Towarzysz Isiewicz – Akt I, cz. II

REKLAMA

Towarzysz Isiewicz
Towarzysz Isiewicz
Akt I
cz. II
Teraz z Warszawy wrócił znużony,
Gdzie na partyjnym był konwentyklu;
Wyborcy sługa wszak uniżony,
Więc w szwedzkich stołów tyra on cyklu.
Tam znów się z Partii Olimpem spotkał,
Byli bogowie więksi i mniejsi,
Był i sam Zeus, co głaszcze kotka
I jego słudzy byli znaczniejsi.
Isiewicz gładki, choć nie namolny:
Z każdym choć słówko, każdego łechce;
Tylko – choć prężnym członkiem oddolnym –
Puścić do Wodza ochrona nie chce.
Lecz nie dziwota i słuszna sprawa,
Trzeba pilnować dobra narodu,
Zachodzi przecież pewna obawa
Nazbyt gorących uczuć dowodu.

 

 

Więc nie ma żalu i nie pomstuje.
I innych ważnych było bez liku.
Czy byli mili? Czy abstrahuje?
Od polityki ważkich wyników?

Wszak nie jest ważna tylko ogłada,
Kiedy Ojczyznę wróg atakuje,
Niech z gogusiami z salonu gada,
Kto od dziejowych szans abstrahuje.

A to waleczni, to najdzielniejsi,
Aż dreszcz uwielbień Isiewicz czuje:
Sami patrioci Partii najszczersi
(Chociaż prywatnie, to czasem szuje)

A tyle ptaszków zdolnych w kurniku,
Że i premierów na pęczki zbierze.
Choćby „totalsi” spuchli od krzyków,
Co rok ku chwale ktoś tekę bierze.

Ot, przykład z Brzesz… to znaczy z brzegu,
Broszę ozdobną dumnie wypina,
Że coraz mniej ma w Partii kolegów
Pracoholizmu jej pewnie wina.

Bo przez lat osiem biedni Polacy
I biedne Polki, żyjące w nędzy,
Dzięki ofiarniej jej rocznej pracy
Doszli do znacznych wcale pieniędzy!

By rzec otwarcie: gdy się należy
I kraj z ruiny został podniesion,
Niechaj na konta premia przybieży –
Za express jeszcze procent pięćdziesiąt.

Tak dobry premier rzadko się zdarza,
Więc, gdy wciąż brzmiały „ochy” i „achy”,
Zgodnie z logiką imć Sekretarza
Poszła ta teka szybko do piachu.

To taka szkoda! Niezasłużenie,
Bo to się wcale nie należało!
Lepszym premierem najlepszą premier
Znów dialektycznie zmienić się dało…

Smutna naprawdę i przykra sprawa:
Krom samodzielność, harówę konia;
Chociaż nowemu kwaśne śle brawa,
Do kilku czwartków – być mogła Japonia…

Wykorzystana niczym Kopciuszek,
Choć tak niedawno kwiatem witali.
Nie lubi Zbynio, kpi Mateuszek,
Znowu do :1 brzydale wygrali!

Trudno i darmo, trzeba do Brukseli,
By chrześcijańskie szerzyć tam wartości,
Dbać, by flagi naszej aby tam nie zdjęli
I uczyć Francuzików rosołu na kości.

Nad gładkim czołem niejedna wciąż chmurka:
Czy się obstawa jej dalej należy?
Czy w czwartek korki będą ze Strasburga?
Czy podły Niemiec euro dobrze zmierzy?

Zsępionym oczkiem patrzy zatem wkoło,
Przecież jest poważna, co się będzie szczerzyć.
Zgorszona usłyszy, że obok wesoło.
Komu tak wesoło? Aż się nie chce wierzyć!

Isiewicz też zoczy rubaszne kółeczko,
Z premierem obecnym przyjaciół gromadka,
Perliste śmiechy wymuszone deczko,
Niektórego już przytka przyszła jego zdradka.

Teraz służalcze uśmiechy przykleją,
Niech bierze na się młody Mati baty;
Zanim do Brukseli bezpiecznie nawieją,
Niech sądzi nadal, że jest tak kumaty.

Bo Prezesowi nie wyszła figura,
Takie to być miały eleganckie szachy:
Do dwóch wież obmyślił dodać sobie króla
Lecz co ruch jest króla, to ubaw po pachy.

Isiewicz bez złudzeń autograf odbierze.
Nie będzie kleryk papieża kolegą:
Choć bredzą rytualnie o „mocnym premierze”,
Rychło trafi teka znów do „najlepszego”.

(A przecie garnki lepią nie święci,
Prezes kukiełek swoich nie zlicza,
Gdy kolejnego premiera poświęci
A nuż postawi na Isiewicza?
Gdy kto przypomni wodzu na stronie
Od jak to dawna jest już w zakonie)

Śmieje się premier nieco nerwowo,
Bo pretendentów wkoło jest mrowie.
Gdzie tylko kichnie, obróci głowę,
Stado premierów krzyczy: „Na zdrowie!”

(Oto strategia jest pana Jarka,
Bo zna Lenina mądrości wiele –
Niech rządzi państwem choćby kucharka,
Oby wódz tylko mógł zasnąć śmiele)

A takie wejście miał fantastyczne!
(Trzy zna języki, a pięć rozumie)
Koneksje w bankach z przeszłości liczne
(I skłamać w każdym poprawnie umie)

Z franków kredyty kleił masami,
Zarządzał schedą i aktywami,
Z Tuskiem herbatkę pijał czasami,
Błyszczał z angielska apanażami.

Zgodnie z logiką pana Prezesa
(Mądrość etapu, wszak rozumicie),
Inny wyborca, gdy pusta kiesa,
Inny bankstera chciałby na szczycie.

Pierwszy Sekretarz w swojej mądrości,
Nie tylko chować do szafy umie.
Umie też dostrzec pośród marności,
Takich, co pora im się wyszumieć.

Kiedy więc idą jakie wybory,
Żegnaj nam Antku; cześć, cna Krystyno.
Świecznik ma lepsze stwarzać pozory,
Oni dojrzeją zaś, niczym wino.

Lecz gdy za dużo kukle pozwolisz,
To będzie wierzgać, choć czas jej minął.
Przyjął się dogmat o wolnej woli –
I już masz sikacz, zamiast mieć wino.

Chlapie ozorem, niczym najęty
I z prezydenta wzoru nie bierze.
Inicjatywy ma pierdolnięte
(Że coś sam może, chyba uwierzył?)

Wiedział Isiewicz, że garnitury,
Banków dworzyszcza, marmury, kasy
Mogą ukrywać obraz ponury:
Ludzi – wydmuszki, z pozorem klasy.

Sam jest sól ziemi i kawał chama,
Więc, tak jak Prezes, ma objawione,
Że szyk bankiera – pusta reklama
I nawet hrabia chadza na stronę.

I wnet się stało, co stać się miało,
Cele pijaru leżą, jak gromem.
Miało być złoto, a się zesrało –
Co bzdurę palnie, kończy się sromem.

Żydy już wszystkie poobrażane,
Weź go powstrzymaj – jak grochem w ścianę!
Gniewać zaczęły się też Araby.
Bach! – konferencja o Teheranie.

cdn. 21.03. 🙂

Print Friendly, PDF & Email

REKLAMA

Tarot dla Ciebie