierwszy uświadomił sobie, że w katastrofie smoleńskiej tkwi potencjał, który może poprowadzić partię, przegrywającą od wielu lat praktycznie każde wybory do zwycięstwa. Na tym tragicznym bowiem wydarzeniu Prawo i Sprawiedliwość zaczęło budować podstawy do przejęcia władzy w Polsce. Wśród rodzin smoleńskich znalazły się takie, które coraz głośniej krzyczały o zamachu. O tym, że w grobach nie spoczywają ich bliscy, a winę za to ponosi rząd. Rząd obwiniany był również za niewłaściwie pokierowanie śledztwem, za nieudolność w odzyskiwaniu wraku samolotu, który nadal rdzewieje na „wrogiej ziemi”. Pojawiają się nawet głosy, że to polski rząd ponosi całkowitą odpowiedzialność za tragiczny wypadek. Jarosław Kaczyński nie potrafi ukoić swojego sumienia i nie pozwala, by inni zaznali spokoju. On dosłownie żyje Smoleńskiem, pławi się w osobistej tragedii i sprawia, że Polacy nie potrafią już pochylać nad nią głów w zamyśleniu i szacunku. Katastrofa smoleńska przez te lata stała się obiektem drwin i śmieszności. Zamiast zjednoczyć naród, podzieliła go jeszcze bardziej.

Podzieliła również tych, którzy tego feralnego dnia stracili bliskich. Po jednej stronie skupiła zwolenników zamachu, po drugiej tych, którzy nie mogą zaznać spokoju i nie mają prawa do własnego zdania, do decydowania za samych siebie. Po jednej stronie słyszy się słowa pełne nienawiści do ówczesnego rządu, po drugiej słychać głosy wyważone i rozsądne, które jednak są tłumione i niesłyszalne przez dzisiejszy rząd.

Prawo i Sprawiedliwość doszło w końcu do władzy. Tańcząc przez sześć lat na trumnach tych, co zginęli. Podsycając nienawiść w narodzie, dzieląc go coraz bardziej. Niemal natychmiast została powołana nowa komisja śledcza, złożona z ludzi, którzy nie mają zielonego pojęcia o wypadkach lotniczych i którzy mają tylko udowodnić, że był to zamach. Teza już została postawiona, dowody znajdą się lub zostaną odpowiednio spreparowane. Przecież to tylko nic nie znaczący szczegół. Można by pomyśleć, że rząd PiS już następnego dnia odzyska wrak samolotu. Nic bardziej mylnego – wrak jest nadal tam, gdzie był przez ostatnich sześć lat i żadne znaki na niebie i ziemi nie wskazują, by mogło się to zmienić. Trudno określić, czy to zamierzone działania rządu czy po prostu jego nieudolność. Można by pomyśleć, że następnego dnia na Krakowskim Przedmieściu stanie pomnik, o który tak się upominano przez ostatnie lata. Nic bardziej mylnego – pomnika nadal nie ma i zrobiło się o nim dziwnie cicho. Można by pomyśleć, że wraz z objęciem władzy skończą się miesięcznice. Nic bardziej mylnego. Każdego dziesiątego dnia każdego miesiąca przed Pałacem Prezydenckim zbierają się tłumy, a Jarosław Kaczyński staje na swojej drabince, by wszyscy dobrze go widzieli i dalej mówi o tym, że jesteśmy coraz bliżej prawdy, że prawda nas wyzwoli, że winni zostaną ukarani i że nadal to czas walki o wyjaśnienie katastrofy smoleńskiej. Prawo i Sprawiedliwość zyskało możliwości, zyskało wszystkie narzędzia do udowodnienia swoich racji, ale nadal tkwi na pozycji opozycji i nie potrafi zrobić zdecydowanego kroku naprzód.

Temat Smoleńska ciągle powraca. Przed nami ekshumacje wszystkich ofiar katastrofy smoleńskiej. Zostaną przeprowadzone wbrew woli części rodzin, na siłę, w atmosferze narastającego niezadowolenia narodu. Bo Polacy mają już naprawdę dość słuchania o zamachu, mają dość teorii Antoniego Macierewicza. Mają dość wystąpień Jarosława Kaczyńskiego. Mają dość, ponieważ nie są w stanie zrozumieć, jakim trzeba być człowiekiem, by wykorzystywać tragedię 96 rodzin, by udowodnić swoje racje. Ekshumacje mają potwierdzić, że był zamach. W rzeczywistości najbardziej uderzą w tych, którym rząd uniemożliwia pogodzenie się z tragedią i normalne życie. Nikt nie pyta ich o zdanie, nikt nie potrafi wykazać się choć odrobiną zrozumienia dla ich bólu, który jest nieustannie podsycany.

Dance macabre trwa i będzie pewnie trwał przez kolejne miesiące, o ile nie lata. Jest to taniec na trumnach ofiar nieszczęśliwego wypadku, na którego czele kroczy człowiek, który manipuluje śmiercią własnego brata dla własnych korzyści i narzuca całemu narodowi pamięć o nim. Za nim pląsają ci, co na śmierci chcą ugrać jak najwięcej. Za nimi idą z pochylonymi głowami ci, którzy zostali w ten makabryczny taniec wciągnięci bez swojej zgody. Idą zrezygnowani, w poczuciu niemożności sprzeciwienia się temu szaleństwu. Na końcu, w oddali stoi naród – podzielony, przepełniony nienawiścią, narastającym gniewem. Naród, który zamiast zostać zjednoczonym, został wtłoczony w rzeczywistość, w której po 10 kwietnia 2010 nic już nie jest takie samo. Naród, który przekonał się dość boleśnie, że mądrość rządzących jest niewystarczająca, by zagłuszyć szaleńców i na tyle niedojrzały, by pozwolić się podzielić tym szaleńcom.

Print Friendly, PDF & Email

REKLAMA

Tarot dla Ciebie