Furia

REKLAMA

O dzikich wrzaskach Kaczyńskiego powiedziano chyba już wszystko. I tylko jedno pozostaje niewyjaśnione: dlaczego tak się zdenerwował aż do stanu bliskiego apopleksji? Dlatego że przypomniano mu, iż jego nieżyjący brat był praworządny? Że szanował zapisy Konstytucji? Że nie zgodziłby się na jej łamanie? Przecież to same superlatywy. Zazwyczaj rodzina lubi, gdy wspomina się jej drogich zmarłych od dobrej strony. Od czasu, gdy PiS zaczął majstrować przy Konstytucji wiele osób związanych z polityką i odległych od niej, znających osobiście Lecha Kaczyńskiego i tylko słyszących o nim, wypowiadało się bardzo pozytywnie o nim jako o strażniku Konstytucji i osobie praworządnej. Cały wczorajszy dzień w wypowiedziach polityków opozycji i prawników słychać było, jak bardzo rozczarowany byłby Lech Kaczyński postępowaniem swojego brata i że nigdy by na to nie pozwolił, gdyby żył.

I w nocy prezes PiS nie wytrzymał. Zażyczył sobie by nie „wycierano sobie zdradzieckich mord jego śp. bratem”, czyli nie życzy sobie, by mówiono dobrze o jego zmarłym bliskim. Czyżby chciał by go zapomniano? Zapewne nie, skoro robi co miesiąc spicz drabinkowy, firmując go hasłem wspomnień o bracie. Oczywistym jest, że ludzie mówią o zmarłym a nikt nie wspominał przecież dyspepsji czy kogoś tam w czerwonym, każdy mówił pozytywnie. A może chce mieć monopol na wspominanie brata? Stale przypomina, że był prezydentem, nie licząc pomniejszych funkcji, akceptując tym samym, że zmarły był osobą publiczną. A może chodzi o to, że wszyscy przypominają, jak bardzo jest różny od swego bliźniaka? Może chodzi o to, że to on był zawsze spiritus movens działań swego brata, a teraz nikt go nie docenia? Że w porównaniu z nim wypada jako ten łamiący prawo manipulant? Czy po prostu nie może znieść, że chwalony jest ktoś inny niż on, nawet jeśli jest to jego zmarły tragicznie brat?

Furia
10/4.9

Print Friendly, PDF & Email

REKLAMA