Oni urządzają nam Polskę, my obnażamy prawdę o nich.
Oni urządzają nam Polskę, my obnażamy prawdę o nich.

PiS sięga do naszej kieszeni.

W dniu kiedy pisowski lud zwieziony spontanicznie do Warszawy zajęty był skandowaniem na cześć amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa i buczeniem na Lecha Wałęsę, w sejmie po cichu pisowscy posłowie zgłosili projekt nowego podatku, który będzie doliczony co ceny paliwa. Jak zwykle jest to projekt poselski, dzięki temu nie ma obowiązku przeprowadzania konsultacji. Jeśli ktoś kiedyś podsumuje rząd Szydło i jego działalność, to się okaże, że nie przejawiał żadnych inicjatyw ustawodawczych. Nic dziwnego, bo Szydło nie ma przejawiać inicjatyw. Żadnych. Tak prezes kazał.

Tymczasem posłowie wymyślili podatek, który podwyższy cenę paliwa o jakieś 25 groszy. Przyjmując, ze zwykła benzyna kosztuje dziś 4,50 zł za litr, to dwadzieścia pięć groszy stanowi ponad 5% tej ceny. Podwyżka cen paliwa oznacza, że rolnik poniesie większe koszty przy produkcji żywności, hurtownik skupujący płody rolne poniesie koszty zapewne jeszcze większe, bo tu transport jest istotnym składnikiem kosztów. Te wszystkie tiry rozwożące towar do Biedronek i Lidlów również pojadą na droższym paliwie. Jednym słowem paliwo jako koszt doliczane jest do ceny towaru wielokrotnie. Dotyczy to również towarów przemysłowych, podrożeje transport publiczny i prywatny, autobusy i taksówki. Wreszcie podrożeją koszty energii w całości bo nie ma dziś dziedziny życia, w której transport jest bez znaczenia. Pośrednio podwyżka cen paliwa wpłynie na wszystkie ceny, bo wszystkie branże odczują zwiększone koszty. To przełoży się na wzrost inflacji, która już w pierwszych dwóch latach rządów „dobrej zmiany” została zauważona przez konsumentów. Od dawna nie były tak drogie sezonowe owoce – truskawki, czereśnie, wiśnie… Podrożało znacząco masło, zaczyna drożeć cukier. To nie są artykuły luksusowe dla bogatych. A będzie jeszcze drożej. Obecnie inflacja ciągle rośnie, lecz ponieważ poprzedni rząd zostawił w spadku deflację, więc teraz zaledwie przekroczyła ona +2%. Ogólny wskaźnik inflacji nie mówi wiele o subiektywnych odczuciach konsumenta, ponieważ jest trochę tak jak z podwyżkami cen w grudniu 1970. Wzrosły wówczas ceny mięsa, wędlin, ryb, serów, nabiału, węgla, ale za to ogromnie spadły ceny lokomotyw od Cegielskiego. Wzrost cen zawsze najpierw odczują najbiedniejsi konsumenci, kupujący tanie towary, które szybko zdrożeją. Licząc pesymistycznie, jeśli nowy podatek pojawi się zgodnie z założeniami blitzkriegu PiS, to do końca roku inflacja może podskoczyć do 5%. A to już nie będzie miłe.

Print Friendly, PDF & Email