Brexit i co dalej

REKLAMA

Brexit i co dalej

Wielu polityków, komentatorów, socjologów oraz zwyczajnych ludzi zastanawia się nad zjawiskiem potocznie zwanym “brexit”. Jak do tego doszło? Jakie będą konsekwencje dla samego Zjednoczonego Królestwa, dla Europy i dla nas, czyli Polaków? No i wreszcie, dlaczego nikt tego nie usiłuje powstrzymać, skoro dziś już wiadomo, że ta decyzja zwiastuje potężne kłopoty?

Aby to zrozumieć lepiej proponuję się zapoznać z cytatem z książki Jona Ronsona So You’ve Been Publicly Shamed. Choć książka opowiada głównie o zachowaniach ludzi w internecie, to jest tam fragment opowiadający o znanym śledztwie FBI.

FBI przetrzymywało Mayfielda przez dwa tygodnie, zanim przyznało, że jego odciski palców „nie były nawet podobne” do tych znalezionych na torbie. Pracownicy agencji padli ofiarą „efektu potwierdzenia” (confirmation bias). Traktowali poważnie jedynie te informacje, które potwierdzały ich wcześniejsze przekonanie, że Mayfield jest winny. Nieświadomie odrzucali wszystkie dowody wskazujące na jego niewinność. Wybuchł skandal, a FBI wprowadziło nowe rygorystyczne zasady postępowania, które miały zapobiec podobnym błędom.

Powyższy tekst w sporej części tłumaczy, dlaczego brytyjscy politycy brną w kompletnie idiotycznym zacietrzewieniu w coś, co spowoduje ogromny kryzys na Wyspach i pogorszenie poziomu życia Brytyjczyków. Nie mogą się przecież przyznać, że to była tak dla picu. Ani też przyznać, że to był głupi pomysł. I w żadnym razie nie przyznają, że kłamali. Pozostaje im efekt potwierdzenia. Dobieranie argumentów tylko takich, które popierają dawne brexitowe obietnice.

Miłe złego początki

Brexit zaczął się od obietnicy Davida Camerona, że przeprowadzi referendum w tej sprawie, jeśli jego partia wygra wybory. Cel był oczywisty – przyciągnąć eurosceptyków. Rządząca Partia Pracy nie miała zamiaru dyskutować o przynależności do UE. Słowo się rzekło, kobyłka u płotu. Jednak Cameron nie zdawał sobie sprawy z potencjału antyeuropejskiego w jego własnej partii, ani tym bardziej z potencjału populistów w rodzaju Nigela Farege’a. Rozpętała się wręcz histeria antyimigrancka. Była skierowana głównie przeciw Polakom i innym obywatelom UE. Przeciw imigrantom z dawnego Commonwealthu i dawnych kolonii nie protestowano, bo Anglicy z uwagi na swą kolonialną przeszłość wiedzą, że głośno nie wypada. Prześcigano się w obiecywaniu gruszek na wierzbie udowadniając, że Wielkiej Brytanii będzie lepiej bez Europy. Efekt znamy.

Gdy przyszło co do czego, okazało się, że brexit powinien w zasadzie nazywać się strata (loss), a największym przegranym będzie Wielka Brytania. Partia rządząca pod wodzę Theresy May – bo Cameron musiał iść na zieloną trawkę – zaczęła się układać ze Wspólnotą. Obie strony były skłonne wypracować jakieś porozumienie, które zminimalizuje straty. Jednak okazało się, że część partii rządzącej z upodobaniem dalej piłuje gałąź, na której siedzi i domaga się twardego brexitu.

Windrush Generation a sprawa polska

Przy okazji zmiany politycznej wyszło na jaw, że politycznie poprawni Brytyjczycy potrafią być krótkowzrocznymi egoistami i od czasów kolonialnych niewiele się zmienili. Pojawił się problem tzw. pokolenia Windrush. Byli to imigranci z dawnych kolonii, których Wielka Brytania z chęcią przyjęła. Potrzebowała rąk do pracy. Dziś kiedy ci ludzie są starzy, a ich dzieci nie znają rodzonych krajów, bo albo się urodziły już po przybyciu rodziców, albo były bardzo małe, rząd brytyjski mówi im: wypier*** do siebie. Nie jesteście tu mile widziani. Na szczęście, dzięki wielkiej międzynarodowej akcji zostało to choć w części zahamowane.

Jednak Polakom mieszkającym na Wyspach może się zacząć kołatać w głowie pytanie, czy za 20 lat gościnni Wyspiarze nie pokażą im również środkowego palca? Biorąc pod uwagę lojalność Anglików w dotychczasowej historii naszych kontaktów, to nie dałbym złamanego grosza za ich lojalność. Z tego względu głodne kawałki pani premier May na dzisiejszym spotkaniu z Matołuszem udającym premiera to mogą faktycznie przekonać jedynie debili, którzy od trzech lat wstają z kolan. Dla nich zawsze będzie możliwa emigracja na San Escobar.

Krótkoterminowo wygrywa dziś Trump, dla którego Zjednoczona Europa to nie demokratyczny sojusznik, ale wyłącznie konkurent. Polska skłócona z Unią też mu pasuje. Chciałby bowiem jak najsłabszej Unii. Dziwnym trafem takie same mokre sny o losie Wspólnoty Europejskiej ma Putin. I nie ma co się dziwić. Dziwić się można Kaczyńskiemu i spółce, bo oni siedzą na tej gałęzi. Z drugiej strony, zaczyna się kampania do PE. Do szafy zamknięto już Pawłowicz. I Tarczyńskiego. Macierewicza też nie widać. Partia Kaczyńskiego będzie się stroić w unijne szmaty… pardon, flagi. A kiedy oni ogłoszą polexit?

Brexit i co dalej
6/5

Print Friendly, PDF & Email

REKLAMA

Tarot dla Ciebie

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*


*