Rząd i podatki

REKLAMA

Od czasów starożytnych mawiano, że pewne są tylko dwie rzeczy na tym świecie – śmierć i podatki. Podatki w rozmaitej postaci są od czasu, gdy ludzie przestali żyć we wspólnocie pierwotnej. Każdy rodzaj państwa kosztuje. Państwo w idealistycznym ujęciu jest organizacją, która skupia swoich obywateli, coś im oferując w zamian za płacone podatki. To może być armia do obrony przed wrogami zewnętrznymi, to może być policja która będzie łapać przestępców lub szkoły albo też system emerytalny.

Od czasów powstania demokracji są jednak różne państwa i różne rządy, które państwami zarządzają.
Rząd konserwatywno-liberalny, jakie najczęściej zresztą istniały na początku rozwoju współczesnych systemów politycznych, wychodził z założenia, że podatki powinny być małe. Małe podatki skłaniają ludzi do lepszego zarządzania swoimi pieniędzmi, dają im więcej wolności ekonomicznej, służą rozwojowi wolnego rynku. Liberalny ekonomicznie rząd – a takie zwykle bywały w Ameryce Północnej – był też konserwatywny obyczajowo. Ludzie mieli być pobożni, a policja surowa. Purytańskie obyczaje wcale nie oznaczały przenoszenia sfery sacrum do spraw codziennych. W Ameryce ludzie mieli świadomość, że jeden jest Baptystą, drugi Adwentystą, a trzeci Prezbiterianinem. Po co się kłócić o sprawy nierozwiązywalne? Na dolarze napisali sobie „W Bogu nasza nadzieja” i starczyło. W niedzielę każdy szedł do swojego kościoła i baczył, by za dużo o religii nie chrzanić wtedy, gdy się robi biznes, ani w burdelu. Zdolność do pomnażania majątku była w cenie i zwykle uważano, że zamożnych nie należy karać za ich pracę, zdolności i zaangażowanie wysokimi podatkami. Poza armią i policją państwo robiło niewiele. Uważano bowiem, że obywatel powinien sam się o siebie zatroszczyć, a jak nie potrafił? To sorry Winnetou, biznes to biznes.

To w Europie właśnie nastąpiły pewne zmiany, które zmierzały w kierunku zapewnienia bytu także mniej zamożnym obywatelom, również wtedy, gdy nie będą już potrafili pracować. Jaskółką nowego sposoby myślenia stał się Bismarck w Niemczech, który wprowadził powszechny system emerytalny oparty na tzw. solidarności pokoleniowej. W skrócie oznacza to, że pracując utrzymujemy starszych od siebie, a gdy sami będziemy starzy, młodsi przejmą pałeczkę. W ten sposób zaczęły powstawać rządy socjaldemokratyczne, które dziś popularne są w Europie zachodniej. Podatki są tam wysokie, bogatsi do wspólnej kasy dokładają się więcej, a państwo zapewnia system emerytalny, edukację, służbę zdrowia i wiele innych społecznie korzystnych inwestycji.

Na przestrzeni dziejów były też państwa, które próbowały wymyślić inny system. Socjalizm zmierzający ku komunizmowi postanowił zlikwidować wszystkie podatki, zaś właścicielem wszystkich środków produkcji uczynić państwo. Ponieważ ludziom się to nie spodobało, ideolodzy uznali, że trzeba wprowadzić dyktaturę proletariatu. Dyktatura ta sprowadzała się, do dyktowania proletariatowi, co ma robić. Proletariat co jakiś czas się buntował, a państwo te bunty krwawo tłumiło. Ekonomicznie sukcesy tych państw bez podatku sprowadzały się do pustych półek w sklepach, a jedynym osiągnięciem komunistycznych dyktatur jest rekord spożycia trawy przez ludzi w Korei Północnej. Z socjalizmem to było trochę tak, jak z rolnikiem, który oduczał konia jeść. Prawie się udało, ale koń zdechł.
Innym nieudanym eksperymentem był faszyzm, który ekonomicznie postanowił żyć na kredyt. Aby nie zbankrutować, musiał wywołać wojnę światową, a ta skończyła się ruiną globalną ze szczególnym uwzględnieniem ojczyzny faszyzmu. Lata całe trwała odbudowa systemów ekonomicznych, zaś wojna pozwoliła niestety na dość szerokie zapanowanie komunizmu…

Ostatecznie na placu boju pozostały dwa główne sposoby rządzenia państwem – konserwatywno-liberalny i socjaldemokratyczny. Rzecz jasna, jeśli mówimy o krajach demokratycznych. Pozostają jeszcze rozmaite dyktatury lub państwa autorytarne, gdzie najczęściej obywatele nie mają żadnego wpływu na działalność rządu. Niektóre z tych dyktatur zapewniają obywatelom prawie wszystko na wysokim poziomie w zamian za posłuszeństwo. Ale takich krajów jak Arabia Saudyjska jest niewiele. Przeważnie dyktatury zapewniają jedynie represyjność policji i więzienia dla opozycji. Niezależnie od ideologii, którą sobie wymyślają. Cechą wspólną większości z nich jest wymyślanie rozmaitych podatków, ponieważ utrzymanie dość szerokiej grupy popierającej rządzących jest trudne na dłuższą metę.

Ponieważ zwykle nikt nie chce oglądać podporządkowanej rządowi telewizji, a wpływy z reklam kurczą się, pomimo rządowych zleceń, oglądalność spada, ceny reklam lecą w dół na łeb na szyję, to jakoś trzeba zdobyć dla tej państwowej prorządowej telewizji. Najlepiej zatem opodatkować wszystkich, którzy dobrowolnie nie chcą oglądać, ani płacić. Ładnym przykładem jest tu Polska pod rządami PiS. Ponieważ wprowadzenie nowego podatku musi zostać skonsultowane z Komisją Europejską, rząd ma problem, bo nie chce tego robić. Pieniądze potrzebne są teraz i natychmiast. Wykorzystuje się zatem przepis prawny sięgający jeszcze czasów PRL i jedynym zmartwieniem rządu jest to, jak zdobyć dowody, że ludzie mają telewizory. A mają. Pojawia się zatem pomysł by dostawców telewizji zmusić do podzielenia się bazami klientów z rządem, a rząd każdemu z nich dowaliłby karę za niepłacenie przez pięć lat wstecz i państwowa telewizja byłaby uratowana. Myślę, że na krótko, bo z czasów słusznie minionych wiemy, iż propaganda zeżre każdy grosz jej dostarczony.

Jednak kasa robi się pusta. Na rozdawnictwo w rzymskim stylu – chleba i igrzysk – zaciągnięto kredyt. Kredyt czyni kasę pustą, a końca problemów nie widać. Oczywiście można by opodatkować najbogatszych, ale tego PiS nie robi. Przecież rządząc kilka lat wcześniej celowo zlikwidował trzeci próg podatkowy. Bogatym trzeba pomagać, bo przecież teraz rządząc, członkowie partii nie po to się wzbogacają, by płacić podatki.

Jak każde państwo niedemokratyczne, tak i w tym przypadku pojawiają się sposoby na pozbawienie pieniędzy tych, którzy i tak ich za dużo nie mają. W tym beneficjentów rozdawnictwa. Pojawia się pomysł wprowadzenia opłat za leczenie. Gdy po przednie rządy sugerowały wprowadzenie jakiegoś progu własnej płatności, który można by zresztą zniwelować dodatkowym ubezpieczeniem, to Pis darł się, że to holokaust na narodzie. Dziś okazuje się, że za rządów PiS mogą zostać wprowadzone opłaty, które biednym wydłużą kolejki do lekarza i szpitala do dziesiątek lat nawet, a bogatym zapewnią wszystko. Taki socjalizm dla bogaczy.
Kolejnym podatkiem, jaki rząd projektuje jest podatek węglowy. Kopalnie są nierentowne, a górnicy potrafią głośno strajkować. Może zatem do rachunku za prąd doliczyć wszystkim pieniądze potrzebne górnikom i jakieś kwoty na przedsiębiorstwa energetyczne. Optymistycznie licząc będzie to o 15% większy rachunek za prąd. Pesymistycznie może być w niektórych przypadkach 100% więcej.

Oczywiście obywatel może zadać pytanie, dlaczego poprzednim rządom nie były potrzebne rozmaite nowe i ukryte pod dziwnymi nazwami podatki? Odpowiedź jest prosta. Dobra zmiana jest wyposzczona ośmioletnim życiem w opozycji. Jest też wyjątkowo pazerna. Nawet wprowadzenie pogłównego by ich nie zadowoliło. Dlatego też taki system sprawowania władzy nie może zostać zaliczony do rządów demokratycznych. PiS musi wymyślić jakiś sposób, by nie stracić władzy w roku 2019. W przeciwnym wypadku może ponieść poważne konsekwencje. Co zrobi PiS? Tego dziś dokładnie nie wiemy, ale możliwości jest kilka…

Print Friendly, PDF & Email

REKLAMA

Czytaj, oglądaj, słuchaj.

1 Komentarz

  1. Świetna analiza, czekam na ciąg dalszy… Też od dłuższego czasu zastanawiam się jakim sposobem chcą to pociągnąć dalej…? Perspektywy rysują się hmmmmm niewesoło.

Komentowanie jest wyłączone.