Draka na Nowogrodzkiej

REKLAMA

W bardzo nerwowej atmosferze przebiegała narada na ul. Nowogrodzkiej po tym, jak okazało się że Prezydent przynajmniej częściowo stanął po stronie układu, kasty sędziowskiej, komunistów, złodziei, upiorów bolszewickich, zdradzieckich mord, niemieckich popychli, UBywateli, KODomitów ze świecami i innych oczadzonych spacerowiczów.

Chwilę po zamknięciu się od wewnątrz drzwi gabinetu, „Wielki” Wódz zaczął z całej siły napieprzać piąstkami po Błaszczakowej łepetynie, gdyż ten jak zwykle stał najbliżej niego. Panu Mariuszowi to na pewno nie pomoże. Ale i nie ma co niepotrzebnie panikować, gorzej już zwyczajnie być nie może. Mariuszowego deficytu powiększyć się najzwyczajniej w świecie nie da. Stojący obok i obserwujący tę całą sytuację Witold Waszczykowski i Ryszard Terlecki próbowali nieśmiało uspakajać Prezesa, co oczywiście przyniosło efekt odwrotny od zamierzonego. Jarosław rozsierdził się jeszcze bardziej. Wymierzył Ministrowi Spaw Zagranicznych potężny cios z główki, zwany potocznie wyjeb..iem z grzywy. Gdzie trafił Ministra biorąc pod uwagę dzielącą ich różnicę wzrostu nie trudno się domyślić. W każdym razie Witold Waszczykowski do końca narady nie PiSnął (i to dosłownie) już ani słówka, zwijając się z bólu w kącie gabinetu. Nie pomogła nawet obecność słynącej z wyjątkowo łagodnego usposobienia prof. Krystyny Pawłowicz, która jak to ma w zwyczaju starała się załagodzić konflikt. Niestety nic z tego. Rozjuszony do granic Kaczyński, otwartą dłonią by nie zostawiać śladów, co najmniej raz zdzielił każdego przedstawiciela PiSu rodzaju męskiego w twarz. Oszczędził tylko oszołomionego od ciosów w głowę Błaszczaka, oraz zwijającego się z bólu i trzymającego się za swoje klejnoty Waszczykowskiego. No i oczywiście wszystkie obecne w prezesowym pokoiku kobiety. Ale o tym, że Prezes jest wyjątkowo szarmancki nikogo przecież specjalnie przekonywać nie trzeba. W stosunku do posłanki Pawłowicz rzucił tylko bardzo grzeczne ”won!”. Po zrzuceniu z okien wszystkich doniczek z kwiatami, zbiciu lustra oraz wytłuczeniu wszystkich znajdujących się na wyposażeniu Wodza szklanek, kubków, talerzy itd., rozejrzał się wokoło dostrzegając jeszcze stojącą w rogu kuwetę kici Fiony. Kopnął w nią z całej siły roztrzaskując ją w drobny mak, rozsypując znajdujący się w niej żwirek oraz inną zawartość, której szef MSWiA nie zdążył wcześniej sprzątnąć. Co się działo później niestety już nie wiadomo. Zainstalowany w gabinecie Jarosława Kaczyńskiego najnowocześniejszy sprzęt do inwigilacji nagle przestał działać. Prawdopodobnie w wyniku ataku furii Prezesa Prawa i Sprawiedliwości nasz sprzęt uległ przypadkowemu zniszczeniu. Na szczęście póki co nie został on wykryty. Niemniej gabinet Prezesa nadaje się tylko do remontu generalnego. I kuwete Fionie trzeba kupić.

Posłowie PiS opuszczali Nowogrodzką z uśmiechami na buzkach, u nikogo nie stwierdzono żadnych widocznych obrażeń np. w postaci lim czy siniaków. Żaden z nich, nawet Witold Waszczykowski nie kulał. I dostali całkowity zakaz wypowiadania się przed kamerami. Jednego możemy być jednak pewni. ”Wielki” Wódz nie puści tego Prezydentowi płazem. Funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu odpowiedzialni za bezpieczeństwo Głowy Państwa powinni wykazać się wzmożoną czujnością.

A co dalej z Prezydentem Adrianem Dudą? Bardzo przepraszam, Andrzejem Dudą? Trudno to przewidzieć. Ale swojego wejścia do gabinetu Prezesa Kaczyńskiego tym haniebnym uczynkiem z całą pewnością nie przyspieszył…

A tak śmiertelnie poważnie. Nie wiem czy ze złośliwości, ale byłbym w stanie poświęcić bardzo wiele dla widoku twarzy Jaśnie Pana Kaczyńskiego w chwili, gdy Prezydent Duda ogłaszał swoje weto dla bubli zwanych ustawami Prawa i Sprawiedliwości o Krajowej Radzie Sądownictwa i Sadzie Najwyższym. Naprawdę bardzo wiele.

Draka na Nowogrodzkiej
12/5

Print Friendly, PDF & Email

REKLAMA

12 Komentarze

  1. Ja natomiast chciałbym bardzo zobaczyć Pana minę, Panie Bartłomieju, gdy tylko dowiedział się Pan o tym, że Pan prezydent Andrzej Duda (zwany długopisem), zawetował 2 ustawy partii macierzystej.
    W tekstach przez Pana pisanych, rysuje się postać sfrustrowanego człowieka, który radość czerpie z potknięć Pana Prezesa, a także podległej mu partii rządzącej.

    Przykro mi to stwierdzić, ale wydaje się Pan odbiciem lustrzanym Pana Jarosława „Ka”.

    Czy uśmiecha się Pan jeszcze w życiu codziennym?
    Czy tak jak Pan Prezes, ma psychodeliczny uśmiech, który ujawnia się jedynie podczas niesamowitej ekscytacji upadlania innych osób?

    Proszę pamiętać, by być ludzkim Panem.

  2. Panie Zygmuncie, Na mojej twarzy malowalo wówczas skupienie, bowiem akurat prowadziłem auto. Zapewne Pan wie, ze stan polskich dróg po latach rządów PO – PSL jest tragiczny, więc sam Pan rozumie. Ale gdybym przewidział, że to dla Pana tak istotne zjechalbym gdzieś na pobocze i trzasnal sobie selfika. I nawet spróbował się uśmiechnąć. Byłoby to dużo łatwiejsze, gdyby nie trzecia, juz podpisana przez Prezydenta ustawa, ktorej sygnowanie jest oczywistym zaprzeczeniem słow, ktore Prezydent wypowiadal uzasadniajac weto dwoch innych tzw. ustaw reformujacych Polski wymiar sprawiedliwości. Usmiech ten zadedykowałbym Panu, choć oczywiście mam tę bolesną swiadomosc tego, ze nie mam tak szczerego i sympatycznego usmiechu jak Pan Prezes.

    Czy jestem człowiekiem sfrustrowany? Zdecydowanie tak. Ale tylko wówczas, kiedy przyjdzie mi do głowy głupi pomysł przełączenia swojego telewizora na kanał, na którym akurat lecą wiadomości ze świata polityki.

    Poza tym w życiu codziennym uśmiecham się raczej dosyć często. Ale brudna polityka nie jest zdecydowanie tą dziedziną, która wywołuje u mnie uczucie radości i powoduje „banana” na mojej zdradzieckiej, psychodelicznej mordzie.

    Wesołego dnia Panie Zygmuncie. Pozdrawiam serdecznie.

  3. Wydaje mi się, a nawet jestem bliski przekonania Panie Bartłomieju, że nie jest tak jak Pan napisał.
    Po głębokiej analizie Pana tekstów pojawiających się na portalu śmiem twierdzić, że jest wręcz odwrotnie. Dlatego pozwoliłem sobie napisać kilka słów, w trosce o Pana zdrowie psychiczne.
    Czasem bywa tak, że fascynacja daną osobą przeobraża się w coś nie do końca zdrowego. A zbyt „żywa” obserwacja, powoduje, że przejmuje się mimowolnie cechy danej osoby.

    Pańska fascynacja partą PIS zdaje się być maniakalną fascynacją. Czasem bywa tak, że największy przeciwnik, jest najzagorzalszym zwolennikiem, a jego „niechęć” spowodowana jest wpływem otoczenia.

    Coraz popularniejsze jest przyznawanie się do swoich zainteresowań, które skrywa się głęboko przed innymi. Panie Bartłomieju, proszę się nie bać „coming out-u”!

    Wierzę, że w przyszłości odkryje Pan swoje karty i przyzna się do prawdziwych zainteresowań. I nie będzie to autoironiczny tekst, jakich wiele w Pana artykułach, oraz komentarzach, a szczera prawda.

    Będę Pana obserwował, wierząc w nawrócenie.

    Ps. Panie Wiesławie, więcej kultury i ogłady. Pan Prezes też walczy śmiechem, „strzelając” do innych słowami typu: „gorszy sort, kanalie, mordercami, dziadami etc.
    Proszę nie używać broni takiej, jakiej używa Prezes, inaczej staniecie się jemu podobni.

    Zygmunt Mąciwoda

    • Trudno psikać na pana prezesa perfumami kwiatowymi, gdy pan prezes wylewa cały szambowóz. PiS pachnie szambem, wylazł z szamba i tapla się w szambie. To nie do mnie należy kierować apele o kulturę.
      Choć uczciwie przyznaję, że do pisowców też nie ma po co.

  4. Serdecznie dziękuję Panie Zygmuncie za tak (nad)gorliwą troskę o moje zdrowie psychiczne. To bardzo miłe z Pana strony, aczkolwiek nie wiem jaki czynnik powoduje to, że jest ona aż tak szczególna w stosunku do mojej osoby? Panie Zygmuncie, zapewniam Pana, że wszystko jest w jako takim porządku. Proszę nie zaprzątać sobie tym głowy. Jednocześnie bardzo Pana proszę, żeby aż tak się Pan w moje teksty nie zagłębiał, nie poddawał ich aż tak głębokiej analizie. Choćby dlatego właśnie, żeby nie przerodziło się to w coś nie do końca zdrowego.

    Z wyrazami szacunku
    Bartłomiej Ożóg

  5. Panie Bartłomieju, nie ukrywam, że Pana osoba wpłynęła na moje życie i odcisnęła piętno.
    W związku z tym zauważając u siebie pewne występki, będące następstwem Pańskich wypowiedzi, zechciałem zwrócić Panu uwagę dokąd Pan zmierza.
    Proszę zwrócić uwagę do czego prowadzi Pan Prezes…jednak on jest już dosyć wiekowy i może mu nie starczyć czasu, i nawet nie chcę myśleć, co będzie w przyszłości jeśli Pan będzie podążał dalej jego ścieżką.

    Zygmunt Mąciwoda

  6. Obiecuję Panu, że poważnie zastanowię się nad sobą, swoim postępowaniem oraz tym dokąd zupełnie nieświadomie zmierzam. Dziękuję serdecznie za wskazanie właściwej drogi życiowej Panie Zygmuncie!!

  7. To panowie Zygmunt i Bartek sobie pogadali(poprzepisywali się) Dowcipne to było by gdy by nie było tragiczne. Ale co poradzić? Nawarzyliśmy sobie piwa i teraz musimy go wypić. Odczujemy to wszyscy na naszych portfelach i na naszej wolności i samopoczuciu.Nadzieja tylko że może trochę zmądrzejemy. Młodzież jest o wiele rozsądniejsza i mimo braku doświadczenia szybko go zdobędzie.

Komentowanie jest wyłączone.