Być kobietą w czasach Prawa i Sprawiedliwości

REKLAMA

Patrząc od ponad roku na działania rządu Prawa i Sprawiedliwości dotyczące bezpośrednio kobiet, zadaję sobie pytanie, dlaczego ten rząd tak bardzo ich nienawidzi. W rządzie PiS funkcję premiera sprawuje przecież kobieta, mamy również kobiety, sprawujące piecze nad niektórymi ministerstwami. W Sejmie i Senacie z ramienia PiS również zasiadają kobiety. To jednak nie wystarcza do tego, aby rząd ten spojrzał na Polki łaskawym okiem, widząc w nich pełnoprawnego i przede wszystkim samostanowiącego o sobie suwerena. Co więcej, Polki nie mogą nawet liczyć na pełne poparcie kobiet z Prawa i Sprawiedliwości.

W ubiegłym roku PiS tylnymi drzwiami chciał zaostrzyć ustawę antyaborcyjną, obowiązującą w Polsce od wielu lat. Do Sejmu wpłynął wówczas projekt obywatelski, którego rezultatem miało być radykalne zaostrzenie prawa do aborcji. Posłowie PiS przekazali projekt do prac komisji sejmowej i wówczas polskie kobiety powiedziały „dość”. 3 października 2016 roku w całej Polsce odbył się Czarny Protest, którego symbolem stały się czarne parasolki. Kobiety, ubrane na czarno, wyszły na ulicę, by wyrazić swój sprzeciw. Skala protestu zaskoczyła rządzących. Manifestacje nie odbyły się wyłącznie w dużych miastach. Do Czarnego Protestu przyłączyły się również mieszkanki małych miasteczek, w których życie płynie dość leniwie, z dala od politycznych wydźwięków i zaangażowania w nie ludzi z dużych miast. Poparcie dla polskich kobiet płynęło z całego świata. Rząd sprawę przemyślał i rakiem wycofał się z projektu. I można powiedzieć, że to jedyne zwycięstwo, jakie udało się wyegzekwować suwerenowi podczas tych blisko już osiemnastu miesięcy rządów Prawa i Sprawiedliwości.

Kobiety, co prawda, nadal zachowują czujność i przygotowują się do kolejnego, tym razem, międzynarodowego protestu, który ma odbyć się 8 marca, ale rząd Prawa i Sprawiedliwości o nich nie zapomniał i w ostatnich dniach postanowił zadbać szczególnie o moralność płci pięknej. Od ponad roku dba, by naród polski podnosił się z kolan wobec całego świata, dba o sumienie suwerena, więc nie może zapomnieć o moralności kobiet, które najwyraźniej same nie potrafią się o nią zatroszczyć.

Rząd postanowił zająć się pigułką „dzień po”. Pigułka „dzień po” ma zapobiegać niechcianej ciąży po odbyciu stosunku bez zabezpieczenia. Zażyta w wymaganym czasie zapobiega implantacji zarodka, ale nie działa, jeśli do zapłodnienia już doszło i zarodek zagnieździł się w ściance macicy. Nie jest więc środkiem poronnym. Jest jedynie środkiem antykoncepcyjnym, który do tej pory dostępny był bez recepty dla kobiet, które ukończyły 15 rok życia.

Prawo i Sprawiedliwość już od jakiegoś czasu krzywym okiem zerkało na pigułkę „dzień po”. Znając poglądy przedstawicieli tej partii, wcale nie zdziwiłoby mnie, gdyby dostrzegali w niej dzieło Szatana, sprzeniewierzenie się zasadom kościoła katolickiego i przyczynek do ostatecznego upadku kobiety. Wśród posłów PiS dominuje pogląd, że kobiety zażywają pigułkę kilka razy w miesiącu, a czasami wręcz przegryzają ją co rano jak tik taka. Nie tylko dla odświeżenia oddechu. Postanowiło więc z zaskoczenia wprowadzić do obrad Sejmu ustawę, ograniczającą dostęp do pigułki „dzień po”. Znając życie i mając świadomość, że PiS ma większość w Sejmie, ustawa zapewne zostanie przepchnięta po ostrej dyskusji złudnie merytorycznej, a wszystko to pod hasłem dbania o moralność upadłych Polek. Prawdziwa Polka i katoliczka, rzecz jasna, na widok takowej pigułki splunie i uczyni znak krzyża. A tym, które je stosują, trzeba wskazać jedyną właściwą drogę do bycia nieskazitelną w nowej rzeczywistości.

Totalną ignorancję i przedmiotowe podejście do kobiet, mogą poświadczyć słowa posła Suskiego, który zapytany o pracę nad ustawą o dostępie do pigułki „dzień po”, odpowiedział, że sam jej nie zażywa. Nieco błyskotliwiej wypowiedział się w programie „Graffiti” na Polsat News:
Zapłodnione jajeczko jest przez tę pigułkę wyrzucane z ciała kobiety. Czy ona coś leczy? Jeżeli to jest lek, to powinien być dostępny. Ta pigułka niczego nie leczy, więc nie jest to pigułka zdrowia, tylko pigułka śmierci. Jeżeli mamy taką pigułkę dostępną, to niech chociaż będzie na receptę.

Można jakoś usprawiedliwić ignorancję szeregowego posła Prawa i Sprawiedliwości. Nie zna się, nie ma wykształcenia medycznego i pigułki nie zażywa, więc nie jest obyty w temacie. Ale czym usprawiedliwić podejście do pigułki „dzień po” ministra zdrowia, Konstantego Radziwiłła, który z wykształcenia jest lekarzem? I z racji wykształcenia jakąkolwiek wiedzę na ten temat powinien posiadać?

Minister Radziwiłł popiera ustawę, wprowadzającą sprzedaż pigułki „dzień po” na receptę. A swoje zdanie tłumaczy następująco:
Powinny być używane tylko zgodnie ze wskazaniami lekarskimi i po udzieleniu informacji osobie, która ma przyjąć taki produkt, jakie są zagrożenia, jakie są działania niepożądane, jakie są zasady. Dzisiaj wiemy już od lekarzy ginekologów, że na przykład z dostępu do tego typu środków, takiego nieskrępowanego dostępu, w tym także przez dzieci od 15 roku życia, no mamy do czynienia z sytuacjami, gdzie są dziewczynki na przykład, które przyjmują tego typu środki kilka razy w ciągu miesiąca ze wszystkimi negatywnymi tego skutkami.

Nie będę tu rozpisywała się o absurdalności sytuacji, w której kobieta, by zakupić pigułkę „dzień po” będzie musiała najpierw udać się do lekarza w celu uzyskania recepty. Należy pamiętać, że działanie pigułki jest ograniczone czasowo i nie każda kobieta ma możliwość natychmiastowego udania się do lekarza. Wzrośnie więc ryzyko niechcianych ciąż i ewentualnych aborcji. Tego jednak rząd Prawa i Sprawiedliwości nie dostrzega. Lub nie chce widzieć. Ważne, że działa w trosce o zdrowie Polek i odbudowę ich moralności. A że cofa je do średniowiecza w ich prawach?

Rządu to przecież nie obchodzi… rząd przecież lepiej wie, jak polska kobieta ma się prowadzić, jak myśleć, jakie ma być jej sumienie, jaka ma być jej moralność. Polska kobieta ma rodzić dzieci, niezależnie od sytuacji, ma rodzić również chore dzieci, bo rząd jej za to zapłaci, ale potem to już musi być zdana na siebie, bo rząd jakoś szczególnie nie dba  o pomoc chorym dzieciom. Zachęca do rodzenia dzieci, ale odmawia refundacji leków tym chorym. Łono polskiej kobiety musi być zawsze gotowe na przyjęcie życiodajnego nasienia i wypełnienie obywatelskiego obowiązku. 500+ już na nią czeka, czyżby o tym zapomniała? Bo rząd jest taki wspaniały. Najwspanialszy na świecie. Polski rząd dba nie tylko o byt, ale również o duszę Polek, o ich życie wieczne, by prostą drogą do Nieba szły. Nikt tak nie stanie na straży sumienia kobiety, jak Prawo i Sprawiedliwość. Nawet nie pytając ich o zdanie, czy takiego strażnika potrzebują.

Tak… ciężko jest być kobietą w czasach rządów Prawa i Sprawiedliwości. I tylko wypatrywać dybów i pręgierzy na rynkach miast. A może i płonących stosów?

A 8 marca niech kobiety znów pokażą swoją moc…

Print Friendly, PDF & Email

REKLAMA

Tarot dla Ciebie

2 Komentarze

  1. Wcale bym się nie zdziwił gdyby po wprowadzeniu tego zwariowanego pomysłu w życie powstał drugi obieg tymi pigułkami. Skoro w krajach ościennych można je kupić bez problemu to z pewnością szybko znajdą się dilerzy sprzedający je u nas na lewo. Być może będzie to nawet legalne. Jedyna „korzyść” dla kupujących będzie taka, że zamiast zapłacić 150 złotych zapłacą – powiedzmy – trzysta. „Korzyść” dla państwa zaś będzie taka, że od tej sprzedaży nie dostanie ani złotówki podatku.
    Jest to, moim zdaniem, kolejny pomysł PiS-u na poniżanie kobiet, wspieranie czarnego rynku i osłabianie gospodarki.

Komentowanie jest wyłączone.