Towarzysz Isiewicz cz. IV

REKLAMA

Akt I część IV

 

 

Albowiem Zbigniew wśród mrowia zer,
Gąszczu układów, prawniczych sfer,
Dzielną swą piąstką utrzyma ster,
Gdzie to stalinizm dotąd miał żer.

(Mało kto wcześniej go podejrzewał,
Że taki jary, choć tak niestary.
Ani się esbek pięści spodziewał,
Gdy na pislamizm nie przeszedł wiary)

Jako komisarz Zmiany ludowy,
Zdjął był opaskę z oczu Temidzie.
Prawo dźwigarem Zmiennej Odnowy,
Gdy sprawiedliwość nasza zań idzie.

(A przecie pewne, jak drut w betonie,
Że sprawiedliwość po naszej stronie.)

Chłop praworządny, no i służbista.
Już jako student walczył z układem.
Kolegów nagrał ten legalista
I doniósł gwoździa z występku śladem.

Taką ma łebską, prawniczą głowę,
(Areszt dobywczy świetnie mu działa);
Trójki powołałby już ludowe,
Gdyby ta zgniła Unia mu dała.

Ręki nie podnoś władzy ludowej,
Prokuratury działają świetnie,
Kontrrewolucja wciąż wznosi głowę:
Jak Blidę rękę się tą obetnie.

Stąd nasze sądy i trybunały,
By działać słusznie, karać obficie.
Swą niezależność teraz dostały
I niezależnie działają, wicie…

Nie takie cuda władza wprowadza:
Piękny to zestaw, i jak moralny!
Jako minister twardo usadza
Gdy prokurator zły generalny.

(Bo dla obrony najmojszej racji
Cud może zdarzyć się duplikacji).

I teraz patrzcie biedni frajerzy:
To nie są cuda – to sprawne sztuczki –
Tu z kapelusza – hopsa! Dublerzy!
Głosowań nocnych sztuczka maluczkim.

Tam znów obsadzim Wolfganga damę,
Tu się ustawą pchnie konstytucję.
Kiedy trzy władze nie radzą same,
Na posłów liczyć trza prostytucję.

Trójpodział władzy, rzecz podstawowa;
Ginie, co dane, a nie zadbane,
Więc demokrację trza pielęgnować:
Będzie Ludowa po Dobrej Zmianie.

Zgniłej Europy blokują draństwa,
Obywateli strzegą trzy władze:
Poseł, Szef Partii, Naczelnik Państwa –
Interes kraju im na uwadze!

Program to prosty, program nam leży,
Ale, jak zwykle, zaplute karły,
Zamiast w intencje zacne uwierzyć,
O konstytucję by się pożarły.

Drą coś o prawie, o demokracji!
Gdy już bokserki M. nie onaci;
Udowodnimy, że są bez racji –
O szóstej rano nie tacy chwaci!

Nie pamiętacie, boście są młodzi,
Gdy Zbigniew gwoździem przebił poczwarę:
Pan L. nikomu już nie zaszkodzi,
Bo w zaufaniu swym przebrał miarę.

Do oczyszczenia stajnia Augiasza,
Znów jakiś sędzia ukradł kiełbasę…
Więc skierowała go Partia nasza,
By w niezawisłe karby wziął masę.

Ale nie zawsze miał refleks Zbyszek:
Raz upokorzeń była obfitość,
Był sobie kiedyś przed czasem wyszedł
I dyszkancikiem prosił o litość.

Nie lubi Prezes partyjnych zmianek,
Co jego Partii mogą zaszkodzić,
Kiedy stosunki są przerywane
Władza się z tego nie chce urodzić.

Syn marnotrawny teraz więc działa.
O Sprawę chodzi, nie o gotówkę!
Przecież to słuszne, by Partia miała!
Jak by tu kupić bank za złotówkę?

Teraz nadstawia szefostwu wdzięki,
Prawne rodeo organizuje.
Gdy trzeba – twardy. Gdy trzeba – miękki.
W takich szeryfach Prezes gustuje!

I czasem tylko Prezes nad ranem,
Może raz w tydzień, raczej nie więcej,
Toczy w koszmarze sennym ślinpianę,
Niosąc pięćdziesiąt świeżych tysięcy…

(Gdzieś tam majaczą wieże i trony,
A między nimi Księżyc skradziony…)

Stawiać się musi w prokuraturze,
Własna go Partia puściła kantem;
Przed swym Brutusem tańczy na rurze,
A on się z tego śmieje dyszkantem…

Ale, sen, mara! Isiewicz widzi,
Że znów nadchodzi ważna persona.
Wszak trzecia w państwie, więc się nie wstydzi,
Tak elegancko spóźnić się ona.

Uśmiech czarowny i coś z urwisa;
Dołeczek w buzi urok mu daje.
Na jego charmie nieraz zawisa,
Gdy dołek jaki zrobi się z krajem.

(A gdy nad czołem chmurka zawisa,
Znać, że zapomniał był długopisa)

Piękna kukiełka to polityka:
Guzik naciśniesz – przemowę palnie;
Guzik naciśniesz – jak ślicznie fika!
Sznurek pociągniesz – tańczy genialnie!

O! Nie dla wszystkich taka zabawka!
Choć zrobił wcześniej dwóch prezydentów,
To jest najdroższa Wodza wyprawka,
Którą wydobył z plebsu odmętów.

A jak to ślicznie kaligrafuje!
Gdy podpisuje ustawy liczne…
Jak na cmentarzach pięknie tokuje,
Capstrzyki jakie urządza śliczne!

Gdy Wódz jest gniewny, on się nie gniewa.
Partii miłością tak pięknie dyszy:
„Ja wam, chłopaki, wszystko wyśpiewam!
Ja wam – chłopaki – wszystko podpiszę!”

(Podpis prezydenta
dla Partii rzecz święta;
Prawie jak te z gumy
jarmarczne diablęta.)

I kogo trzeba, to ułaskawi.
I, kogo trzeba – sprawnie opluje.
Choć w sądzie jeszcze nie jest po sprawie,
A i urazy wielkiej nie czuje.

Dobrze się chłopak nieraz już sprawił,
Wyręczył sędziów w żmudnej robocie
I szefa służby nam ułaskawił:
Nie trza wyroków – już po kłopocie!

Bo przecież miły jest i uczynny,
Chętny na pomoc, kiedy jest w stanie;
A gdy Sekretarz rzekł, że niewinny,
To na co dalsze procedowanie?

Widzi Isiewicz szczeble kariery:
Ślizg coraz wyżej, bez ambarasu.
Co może zdziałać uśmiech dziś szczery,
Kiedy potężnych ma mecenasów?

Sam lubi narty przywdziać na szlaku
I sam w swej służbie bywa ambitny…
Oto prezydent wszystkich Polaków!
Taki aż gładki, że nieuchwytny…

I się Isiewicz mocno rozmarza,
Aż go fantazja mocno poniosła:
Oto cud piękny mu się przydarza –
Ma stanowisko „zwykłego posła”.

Bo na pstrym koniu jest pańska łaska,
Pierwszy Sekretarz lubi pogonić.
Choć tak niezłomnie teraz w oklaskach –
Przebić niezmiernie łatwo balonik.

I niezłomnego nam prezydenta
(Słusznie pan Prezes ma tu drażliwość),
Z ruchadłem leśnym lud zapamięta,
Bo w internetach porno i piwo.

Jednak Isiewicz chciałby być lisem,
A nie zaś kurą, co zysk podwaja.
Lepiej być ręką, niż długopisem.
Choćby znosiło się złote jaja.

Bo kiedy raban już się przydarzy
I wszyscy wkoło będą się głowić:
Kto konstytucji stać miał na straży?
To nie poderżną gardła lisowi.

I towarzyszom to imponuje,
Że łebski facet jest z Sekretarza.
Lepiej zarobić ze sprytnym zbójem,
Niż przeciw niemu w nędzy się tarzać.

 

cdn. 🙂

Towarzysz Isiewicz cz. IV
3/3.7

Print Friendly, PDF & Email

REKLAMA

Tarot dla Ciebie