Towarzysz Isiewicz

REKLAMA

Towarzysz Isiewicz

No to jedziemy z nową serią. Dla tych, którzy słusznie zauważą, że złośliwość zatruwa duszę: macie rację. Nie czuję się z tym dobrze. Ale, z drugiej strony, od kiedy w Polsce króluje kłamstwo, nietolerancja, potwarz i nienawiść – nie czuję się z tym aż tak bardzo źle. To nie moja wina. Czyja? Nie wiem. Tuska? To odcinek pierwszy, albowiem nie sądzę, aby znaleźli się aż tak życzliwi, którzy zechcą przeczytać na raz sto pięćdziesiąt stron. Tym samym zapraszam na następne odcinki, które sukcesywnie będę wklejał. Najchętniej co tydzień 🙂

Tadam, przedstawiam Wam sztukę:

Towarzysz Isiewicz

czyli niewątpliwy dramat w trzech aktach

Pamięci „człowieka o moralności alfonsa” dedykuję; mam nadzieję, Panie Januszu, że teraz też Pan tam z tego, co się dzieje, drwi gdzieś na górze.

AKT I
Konwencja partyjna

Pędzi Isiewicz w rodzinne strony,
Bo czas tak leci, czwartek za pasem.
Działacz niezłomny, choć ciut wstawiony
Służy Ojczyźnie bezcennym czasem.

Bryka się zbiera – nie byle fura!
Napęd na cztery, w środku bareczek;
Nawet Tadeusz w niewiele lepszym
Jeździ, by golić stada owieczek.

Na ministerstwo była faktura
A przejął ledwie lekko rozbite.
Tylko obstawy nie daje góra,
Czasem to kurwy są nieużyte…

To kunktatorstwo jest sprawa znana
Lecz jak lewactwo gonić ukradkiem?
Skoro najlepsza jest Dobra Zmiana,
Czemu ryzyko ma być pod zadkiem?

No i prestiżu ciut nie zawadzi,
Gdy kto patriotą i złogów łowcą;
Jak ideałów partii nie zdradzić,
Jeżdżąc w prowincję z samym kierowcą?

Co prawda błotnik jest do wymiany,
(Sam raz pojechał, nie trudził Zdzisia)
Nawet nie mocno był naczaprany
I mu komendant przysługę wisiał.

Ludziom to czasem tak się wydaje,
Gdy jakimś podłym Seicento jadą,
Że to jest łatwe, tak rządzić krajem
I przeciwstawiać wrażym układom.

Człowiek się śpieszy, bo w ważnej roli,
Ochraniać kraj chce i społeczeństwo,
A tu mu taki nikt się wpierdoli,
Jeszcze drze mordę, że miał pierwszeństwo!

Dobrze, że chociaż prawy kierowca,
Od wielu dekad w służbie sprawdzony.
W Stanie był jeździł dla generała
Lecz na Prezesa jest nawrócony.

Taki towarzysz dla sprawy cenny!
Czyszcząc w terenie komusze złogi,
Odciąża szefa w raportach dziennych –
Bez informacji Prezes jest srogi.

Niektóre rzeczy dobrze jest wiedzieć,
To też wiadomo wszak nie od dzisiaj:
Pierwsza się dowie, kto idzie siedzieć
Czy Mateuszka frakcja, czy Zbysia?

A rzeczy dzieją się niesłychane!
Kontrrewolucji Zmiana się boi.
By Prezes beknąć nie mógł za Zmianę
Ponoć wsadzamy już nawet swoich ?!

„To niemożliwe!” – i aż się wzdryga –
„By się pogryźli Jarek z Antonim:
Kto naszych stołków w podłych intrygach,
Znaczy, Ojczyzny – kto będzie bronił?”

Lecz już przerywa myśli ponure
Ta brama kuta w leśne sylfidy.
Spojrzy na sielski, wiejski pagórek,
Gdzie żyje pośród starej swej bidy.

Basenik skromny, trzy garażyki,
Lada pięterko, drugie czy trzecie
Ciągnie się asfalt aż pod lastryki,
Nie każdy ma go nawet w powiecie.

(Bo i samorząd zwykł go paść –
Renesansowo Isiewicz zdolny –
Mogliby z wójtem konie kraść,
To chociaż asfalt ma oddolnie…)

Zażartowali z onym przykładnie
(Co oszukiwać, są starej daty) –
Gdy sztandar niegdyś nieśli tak ładnie
Jeden i drugi ledwie dzieciaty.

(Ach, drogi Zdzisio, kierowca przedni
Co się nasłucha, i nie zgadniecie.
Jako spowiednik jest odpowiedni,
Bo, gdyś na fali, sprząta ci śmiecie.)

A teraz wnusie pukają do dziadzia:
Znalałszy odznakę, pytają – czy wie?
Leżała w szafie na dziadziusia gaciach:
O co może chodzić z tym ZETESEMPE?

Wtedy się rozczuli, na kolana weźmie;
Kto to był Wallenrod dziatwę uświadomi.
Skromny, ale świadom: zasługa nie sczeźnie,
Niech potomni wiedzą, kto komunizm gonił!

Wałęsy, agenty, Kuronie, Michniki;
Frasyniuki różne, co to ich do paki
Za warcholstwo podłe, komusze wybryki
Nawet i wsadzali, tak, dla niepoznaki.

A on nigdy nie miał od walki urlopu,
Nawet kiedy w PRONie wolne się zdarzyło;
Co jako sekretarz mógł zawalczyć POPu,
To walczył ofiarnie, że aż się kurzyło!

***

I tak wlazłszy w chałupy swej progi
Chlapnie whiskey z wiśniową zaprawą,
Bo tradycji mu prymat jest błogi,
A bez tego i myśleć niemrawo.

(A zbiór porno nie spłonie, bo, wiecie,
Macie to wszystko dzisiaj już w necie)

Pusto jest w domu, co nawet go cieszy,
Bo tak jest wkurwion po tej Warszawie…
I nie odstręczy go dziś od pieleszy
Ślubnej swej jazgot, aż zawał ma prawie.

***

Chociaż model to trzeci, najmłodszy
I na cyckach jej wcale nie zbywa;
To się zlituj o Panie najsłodszy:
Jaka mądra – to taka cnotliwa.

Myśl go naszła więc niespodzianie,
Bo potrzeby są potrzebami:
Co agencja ma dzisiaj na stanie,
Czy noc spędzić z jakimiś babami?

Ach, co robi z nim polityka!
Ledwo zapał, a już przygasa…
Z tą nerwówką ochota też znika:
Co poświęca – nie dowie się masa!

Więc to dobrze, że pusto jest w domu
Można liczyć „za” i „sprzeciwy”
W cztery łapy spaść po kryjomu,
Chociaż człowiek już całkiem leciwy.

Pusto nie darmo, pusto być musi;
Baba, co sprząta, przychodzi rano.
Tydzień nie będzie zaś cnej żonusi,
Spokoju starczy mu tu za bramą.

Żony nie będzie, bo wojażuje,
Jedzie z Urzędu na delegację;
W Katarze panel organizują
Z piaskiem walczące organizacje.

Syn w spółce skarbu zdobywa szlify
Na kierowniczym gdzieś stanowisku.
Uczyć się nie chciał lecz nie strachliwy:
Gdy komu trzeba, to da po pysku.

Córa w Europie jest w parlamencie,
Za asystentkę posłanki robi.
Jasna to gwiazda na firmamencie:
Zgniłej Europie łaskę wręcz robi.

Szwagier miał przybyć lecz jest w Orlenie;
Siostra też w partii, brat w zbrojeniówce,
Wuj przy Prezesie miewa zlecenia,
A ciotka robi gdzieś przy gotówce.

No bardzo proszę! Wystarczy nie kraść!
Gdy ludzie zdolni i wiedzę mają,
Bez nepotyzmu (i nie trza żebrać),
Sami karierę swą ogarniają!

Aż mu niedobrze, kiedy przypomni,
Jak przez lat osiem ci wiarołomni
Wszystkie te stołki brali niepomni,
Że przyjdą po nich zdolni i skromni!

koniec części pierwszej

Towarzysz Isiewicz
5/5

Print Friendly, PDF & Email

REKLAMA

Tarot dla Ciebie