Komu jeszcze zabiorą?

REKLAMA

Francuski polityk i myśliciel Alexis de Tocqueville w książce „Dawny ustrój i rewolucja” napisał zdanie, które powinno być przestrogą dla wszystkich wyborców na świecie, którzy zastanawiają się, czy przyznać rządowi więcej prerogatyw. W naszej polskiej sytuacji warto jeszcze dodać, że pisowski rząd nie jest ani łagodny, ani liberalny.

Nie ma takiego okrucieństwa ani takiej niegodziwości, której nie popełniłby skądinąd łagodny i liberalny rząd, kiedy zabraknie mu pieniędzy. (Alexis de Tocqueville, Dawny ustrój i rewolucja)

Myślisz sobie drogi czytelniku, że to w zasadzie dobrze, że tym wszystkim ubekom pozabierano lwią część emerytur. Przecież to byli najgorsi funkcjonariusze systemu. Jednak propaganda rządowa podsuwa ci obrazy stalinowskich krwiopijców i sadystycznych zbrodniarzy, a tymczasem w większości oni już nie żyją. Warto zatem było podejmować specjalne działania, by ukarać te być może tylko kilkadziesiąt osób, przeważnie kompletnie nieznanych opinii publicznej? Czy poczucie społecznej sprawiedliwości nagle wzrosło? No i najważniejsze pytanie, dlaczego przepisy są tak ogólne, że pozwoliły zabrać emeryturę powstańcowi warszawskiemu, który po wojnie pracował przez jakiś czas jako lekarz w szpitalu wojskowym?
Oczywiście rząd i sejm nie zajmowaliby się garstką stalinowców na wymarciu. Jednak tu chodzi o być może miliony ludzi, którym na podstawie tych przepisów da się zabrać ogromne pieniądze. A będą wśród nich przeważnie tacy, którzy żyli podobnie jak inni i nie są żadnymi oprawcami, esbekami, funkcjonariuszami systemu. Będzie wśród tych ludzi telefonistka w szkole milicyjnej, bo tam ją skierował urząd pracy. Będzie wśród nich nauczyciel języka rosyjskiego, niemieckiego albo matematyki lub fizyki w tejże szkole milicyjnej lub jakiejś wojskowej która podlegała Ministerstwu Spraw Wewnętrznych. Robotnik rolny, który przez całe życie pracował na farmie świń podobnie jak jego koledzy z innych PGRów, dowie się, że traci pół emerytury, bo jego gospodarstwo podlegało MSW. Nikt nie policzył ilu jest takich emerytów, a ilu jeszcze będzie wśród tych, którzy osiągną wiek emerytalny w ciągu najbliższych lat.
Rządowi już teraz rozpaczliwie brakuje pieniędzy. A ludzi, którym świadczenia można obniżyć jest parę milionów. Może i ty czytelniku należysz do tej grupy? Nie? A to spoko…
No niezupełnie. Wyłom w prawie został już dokonany, a rząd dalej potrzebuje pieniędzy. Komu zabiorą w następnej kolejności? Jest ogromna rzesza emerytowanych nauczycieli, którzy pracowali w PRL. Przecież bardzo łatwo jest stwierdzić, że oni również przyczyniali się do „utrwalania władzy ludowej”. Zabrać im! Kto się ujmie dziś za emerytami nauczycielskimi? Wyjdzie ktoś na ulicę? Będzie ktoś strajkował? Jasne że nie.
To w kolejce już czekają wszyscy urzędnicy od szczebla gminnego, którzy mieli pecha pracować w PRL. Przecież im też można obciąć emerytury do wysokości najniższej renty. A to kolejne miliony ludzi i kolejne miliony złotych na nowe limuzyny dla rządu.
Wśród ludzi urodzonych przed 1972 rokiem praktycznie nie ma takich, którym nie dałoby się zabrać choć części świadczeń emerytalnych – teraz lub w przyszłości, kiedy już nabędą praw do emerytury – pod pretekstem, że pracowali dla PRL, czyli zbrodniczego systemu komunistycznego.
Komu rząd pieniędzy nie zabierze? Sobie! No i swoim, z Kaczyńskim na czele.

Komu jeszcze zabiorą?
7/5

Print Friendly, PDF & Email

REKLAMA

1 Komentarz

  1. Nikt się tym tematem dotąd nie zajmował, a może powinien, bo ten scenariusz wydaje się paskudnie prawdopodobny. Sytuacja gospodarcza zacznie się komplikować już niedługo. Unia straciła cierpliwość i choć zapewne nas nie wyrzucą, to od pieniędzy odetną. Zbiednieją przez to rolnicy, ale pośrednio i inne grupy zawodowe, zmniejszą się wpływy z podatków, więc PiS zechce zapewnić sobie dopływ pieniędzy. Czyim kosztem? Łatwo odpowiedzieć.

Komentowanie jest wyłączone.