Wypadek limuzyn Prezydenta. Przypadek? Nie sądzę…

REKLAMA

Najważniejszą informacją od kilkunastu godzin jest bez wątpienia zmiana na stanowisku Premiera Rządu Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. Powiedziane i napisane na ten temat zostało już chyba wszystko. Tymczasem wcale tak dużo nie brakowało, żeby ze swojej funkcji tzw. Głowy Państwa usunięty został także ten, którego wygrana w wyborach prezydenckich była kolejnym z wielu cudów, jakie w ostatnich latach dokonały się w Polsce za przyczyną Pani Beaty Szydło. Wypadek miały bowiem dwie limuzyny należące do Kancelarii Prezydenta. Niby nic nadzwyczajnego, prawda?  Przecież codziennie na naszych drogach dochodzi do wielu wypadków i kolizji. Ale biorąc pod uwagę miejsce, w którym zdarzenie z udziałem prezydenckich pojazdów miało miejsce oraz fakt, że Donald Tusk ma coraz większą ochotę na bycie kolejnym Prezydentem Polski, wydaje się bardzo mało prawdopodobne, żeby to mógł być tylko zwykły przypadek.

Tym razem wskazanie winnego jest wyjątkowo łatwe, wręcz oczywiste. PułTUSK jest bowiem tym miastem, w którym o mały włos nie doszło do tragedii. Całe szczęście inaczej niż to miało miejsce 10.04.2010 roku, zamach na życie Prezydenta Polski nie został przygotowany z należytą starannością. Nieudolny zleceniodawca, którego nazwisko od razu przyjdzie do głowy każdemu w miarę samodzielnie myślącemu obywatelowi RP nie wiedział nawet, że żadną z tych limuzyn Prezydent Adrian Duda podróżował nie będzie. Udało się nie tylko Głowie Państwa, bo dzięki Bogu w tym zdarzeniu żaden z jego uczestników nie doznał poważniejszych obrażeń.

Drugim wątkiem, który należałoby w związku z wypadkiem limuzyn Adriana zbadać, jest wątek Antoniego Macierewicza. Obaj panowie jak wiadomo od dłuższego już czasu znajdują się w stanie otwartego konfliktu. A może to miało być ostatnie ostrzeżenie dla Dudy ze strony Ministra Obrony Narodowej, który wbrew pogłoskom, że będzie jedną ofiar tzw. rekonstrukcji Rządu, zapewne też na złość Prezydentowi swoje stanowisko jednak zachował? I jeszcze to dziwne zachowanie Antoniego na sejmowej sali plenarnej, zarejestrowane i ujawnione przez jednego z posłów opozycji. Jakiś rodzaj kodu porozumiewawczego z Moskwą? Czy po prostu Panu Antoniemu bardzo chciało się siku, a za nic nie chciał opuścić koleżanek i kolegów w trakcie trwania batalii o przejęcie Sądu Najwyższego i Krajowej Rady Sądownictwa? Z drugiej jednak strony dziwne, niestandardowe zachowania Pana Antoniego dla nikogo już nie powinny być przecież zaskoczeniem.

Tak czy inaczej, wypadek prezydenckich limuzyn akurat w PułTUSKU dziełem przypadku być nie mógł !! “Zleceniodawca” na pozbycie się Dudy z Pałacu Prezydenckiego musi jednak cierpliwie zaczekać. Oby tylko nie dłużej niż do 2020 roku.

 

 

zdjęcie byłego premiera RP, obecnego przewodniczącego RE i mam nadzieję przyszłego Prezydenta Polski: onet.pl  

 

 

 

Wypadek limuzyn Prezydenta. Przypadek? Nie sądzę…
4/3.8

Print Friendly, PDF & Email

REKLAMA

Tarot dla Ciebie