Poczet Wybrańców Suwerena (4)

REKLAMA

 

Bohater zbiorowy – Podkomisja Smoleńska. Założeniem tego organu, złożonego z ekspertów w liczbie 21, było ponowne zbadanie katastrofy smoleńskiej. Powodem decyzji o jej powołaniu, były w opinii Antoniego Macierewicza oczywiste kłamstwa i manipulacje, jakie znalazły się raporcie komisji Jerzego Millera. W praktyce siedzi tam 21 osób, które łącznie za ponad 100 tysięcy złotych miesięcznie robią dobrze szefowi MON, poprzez karmienie społeczeństwa bredniami z pogranicza komedii i science fiction.

Teorii dotyczących tego, co wydarzyło się w Smoleńsku było bez liku. Teoria trzech osób, które miały jakimś cudem przeżyć zorganizowany przez Tuska i Putina w dniu 10.04.2010 roku zamach, na który ci dwaj panowie umówili się kilka dni wcześniej na sopockim molo, a które następnie miały być ”dobijane” przez Rosjan. Były teorie dwóch tupolewów, sztucznej mgły, otrutych pilotów czy bomby termobarycznej. Wybuch do którego miało bez cienia wątpliwości dojść na pokładzie samolotu  TU – 154, a którego niepodważalnym dowodem miał być eksperyment śledczy przeprowadzony z użyciem parówek. Sprawą niezwykle istotną dla mnie, jako absolutnego laika w tej dziedzinie było to, czy te parówki były drobiowe, wieprzowe czy mieszane? I jaki wpływ na wynik eksperymentu mógł mieć właśnie rodzaj i skład użytych w nim parówek. Tu podkomisja milczy. A przecież powszechnie wiadomo, że ”są parówki i są Berlinki”. Następnie było szokujące nagranie, które w sposób ostateczny miało zdemaskować kłamstwo smoleńskie. Na nagraniu tym zarejestrowana jest rozmowa dwóch zamachowców (Tuska i Putina), już po unicestwieniu najwybitniejszego prezydenta, jakiego doświadczyła Rzeczpospolita Polska, a którego to nagrania jak się później okazało nie widzieli dotychczas chyba tylko Antoni Macierewicz i jego team. Ciekawe która z tych teorii w największym stopniu przypadła do gustu Ministrowi Obrony Narodowej i na ”udowodnieniu” której zależałoby mu najbardziej?

Smoleńskie frankfurterki i puszki po Tyskim przebił jednak inny pomysł Macierewiczowych ekspertów. Absolutny hit. Wymyślony przez nich eksperyment miał polegać na doprowadzeniu do zderzenia specjalnie w tym celu zakupionego samolotu TU – 154 z samochodem, do którego dachu przytwierdzona miałaby zostać brzoza. Byłem święcie przekonany, że na coś takiego nie wpadliby nawet ludzie dotknięci zespołem Macierewicza. I że ktoś próbuje w ten sposób dyskredytować prace komisji i jej członków. Ale niestety, to był autentycznie rozważany w gronie ekspertów pomysł. Ostatecznie jednak upadł. Jak tłumaczył szef komisji dr Wacław Berczyński, nie zdecydowano się na to ze względów bezpieczeństwa. Oraz z uwagi na koszty, jakie na pewno byłyby z nim związane. Brakowało samolotu, pilota i brzozy. Znalezienie samochodu z kierowcą nie stanowiłoby w moim przekonaniu większego problemu. Seicento użyte do niedawnego zamachu na Premier Beatę Szydło, za którego sterami zasiadłby kierowca Antoniego Macierewicza Pan Kazimierz, dla którego to nie byłby żaden niezwykły wyczyn. Nie takich cudów się przecież dokonywało, wioząc Pana Antoniego do Człowieka Wolności.

Póki co podkomisji udało się ustalić jeden, niepodważalny fakt. Za 1,4 mln złotych wydane na funkcjonowanie tego organu w roku 2016, dowiedziono bez cienia wątpliwości, że komisja musi istnieć! Ustami posła Dominika Tarczyńskiego zostało to niedawno opinii publicznej przekazane. Na ostateczne wyjaśnienie tego, co stało się w Smoleńsku, będziemy zmuszeni jeszcze jakiś czas poczekać.

Print Friendly, PDF & Email

REKLAMA

Tarot dla Ciebie