Szaleństwa pana Antoniego

REKLAMA

Jest sobie pewien miły, starszy pan,
Dobrze go znają, nie tylko w Warszawie,
To ulubieniec jest pobożnych pań,
Bo u Tadeusza na każdej mszy prawie.

Ma ten pan postawę, ma powabny charme,
Że u Kryś i Jadziek oczy aż zamglone,
Wzdychają starsze damy z miasta oraz farm
I widząc tę bródkę lekko roztargnione…

Nieskazitelny jest z niego patriota,
Tak prezentuje się na cmentarzach,
Jakby z żurnala nadobna istota,
Na branie kropelek cne panie naraża.

Niejedna by chciała z nim pokarmić ptaszki,
Przedstawić przyjaciół z koła emeryta…
Z limuzyn jakich wysiada! Te mężów – porażki.
A jakże elokwencją za serduszko chwyta!

Mąż patriotyczny to w każdym calu,
Wskaże co wrogie, nienarodowe.
Ponoć, gdy się rodził w czerwonym szpitalu,
Usiadł orzeł bielik mateczce na głowę.

W dodatku pobożny, nie razi grzechami,
Po jego skromności spływają luksusy,
Otacza młodymi się tylko chłopcami,
Aby płci przeciwnej odsunąć pokusy.

Samym tembrem głosu uwodzi miliony.
Stateczny, opanowany. Może gra w sudoku?
Jak z Sevres gentlemana wzorzec to skrojony,
Dopóki… nie zabłyśnie mu szaleństwo w oku.

Obalałby rządy, ścigał agentury,
Niemal samojeden na Moskwę wyrusza.
Tajne służby i teczki – stąd czasem ponury –
Tą tajnością seksownie Antoni porusza.

Śnią się zatem moheru Europy podboje.
On się śmieje w snach owych śmiechem sardonicznym;
„Ach, panie Antoni – ja się pana boję!
Aczkolwiek się boję w duchu patriotycznym!”

A on ściska w ramionach, jak Mefisto giętki,
Z miną hardą, wyniosłą – niby jaki Duce,
Ne ekumenizm łóżkowy zdradzając swe chętki:
„Ja do twoich bamboszy Brukselę ci rzucę!”

I gdzieżby kto poznał naszego szarmanta,
Kiedy to na zdrajców rzuca w sejmie gromy…
Gdzieżby kruchty smakosza, z moheru amanta,
Gdy się w rewolucji rzuca wir… ekhm… szalony.

Patrzą więc na niego z niemym uwielbieniem.
Jeno szepczą cicho pobielałe usty,
Że on jest dla kraju bezcennym zbawieniem.
Falują więc z wdzięczności u wyznawczyń biusty,

A nasz pan Antoni, świadom swego czaru,
Rozciąga przed nami szaleństw panoramę;
Rozwija swe hobby całkiem bez umiaru,
Aż się gęby w podziwie otwierają same.

Kontrwywiady, wywiady i policje tajne;
Podwodne lotniskowce, czołgi, kanonierki,
Akta, haki, kwerendy i śmigłowce fajne,
Armie, sztaby i WOT-y
Wybuchy, manierki.

A gdzie przejdzie jegomość, tam ziemia spalona.
Sam on jeden, jak bomba, co poznać od razu.
Jaka szkoda, że NATO nie ceni dokonań.
I nie atakuje Antonim Specnazu.

Jak rzekł kiedyś poeta – my lubim wariactwa.
Celebracje, bitwy, igrce, ekshumacje…
Nie ma wszak większego u nas świętokradztwa,
Niż mieć rację, gdy nudna. I porządną rację.

My, wiecznie pokrzywdzeni mesjasze narodów,
Z boskim wstawiennictwem wiecznie uciśnieni,
Naród tak ochoczo krew oddawać gotów,
Lecz nie szafujący nadmiernie myśleniem.

Orgiastycznie co miesiąc do prawdy dochodzić!
Nie damy ni guzika! Nie odstąpim jarda!
Kto to nas nie lubi i kto chce nam szkodzić –
To jest znana prawda, bolesna i twarda.

Łatwo się domyślić, że każdy nam mąci
I tylko patryjoci zostali przy broni,
Co w normalnym świecie paranoją trąci,
Zrobił w Polsce mainstreamem nasz drogi Antoni.

Ktoś to kiedyś posprząta? Życie urealni?
Może by kto powiedział, aby tak sromotnie,
Choć wariaci z dawna u nas nietykalni –
Przestał ten rozpieprzać wszystko, czego dotknie?

Trzeba czasem odpocząć od każdej fiksacji
Niechże zatem Antoni w działkowym ogródku,
Spróbuje bezpieczniejszej dla wszystkich kreacji:
I zmontuje kontrwywiad z gipsu krasnoludków?

Niechże ziółek wypije, zajmie się znaczkami.
Jako drzewiej bywało, na pewnej antenie,
Różaniec niechby odmówił z radymi paniami;
Że ruscy wszyscy agenci – a on jeden – że nie.

Niechże nawet komisję na nowo założy,
W zarządzie działek podmiejskich pro publico bono.
Tylko niech w ministerstwach dalej nie barłoży.
Niechże poraża działkowców, który z nich jest z ZOMO.

Napracował się biedak. Trzeba go zluzować.
Od nadmiaru wszak pracy, to można… zwariować.

 

Print Friendly, PDF & Email

REKLAMA

Tarot dla Ciebie

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*


*