Wielki Likwidator

REKLAMA

Po wyborach w 2005 roku Antoni Macierewicz znów znalazł się w obozie władzy. Zanim jednak doczekał się stanowiska minęło trochę czasu. Na swoje pięć minut czekał ponad 14 lat. 21 lipca 2006 został mianowany wiceministrem obrony narodowej w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, likwidatorem Wojskowych Służb Informacyjnych, weryfikatorem ich kadr, a także pełnomocnikiem ds. tworzenia służby kontrwywiadu wojskowego.
Nie wszyscy byli zdania, że WSI należy zlikwidować, a prawie nikt nie uważał, że tę służbę trzeba zaorać, a nazwiska oficerów i tajnych współpracowników ujawnić. Jednak Macierewicz dostał carte blanche od braci Kaczyńskich i przez wiele miesięcy nikt nie sprawdzał, co robi. Warto przypomnieć jako dygresję, że nawet po Rewolucji Październikowej bolszewicy nie zlikwidowali tajnych służb zadowalając się rozstrzelaniem tzw. wierchuszki. Macierewicz postanowił inaczej. Praktycznie wyrzucił wszystkie kadry, choć wcześniej już zostały zweryfikowane.
W sierpniu 2006 w Telewizji Trwam, stwierdził, że większość z dotychczasowych ministrów spraw zagranicznych była agentami sowieckich służb specjalnych, kilka dni później sprostował swą wypowiedź tak, że w zasadzie tylko potwierdzała nieuzasadnione oskarżenia.

Mówiąc o agenturalnej przeszłości byłych szefów MSZ, użyłem niewłaściwego skrótu myślowego. (Antoni Macierewicz)

Pomimo że stawał się coraz bardziej niewygodny dla rządu, ostatecznie zatrzymano go, co w konsekwencji spowodowało odejście Radosława Sikorskiego.
Bomba wybuchła, gdy Macierewicz zakończył likwidację WSI i Polska jako jedyny kraj na świecie została na pewien czas pozbawiona wywiadu i kontrwywiadu. Historycy twierdzą, że to się nie zdarzyło nigdy od czasów pierwszych faraonów w Egipcie. Raport z likwidacji wraz z aneksem został przetłumaczony na rosyjski przez pracownicę rosyjskiej ambasady, zanim jeszcze zobaczył go prezydent Lech Kaczyński.
Jakiś czas później okazało się, że zniknęła część materiałów tajnych, które miały zostać przekazane wywiadowi wojskowemu. Zainteresowała się tym specjalna komisja sejmowa, miała to zbadać Najwyższa Izba Kontroli, ale w rzeczywistości rządzonej przez PiS nie było na to miejsca.

Docierają do nas sygnały, że Macierewicz faktycznie nie przekazał wszystkich materiałów operacyjnych WSI do wywiadu wojskowego. (Janusz Zemke, specjalna komisja sejmowa)

Ostatecznie nikt nie wie do dziś, co się stało ze sporą częścią tajnych akt. 4 października 2006 Macierewicz został powołany na stanowisko szefa nowej Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Warto przypomnieć, że w tamtym czasie nasi żołnierze uczestniczyli w misjach ONZ i zostali całkowicie pozbawieni jakiejkolwiek osłony kontrwywiadowczej. Raport Macierewicza ujawniał także dane tajnych współpracowników. Głośne było ujawnienie publiczne nazwiska Milan Subotić, ponieważ tak nazywał się pracownik TVN. Szybko okazało się, że identyczne nazwisko nosił informator wywiadu podczas uczestniczenia polskich żołnierzy w misji pokojowej na terenie dawnej Jugosławii. Nie wiemy do dziś ilu informatorów i agentów straciły polskie służby w wyniku działań Macierewicza, wiadomo za to, że po ujawnieniu wielu nazwisk niektórzy polscy agenci, informatorzy, a także oficerowie znaleźli się w niebezpieczeństwie bezpośrednim. Wiadomo również, że od tego czasu polskie służby mają problemy z pozyskiwaniem współpracowników.

W Służbie Kontrwywiadu Wojskowego kierowanej przez Antoniego Macierewicza zaledwie 17 dni – zaliczano kwartał szkolenia rodem z III RP w jeden dzień – trwał kurs na pierwszy stopień oficerski, wynika z tajnego raportu, do którego dotarł „Dziennik”.
Dokument o stanie wojskowego kontrwywiadu po Macierewiczu przygotował nowy szef SKW płk Grzegorz Reszka. Opis tego, co się działo w tej służbie, przypomina groteskę, pisze „Dziennik”. Standardowo szkolenie oficera służb wojskowych powinno trwać od roku do półtora. Wcześniej powinien on przejść trzyletnią służbę przygotowawczą. Ale jak wynika z raportu płk Reszki, po zwolnieniu żołnierzy WSI ekipa Macierewicza potrzebowała nowych ludzi, przyjmowała więc cywilów i błyskawicznie ich szkoliła.
Kadr do nowych służb szukano m.in. wśród policjantów i byłych funkcjonariuszy UOP, ale także zaprzyjaźnionych… harcerzy i dziennikarzy. Według raportu, służbę przygotowawczą dla oficerów skrócono z trzech lat do jednego miesiąca. Przez 17 dni chodzili na kurs i dostawali pierwszy stopień oficerski. (Strona „Spieprzaj dziadu”)

Wisienką na torcie jest anonimowy cynk jednego z członków specjalnej komisji sejmowej.

Ustaliliśmy, że w SKW, choć kurs faktycznie trwał 17 dni, to dziennie kursanci szkolili się godzinę, czyli samo szkolenie to zaledwie 17 godzin.

Wiele miesięcy później zakończyły się prace prokuratury związane z doniesieniami Macierewicza na zatrudnionych w WSI. Macierewicz wystosował do prokuratury aż 270 zawiadomień o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Żadne nie skończyło się postawieniem komukolwiek zarzutów. Warto przypomnieć, że prokuratorem generalnym był wtedy Zbigniew Ziobro i można sądzić, że gdyby były jakiekolwiek szanse, nie odrzucono by doniesień Macierewicza.
Nie tylko dziennikarze i posłowie opozycji załamywali ręce nad skutkami działań Macierewicza. Miażdżący raport na temat skutków działania Macierewicza napisał również koordynator służb specjalnych Zbigniew Wasserman.

Dokument ten trafił do biurko ówczesnego premiera Jarosława Kaczyńskiego 18 stycznia 2007 roku. Raport z likwidacji WSI przygotowany przez Antoniego Macierewicza prezydent Lech Kaczyński otrzymał 12 lutego. Zbigniew Wassermann, polityk PiS, nie znał jeszcze wówczas zapisów raportu Macierewicza. Znał jednak skutki działań likwidatora polskich służb. Opisał je w audycie, którego zapisy ujawnia „Gazeta Wyborcza”. (Dziennik)

W 2007 roku odbyły się przyśpieszone wybory parlamentarne, Jarosław Kaczyński stracił fotel premiera, a Antoni Macierewicz został odwołany ze stanowiska szefa SKW. Jednak potem okazało się, że nie od razu opuścił tajne biura. Miało miejsce wielkie i nielegalne kopiowanie materiałów SKW, gdzie są te kopie, komu zostały przekazane, tego do dziś nikt nie wie.

29 stycznia 2008 r. – zawiadomienie złożył szef SKW gen. Grzegorz Reszka. Prokuratura potwierdza, że je otrzymała. Zawiadomienie, wraz z kilkuset stronami zeznań świadków – funkcjonariuszy – dotyczy popełnienia przestępstwa przez trzy osoby: byłą szefową biura ewidencji i archiwum (bezpośrednia podwładna b. szefa SKW Antoniego Macierewicza) oraz przez jej zastępcę i naczelnika biura. Kontrola w SKW ujawniła, że dopuścili się oni nielegalnego kopiowania ściśle tajnych dokumentów ewidencji operacyjnej, czyli spisu spraw operacyjnych, ich kryptonimów oraz listy osób, które ze służbami współpracują. SKW ma swoich ludzi np. w sektorze energetycznym i zbrojeniowym, w cywilnych instytutach naukowych, które pracują dla wojska. SKW korzysta też z informacji od cudzoziemców w rejonach stacjonowania naszego wojska, by zapewnić mu bezpieczeństwo. („Spieprzaj dziadu”)

Jest to kolejne wydarzenie bez precedensu związane z działalnością Antoniego Macierewicza.

Jeśli te informacje się potwierdzą, to nie znajduję odpowiedniego słowa, skandal to za mało. To szalenie groźna sytuacja. Oznacza utratę kontroli przez służby nad najważniejszą częścią jej danych, ale też bezpowrotną utratę zaufania do służb osób, które miały gwarancje, że ich dane będą wieczyście chronione. Nie wiadomo, kto i po co te dane wykradł. By je sprzedać np. innym służbom? Polska musi powiadomić NATO o tym „wypadku nadzwyczajnym”, bo jako członek NATO podlegamy kontroli w sprawie przechowywania tajnych dokumentów. (gen. Marek Dukaczewski)

Aby ta kuriozalna sytuacja byłą bardziej zrozumiała należy dodać, że całe archiwum SKW zostało przeniesione do BBN podlegającego prezydentowi Kaczyńskiemu, przed zaprzysiężeniem nowego rządu. Były premier Olszewski, ten sam – który współuczestniczył z Macierewiczem w próbie zamachu stanu – był z ramienia prezydenta niejako strażnikiem tajnych danych. Właśnie między 13 a 17 listopada, czyli tuż przed zaprzysiężeniem nowego rządu, Olszewski kazał przenieść komisję weryfikacyjną z siedziby SKW do prezydenckiego Biura Bezpieczeństwa Narodowego. W zasadzie do 2010 roku nic w tej sprawie się nie zmieniło.
Z ubolewaniem należy stwierdzić, że nowy rząd nie poradził sobie z antypolską działalnością Macierewicza przez 8 lat. Nie pociągnięto go w żadne sposób do odpowiedzialności. Dziś zwykły obywatel może sobie tylko zadawać pytania: Kim naprawdę jest Antoni Macierewicz i kto jest jego zleceniodawcą. W jakiej walucie będzie odbierał emeryturę? A może jest wyłącznie chorym psychicznie paranoikiem?

Ciąg dalszy niestety nastąpi.

Print Friendly, PDF & Email

REKLAMA

Czytaj, oglądaj, słuchaj.

1 Komentarz

Komentowanie jest wyłączone.