Kaczyński – znak towarowy zastrzeżony

REKLAMA

Nie ma sensu powtarzać tych kilku krótkich zdań, którymi wczoraj bluznął z wściekłości Pamprezes na mównicy sejmowej, kiedy Borys Budka z PO przypomniał mu, że w jego bracie mimo wszystko tliła się jakaś resztka przyzwoitości, przejawiająca się w podstawowym szacunku dla instytucji i filarów demokratycznego państwa prawa. Tego samego, które dzisiaj spóźniony I Sekretarz próbuje dzisiaj zadławić na śmierć, wmawiając wszystkim wobec, że to tak naprawdę demokratyzacja. Każdy to słyszał, mówiono o tym wielokrotnie, a poza tym niedobrze mi się robi na widok obleśnego starego dziada, który nawet schludnie nie wygląda, a wczoraj rzucał się jak wściekły pies. Nie ma sensu przytaczać kolejnych podwładnych, klakierów, pretorian i sługusów, którzy twierdzą, że przecież on prawdę powiedział, a i tak zrobił to delikatnie. Wiadomo, że oni mają tak mówić. Z oczywistymi bzdurami nie warto dyskutować, podobnie jak z ludźmi wygłaszającymi je w poczuciu misji czy choćby podlizania się temu, od którego zależy dalsza kariera tego i owego. Przychodzi mi jednak do głowy kilka pytań:

1) Jakim prawem ten człowiek uzurpuje sobie możliwość wycierania zaczerwienionej i wykrzywionej z wściekłości, kłamliwej gęby Lechem Kaczyńskim i innymi, którzy siedem lat temu z okładem stracili życie wskutek jego chorego politykierstwa?

2) Jakim prawem decyduje on, kto ma prawo bezwstydnie i bezczelnie żerować na tej tragedii dla własnych korzyści, a kto nie ma prawa upomnieć się nawet o to, by hieny cmentarne różnej maści i kalibru po prostu zostawiły zmarłych w spokoju?

3) Jakim prawem inicjuje on i zezwala na urągające wszelkim zasadom przyzwoitości cyrki, w ramach których dochodzi do dosłownego zawłaszczenia przestrzeni publicznej na potrzeby uprawiania najpodlejszego rodzaju polityki i hołdowania najniższym z ludzkich emocji?

4) Jakim prawem wpycha on nam na siłę do gardeł swoją rzekomą żałobę, ubierając swoje politykierstwo w tanie szatki obrzędu religijnego i skutecznie przyczyniając się do zaduszenia jednego z filarów społeczeństwa obywatelskiego, jakim jest prawo do zgromadzeń?

5) Jakim wreszcie prawem ten zapiekły z nienawiści mały frustrat traktuje państwo i jego instytucje jako osobiste narzędzie już nawet nie do zdobycia i utrzymania władzy, ale do pognębienia wszystkich tych, którzy kiedykolwiek w jakikolwiek sposób mu się narazili?

Pewnie nikt mi na te pytania nie odpowie, przynajmniej nie w sposób, który by mnie satysfakcjonował. Dlaczego on to robi? Bo jest pozbawionym zasad i hamulców draniem, idącym do celu po trupach – dosłownie i w przenośni. Dlaczego on może to robić? Bo najpierw ciamciaramcia PO cackała się jak z jajkiem z nim i jego sługusami, równie bezkarnie co bezpodstawnie przypisującymi najgorsze zbrodnie z mordem politycznym włącznie byłemu premierowi i jego otoczeniu, a teraz „wy się nie liczycie, my mamy większość” (parafrazując Mao i jego „wy macie rację, a my mamy karabiny”, porównanie zamierzone, bo i stosunek do oponentów i ich praw podobny). Niestety, rzeczywistość nie wygląda dobrze, a perspektywy tym bardziej. Co nie znaczy, że pozostaje tylko siąść i płakać albo pakować się i spieprzać. Fakt, do legalnych wyborów daleko i być może nawet ich nie będzie, ale nie znaczy to, że możemy się poddać. Wszystko ma swój koniec, także prawie 70-letni chowający się za marionetkami dyktator. Gdy on upadnie bądź umrze, wtedy okaże się, jak puste i zgniłe jest to, co on budował. Wytrzymajmy.

Print Friendly, PDF & Email

REKLAMA

Tarot dla Ciebie